Podobno była fajna impreza

Dziękuję. Rób dalej to, co robisz. Świetnie ci idzie.

A co ty powiesz komuś, kto inspiruje cię do zmiany swojego życia?

Już z daleka widać wyłaniający się zza rogu wielkiego budynku koniec kolejki. To nowy widok w terenie, gdzie dominują kadłuby statków, przemysłowe hale i kilkudziesięciometrowe żurawie. Tereny stoczniowe w Gdańsku zmieniają się i obok produkcji – mniejszej niż w latach świetności – pojawia się coraz więcej miejsc, w których można spędzać czas po pracy. Jest między innymi klub bokserski, jest klub crossfit i jest klub muzyczny Protokultura. To w stronę tego ostatniego ze wszystkich stron ciągną dziesiątki osób.

Każdy, kto spodziewał się tłumu rozentuzjazmowanych gimnazjalistów, musi odczuwać zdziwienie. W długim na kilkadziesiąt metrów ogonku na godzinę przed startem czekają uczniowie, studenci i ci, którzy przyszli prosto z pracy. Wszyscy karnie i w spokoju podają przy wejściu nazwisko i po potwierdzeniu przez ochronę obecności na liście, zanurzają się w mroku wnętrza.

14479656_1140986865983282_7565529151839851925_n

Więcej jednak jest tych, którzy stają w kolejce, niż wchodzą do wnętrza. W ciągu godziny wierni fani ustawiają się wzdłuż kolejnej ściany hali, następnie wzdłuż drogi, aż do przystanku tramwajowego i ulicy. Na trasie blisko trzystu metrów stoi tyle ludzi, że klub mogący pomieścić ponad pół tysiąca osób nie przyjmie wszystkich. Dla pechowców przed lokalem ustawiono wielki telebim.

Oczekiwanie

Michał ma 25 lat i przyjechał z Wrocławia. Na pytanie czego oczekuje po tym spotkaniu odpowiada wprost: “nie wiem”.

– Nie mam zielonego pojęcia. Zastanawiam się, czy nie przejechałem całej Polski tylko po to, aby go zobaczyć. To byłoby trochę głupie, więc powiedzmy, że to po prostu przygoda – dodaje.

Osiemnastoletnia Celina postanowiła po prostu skorzystać z okazji do zobaczenia kogoś, kogo podziwia. Stojący obok niej Kacper mówi wprost, że chce zobaczyć kogoś znanego, choć nie emocjonuje się sławami.

– Rzadko się zdarza, że ktoś tak z Japonii na krótko przyjeżdża – mówi Mariusz, który siedzi na jednej z niewielu ławek pod ścianą. – To wpadnę, zobaczę go na żywo, może dłoń mu uścisnę, jak będzie okazja.

Siedzący na drugim końcu ławki Jarek chciał po prostu zobaczyć, jak przebiega spotkanie z kimś, kto – ujmując to jego słowami – za granicą nie jest rozpoznawalny na ulicy, ale w Polsce robi szał. Asia z Wielkopolski przejechała 250 kilometrów na to spotkanie, bo ma nadzieję poznać swojego idola, którego ogląda codziennie, i zobaczyć go bez montażu. Ma nadzieję, że na żywo będzie taki sam, jak na YouTube.

14600942_1140988739316428_1197778670667524335_n

Trzymający Asię za rękę Jakub, jak sam mówi, jest tylko osobą towarzyszącą. Asia go namówiła, to przyjechał tu razem z nią. Kasia, która siedzi w kącie, też tylko towarzyszy swojej młodszej siostrze, Ani, ale jest też ciekawa jak wygląda takie spotkanie. No i chce zobaczyć gwiazdę na żywo. Kuba i Adam przyszli zrobić po prostu coś fajnego. Jak sami mówią – nie są wielkimi fanami (“psychofanami”, dodaje Adam), ale szanują to, co robi bohater tego spotkania.

