Chłopy do wojska, baby do garów!

I wtedy wszystko będzie na swoim miejscu. Najprawdopodobniej. Tylko że nie.

W piątek na Twitterze Patryka Brylińskiego trafiłem na link do artykułu o wiele mówiącym tytule Faceci do woja! Tęsknimy za prawdziwymi samcami. Obowiązek wojskowy powinien powrócić. Ponieważ intrygują mnie artykuły o długich tytułach, które zdradzają całą treść, postanowiłem zapoznać się z przemyśleniami autorki ukrytej za pseudonimem Kobieta Wyzwolona.

Zgubiłem się w drugim akapicie. Ale brnąłem dalej. Ponieważ jednak droga do jądra ciemności w pojedynkę nie jest taka ciekawa, więc pozwólcie, że zabiorę Was ze sobą.

Po krótkim pierwszym akapicie, który ponownie wykładał przesłanie tekstu (jakby ktoś przegapił tytuł), przychodzi zdanie:

Służba wojskowa w naszym kraju już od dawna jest fikcją. Panowie wymigują się od niej na wszelkie możliwe sposoby. A to idą na studia (choć naukę chętnie by już odpuścili), a to dostarczą zaświadczenie lekarskie jasno mówiące, że bieganie z karabinem nie jest dla nich.

Zwątpiłem. O ile kojarzę (a ciocia Wiki mnie w tym wspiera) to od kilku lat nie ma już zasadniczej służby wojskowej, a więc nie ma przed czym uciekać. Jeśli ktoś idzie na studia, to chyba faktycznie chce się uczyć…

Dalej jest jeszcze lepiej, bo pojawia się cytat z bliżej nieokreślonej koleżanki:

Współcześni faceci są jacyś tacy…niemęscy. Żel na włosach, obcisłe sweterki w serek, no i te spodnie przylegające do ciała. Koszmar!

Niemęscy. Nie spełniają wyśrubowanych standardów siedzącej na kanapie koleżanki, więc odmówimy im męskości. Bo mają żel na włosach i sweterek w serek. I pewnie jeszcze żadna z krytykujących pań nigdy przenigdy nie wzdychała do piosenkarza o takim wizerunku, never ever, od nastoletniości tylko twardzi drwale i zawodowi zapaśnicy, więc nie wiadomo, komu te niemęskie stwory chcą się przypodobać.

To w sumie zabawne, bo ja z kolei zauważyłem kiedyś, że kobiety stają się mniej kobiece, bo przestają o siebie dbać. Tu panowie dbają o siebie za mocno i nie są męscy. Może to taki znak czasów? No, ale idźmy dalej.

Jestem przyzwyczajona, że mężczyzna w domu przynajmniej (!) wbije w ścianę gwóźdź! Tymczasem, muszę wynajmować „Pana Złotą Rączkę” i udawać, że mój partner wyjechał/chory/bądź zmęczony.

To jest kuriozalne – bo niby autorka co i rusz zapewnia, jaką to żarliwą miłością darzy swojego mężczyznę, ale ciągle jej coś nie pasuje. Tu się go wprost wstydzi. Gratuluję związku, ale ja nie o tym. Autorka zdaje się nie wiedzieć, że wbicie gwoździa w ścianę to nie jest wyższa inżynieria i może to zrobić sama. Może nawet lepiej jej to wyjdzie, bo pewnie ma szczuplejsze palce i się w nie nie walnie?

Przyznam, że tęsknię za prawdziwymi samcami. Za takimi, którzy potrafią naostrzyć nóż, zbudować lepiankę, wymienić gniazdko w domu. Za takimi, przy których można poczuć się bezpiecznie.

Za takimi, którzy wezmą za włosy, do wyra zaciągną, drwa narąbią, niedźwiedzia oskórują… Kobieto ponoć wyzwolona! W dobie jutubowych tutoriali wymiana gniazdka to małe piwo przed śniadaniem i z pewnością sama to zrobisz. Choć jeśli nie umiesz naostrzyć noża, to może od elektryczności trzymaj się z daleka. No i po cholerę ci lepianka?

