Jak przedstawiać celebrytę swoim znajomym?

A więc znasz jakiegoś celebrytę i chcesz go przedstawić swoim znajomym? Pozwól, że powiem, jak to zrobić najlepiej. 

Na początek wyobraź sobie, że wcale nie znasz żadnego celebryty.

Wszyscy mamy jakichś znajomych. Ci znajomi mają swoich znajomych. Czasem zdarza się, że nasz znajomy jest znajomym jakiegoś celebryty, a może nawet gwiazdy. Poznali się gdzieś, wypili kilka drinków, są po imieniu, dodali się do znajomych na fejsie – nie wiem, co tam jest dziś oznaką znajomości, ale generalnie te klimaty.

No i teraz nasz znajomy chce nam się tą znajomością pochwalić (przyjmijmy, że nie jest samolubny i nie zachowa tego dla siebie). Jak może to zrobić?

Na początek może wyjść z pozycji „kogo to ja nie znam”. Zacznie opowiadać jakim to świetnym kumplem jest ów celebryta, jak znakomicie jest go znać i jacy z nas lamerzy, że jeszcze go nie poznaliśmy. Będzie często wtrącał „bo ja z X…”, albo będzie mówić z wyższością w głosie „no tak, bo ty nie znasz X”. W takiej sytuacji nasz kolega powinien błyskawicznie przestać być naszym kolegą, bo po co kolegować się z bucem.

Inna opcja – nasz kolega zechce, abyśmy poznali owego celebrytę. I to może zrobić na dwa sposoby. Może między wierszami dawać nam znać jak fajnie spędza się czas w towarzystwie celebryty. My, zauroczeni tymi opowieściami, sami zechcemy się spotkać z celebrytą. A wtedy nasz kolega zaaranżuje spotkanie. I to jest dobra opcja.

Bo jeśli będzie się wykręcał, to znaczy, że jest bucem, a wtedy wracamy do punktu pierwszego.

Ale możliwy jest też taki wariant, w którym nasz kolega będzie chciał za wszelką cenę poznać nas z tym celebrytą. Nie będzie opowiadał o tym, jak fajnie się z nim spędza czas, tylko będzie naciskał na spotkanie. Najchętniej zaciągnąłby nas za rękę do stolika celebryty i powiedział „pijcie razem”. Nieważne, że ów celebryta jest dla nas obcą osobą, że nie wiemy, czy będziemy się dobrze bawić – nasz kolega wie lepiej.

Już takie zachowanie jest dość męczące. A jeśli jeszcze nie jesteśmy mu wdzięczni za takie przymuszanie, to kolega potrafi się obrazić – a wtedy wiadomo: buc.

Podsumowując – jeśli kolega obnosi się ze znajomością celebryty, jest bucem. Jeśli na siłę chce nas poznać, to choćby celebryta był fantastyczny – raczej nas do niego zrazi. Najlepiej, jeśli swoimi opowieściami z życia przekona nas, że warto owego celebrytę poznać.

Zgadzacie się z takim podejściem? Wydaje się być ono naiwne i oczywiste? No patrzcie, a tyle osób zupełnie tego nie kuma… Pewnie nawet znacie takie osoby. Wystarczy w powyższym tekście zamiast celebryty wstawić Jezusa.

Stąd dzisiejsza katecheza – nie ewangelizuj jak buc.

Jeśli podobał Ci się ten tekst, polub mnie na Facebooku!