Na godzinę przed startem wnętrzem klubu niepodzielnie włada mrok. Wątłe oświetlenie nad barem i odrobina dziennego światła wpadająca przez otwarte drzwi nie są w stanie rozjaśnić postoczniowej hali. Oświetleniowiec dopiero kieruje reflektory na scenę. DJ za konsoletą puszcza jakieś kawałki, testując nagłośnienie. Ci, którzy przyszli ze znajomymi, kupują piwo i rozmawiają. Samotni siedzą na ławkach pod ścianami lub opierają się o filary.

On

Od czasu do czasu pomiędzy fanami przemyka on. Gwiazda wieczoru. Krzysztof Gonciarz. Twórca filmów na YouTube, m. in. cyklu stand-up Zapytaj Beczkę, codziennych vlogów o życiu w Japonii oraz filmów podróżniczych. Mieszkający w Tokio, pochodzący z Krakowa, jest jednym z najpopularniejszych polskich twórców YouTube. Ostatnio na polskiej platformie crowdfundingowej Patronite, która pozwala fanom na regularne wspieranie ulubionych twórców, pobił rekord zbierając kwotę trzydziestu tysięcy złotych miesięcznie od blisko dwóch tysięcy “patronów”.

Edyta jest studentką i jest w gronie osób wspierających Gonciarza na Patronite. Robi to, bo jego filmy robią na niej wielkie wrażenie od strony wizualnej. Ale nie tylko.

– Podoba mi się to, że Krzyś jest autentyczny w tym, co robi – dodaje. – Robi to wszystko, choć nie ma z tego większych profitów, więc stwierdziłam, że to dobry sposób, aby mu pomóc.

Przez salę prowadzą go ukradkowe spojrzenia fanów. Co odważniejsi podchodzą, zamieniają kilka słów, robią sobie wspólne zdjęcie. Bez szans, żeby którekolwiek wyszło w tak słabym świetle, ale takie spotkanie trzeba udokumentować. A on uśmiecha się, nikomu nie odmawia, po czym idzie dalej. I znika za sceną.

14484673_1140988382649797_555606704649621713_n

– Jak go widziałam, to był zawstydzony – mówi Aleksandra, towarzysząca Ewie – i to było takie “krzysiowate”.

Aleksandra przyszła tu, jak sama mówi, na spotkanie z przyjacielem. Bo tak właśnie odbiera Krzysztofa. Jest to człowiek, z którym – dzięki vlogom – spotyka się codziennie. Wie, co u niego, kiedy jest chory, kiedy coś mu się nie uda. Tak, przyjaźń powinna być dwustronna, ale ona tak to odbiera.

Kacper też postrzega Gonciarza jako kogoś, z kim ma osobisty kontakt. W końcu poświęca mu codziennie czas, tak jak znajomemu.

– To taki mój kumpel, tylko że jeszcze o tym nie wie – śmieje się.

Według towarzyszącego Blog Forum Gdańsk 2016 raportu Rola blogerów i youtuberów we współczesnym świecie 29% internautów deklaruje oglądanie vlogów. Najwięcej widzów jest w grupie wiekowej od piętnastu do osiemnastu lat (47%) oraz od dwudziestu pięciu do trzydziestu czterech lat (33%).

– Krzyś ma dość dojrzałą widownię w porównaniu do innych twórców na YouTube – mówi Iza Wojciechowska, asystentka Krzysztofa Gonciarza. – Wynika to między innym z tego, że naprawdę wiele osób, które zaczęły go oglądać w Zapytaj Beczkę, w gimnazjum, zdążyły dorosnąć, wraz z samym Krzysiem, który dojrzał jako twórca i mogą spokojnie z nim iść na piwo.