A co z waszym poczuciem obowiązku wobec Państwa? Bo mam wrażenie, że gdy trzeba będzie złapać za broń, wy…uciekniecie. Wyjedziecie tam, gdzie lepiej, gdzie bezpieczniej, gdzie nie trzeba niczego poświęcać, żeby żyć.

A co z twoim poczuciem obowiązku? Narodowe Siły Rezerwy albo Wojska Obrony Terytorialnej zapewne przyjmą cię z otwartymi ramionami! No co, patriotyzm będziesz zrzucać na barki faceta, a sama będziesz narzekać na kanapie?

A na koniec, męski głos. Głos faceta, który widzi, obserwuje, wyciąga wnioski i…trochę się wstydzi. „Wśród dzisiejszych dwudziestolatków 100 na 100 nie potrafi obsłużyć broni, nie wie jak się zachować w przypadku ataku terrorystycznego, czy skażenia chemicznego.

A na koniec trochę statystyk z dupy i cudowna generalizacja. Tak, z pewnością wśród polskich pięćdziesięciolatków wiedza na temat skażeń chemicznych czy zachowania podczas ataku terrorystycznego jest na poziomie 105%.

Wiecie co? Już pal licho kretyński pomysł opierania sił zbrojnych o niedzielnych żołnierzyków, zamiast zabójczych zawodowców, ale rozwala mnie seksizm bijący z tego tekstu. Bo pani autorka wymyśliła sobie jakiś wzorzec mężczyzny, narzuca mu role (jak najbardziej stereotypowe) i oczekuje, że wszystko będzie ok.

To może zamieńmy kilka słów w tym artykule i zobaczmy, jak to wtedy wygląda? Na przykład tak…

Tradycyjna rola kobiety w naszym kraju już od dawna jest fikcją. Panie wymigują się od niej na wszelkie możliwe sposoby. A to idą na studia (choć naukę chętnie by już odpuściły), a to skupiają się na karierze, zamiast na prowadzeniu domu i rodzeniu dzieci.  Współczesne kobiety są jakieś takie…niekobiece. Buty bez obcasów, krótkie włosy, no i te dresy, w których nie tylko pokazują się w domu, ale jeszcze wychodzą na ulicę. Koszmar! Gdzie znajdę fajną kobietę? Taką z dawnych lat? Taką, który w rękę weźmie maszynę do szycia i uszyje mi koszulę, nie martwiąc się przy tym, że połamie sobie paznokcie. Taką, któremu nie musisz tłumaczyć czym różni się wałek od patelni. Gdzie? Gdzie one są?! Jestem przyzwyczajony, że kobieta w domu przynajmniej (!) umyje okna! Tymczasem, muszę wynajmować panią do sprzątania i udawać, że moja partnerka wyjechała. Przyznam, że tęsknię za prawdziwymi samicami. Za takimi, które potrafią ugotować obiad, oskubać kurę z pierza, wyprasować koszulę. Za takimi, przy których można poczuć się panem domu. Gdzie się podziała ta wasza kobiecość? Dodatkowo mam wrażenie, że gdy trzeba będzie urodzić czwórkę dzieci, wy…uciekniecie.

Wyobraźcie sobie, że taki tekst ukazałby się w jakimś serwisie chcącym uchodzić za poważny. Na przykład na blogu jednego z serwisów grupy NaTemat (którego częścią jest Mamadu, w ramach którego prowadzi bloga Kobieta Wyzwolona). Słuszne oburzenie sięgnęłoby niebios. Ale wiadomo, że taki tekst nie mógłby się ukazać, bo ktoś trzeźwym okiem odciąłby się od podobnych farmazonów.

Tymczasem seksizm w drugą stronę hula i ma się dobrze. Drogie NaTemat, jeśli nie widzicie tego, to jesteście częścią problemu. Tego samego, który powoduje, że prymitywy gwiżdżą na widok kobiet, a jakaś kobieta wyzwolona chce mężczyzny z lat 50. ubiegłego wieku.