Party Hard

Idziesz na imprezę? Świetnie! Nałóż wygodne buty, weź coś do picia i koniecznie czarny worek na zwłoki!

Wszystko zaczęło się od Freda. Był nawalony jak stodoła i chciało mu się siku. Już miał genialny plan, żeby nieco podlać stojącego w kącie kwiatka, ale zobaczyła to Sammy i prawie na kopniakach skierowała go w stronę kibelka. Fred poszedł tam samodzielnie, mocno chwiejnym krokiem, trzymając się ściany. Ale wszyscy widzieli, jak wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi.

2016-02-24_00002

Fred już nie wrócił z ubikacji. Gdy następny, którego przycisnęła fizjologia, po kilku minutach dobijania się wyważył drzwi, zobaczył tylko otwarte okienko. Domek był parterowy, więc Fredowi nic nie mogło się stać. Pewnie poszedł gdzieś do ogrodu – a że przez okno? A kto pijanego zrozumie?

Potem zaczęli znikać kolejni. Joe na chwilę poszedł do kuchni po poncz. Bill poszedł go szukać. Mary Jane poszła szukać Billa. Cała trójka zniknęła. Myśleliśmy, że postanowili zabawić się w trójkąciku, ale w żadnej z sypialni nie było po nich śladu. Co ciekawe – nie było też śladu po tych, którzy poszli do pokoi wcześniej, aby się pobzykać, naćpać albo po prostu odpocząć.

2016-02-24_00003

No, ale impreza studencka ma swoje prawa, więc wszyscy wzruszyli ramionami i imprezowali dalej.

Gdy zaparkowany samochód stoczył się z podjazdu i zmiażdżył kilka osób stojących przy płocie, nastrój nieco siadł. Wezwaliśmy policję, która przyjechała popakować wszystkich w czarne worki.

Kiedy rozmawiałem z policjantem, chciałem mu powiedzieć, żeby zwrócił uwagę na tego dziwnego, chudego chłopaka, który kręcił się na przyjęciu, a który z pewnością nie był z nami na roku. Ale… chłopak jakby zapadł się pod ziemię. Jeszcze przed chwilą kursował regularnie między łazienkami, kuchnią a ogrodem, a teraz – jakby nigdy nie istniał. Pojawił się znowu, gdy policja odjechała. A ludzie znowu zaczęli znikać.

Wyglądał podejrzanie, więc postanowiłem przyjrzeć mu się nieco bliżej. Ilekroć przechodził przez pokój, patrzyłem dokąd idzie i czy ktoś idzie razem z nim. Albo czy ktoś już jest w miejscu, do którego zmierza. A potem czekałem. Chłopak wracał. Ta druga osoba – znikała.

2016-02-27_00002

Po kilku minutach zebrałem się na odwagę i poszedłem za nim do kuchni. Nie bałem się, bo przecież w kuchni był Tom i Jack, dwa kafary z drużyny futbolowej.

Po przekroczeniu progu kuchni poczułem, że coś jest mocno nie tak. Chłopaka nigdzie nie było, Toma i Jacka też nie. Wszędzie cisza. Chciałem przejść przez kuchnię do ogrodu, bo może tam poszli – i wtedy ich zobaczyłem. Tom i Jack. Wepchnięci w kąt za blatem kuchennym. Obaj z poderżniętymi gardłami.

Pomimo szoku postanowiłem jak najszybciej wezwać policję. W przedpokoju jest telefon. Muszę do niego dotrzeć, zanim ten maniak mnie dopadnie. Czy zdążę?


Jeżeli powyższy opis brzmi jak wyzwanie, z którym chcielibyście się zmierzyć – mam dla was złą wiadomość. W grze Party Hard nie chodzi wcale o to, aby przeżyć atak szaleńca. Chodzi o to, aby jako szaleniec zabić jak najwięcej osób i nie dać się złapać ani zauważyć. Można pozorować wypadki, można ukrywać zwłoki, można też zabijać panikarzy, zanim zdążą wezwać policję.

A to wszystko z powodu… nie, właściwie bez powodu. Po prostu, jest impreza, jest psychopata. Studencka biba, klub nocny czy party na dachu wieżowca – on pojawia się zawsze. I poluje. Niczym rekin. W grafice retro, w dość niewyszukany sposób, ale zawsze z duszą na ramieniu. Żeby tylko nikt go nie zauważył.

20160312215558_1

Gdyby ta gra pojawiła się dziesięć, dwadzieścia lat temu, byłaby oskarżana o każdy akt przemocy wśród nastolatków. Ale dziś? Dziś można w nią grać bez obaw, że jakikolwiek obrońca moralności choćby kiwnie palcem w jej stronę.

Jeśli więc masz ciężki dzień w pracy, pies sąsiada ujadał całą noc, w autobusie była banda idiotów z gimnazjum, a sąsiad własnie urządza imieniny na sto osób – odpal Party Hard i zrelaksuj się. Zabijanie wciąga.

 

Jeśli podobał Ci się ten tekst, polub mnie na Facebooku!