Jej zdaniem społeczność widzów Krzysztofa jest z nim bardzo związana – przede wszystkim dzięki codziennym vlogom. Pokazuje w nich inne oblicze niż to prześmiewcze, znane z Zapytaj Beczkę. Według Izy to inteligentny introwertyk z pasją, któremu czasem coś nie wyjdzie Jej zdaniem to autentyczność przekazu przyciąga ludzi do vlogów, a zarazem do samego Krzysztofa. Jest takim kumplem z YouTube’a, którego codzienne perypetie można śledzić w filmach. Oprawa wizualna oczywiście też przyciąga widzów, ale na dłużej zostają właśnie dzięki przywiązaniu do prowadzącego.

Wpływ

Strumień nowych fanów nieprzerwanie wlewa się do środka. Początkowo niezauważenie, ale z czasem daje się odczuć, że klub jest prawie pełny. Nagle, tuż przed osiemnastą, okazuje się, że w środku jest niesamowity ścisk. Tłum gęstnieje, zwłaszcza pod sceną – teraz już wyraźnie oświetloną.

Jeszcze pięć minut opóźnienia. Jeszcze dziesięć. Kolejne piętnaście.

Na scenie pojawia się Kasia Mecinski, współprowadząca z Krzysztofem kanał The Uwaga Pies. Ubrana w jednoczęściowy kostium Doraemona, bohatera popularnej japońskiej kreskówki. Tłum szaleje, bije brawo. Chwilę później nad głowami widzów wyrasta las telefonów. Każdy chce uwiecznić to spotkanie.

– Cześć – zaczyna ze sceny nieśmiało Kasia.

– Cześć! – odpowiada tłum.

– Głośniej! – zachęca Kasia.

– Cześć! – tym razem krzyk ogłusza, sprawia, że hala wydaje się mała.

– Żartowałam, ale dziękuję – śmieje się Kasia i spotkanie się zaczyna.

Kasia odpowiada na pytania fanów, które zadają jej za pośrednictwem Twittera. Opowiada o życiu w USA (stamtąd pochodzi), o mieszkaniu w Japonii (gdzie pracuje z Krzysztofem) i o wrażeniach z pobytu w Polsce.

14595807_1140987125983256_3746291128728346824_n

– Czy możesz otworzyć okno? – czyta jedno z nich i natychmiast odpowiada – Chciałabym.

W hali nie ma okien. Setki osób, reflektory – to robi swoje. W środku zaczyna być niesamowicie duszno, a to dopiero początek. Kasia zdejmuje pluszowy strój bohatera kreskówki. Ci stojący dalej od sceny przechodzą bliżej wejścia lub do osobnej sali, z której nie widać sceny, ale jest telebim i dużo tlenu. Ci stojący w promieniu kilkunastu metrów od sceny ani myślą się ruszyć. Chcą być blisko swoich idoli.

Według wspomnianego badania Rola blogerów i youtuberów… tylko 24% internautów uważa, że blogerzy i youtuberzy zmieniają świat. Jednak wśród regularnych odbiorców blogów i vlogów ten odsetek wzrasta do 56%. 91% z nich uważa, że to zmiana na lepsze. 95% twórców internetowych uważa, że wywiera wpływ na swoich odbiorców.

Ania mówi, że oglądanie Krzysztofa miało na nią wpływ, choć nie jest w stanie powiedzieć jaki. Po chwili dodaje, że gdy Gonciarz zaczął mówić o bieganiu, ona też poszła pobiegać. Jarek mówi, że dzięki Krzysztofowi zaczął inaczej patrzeć na studiowanie. W domu mówiono mu, że studia to priorytet, bez którego nic się nie osiągnie w życiu, ale historia o tym, jak jego idol nie dostał się na studia uzmysłowiła mu, że można sobie postawić w życiu inny cel. Ola, która stoi przy barze razem z Konradem, mówi, że Krzysztof zainspirował ją do większej otwartości i zrobienia w życiu czegoś więcej, niż codzienne czynności. Konrad zrozumiał, żeby nie odkładać na później marzeń i żeby nieustannie próbować (cytując słowa Krzysztofa z filmu o porażkach: “Jak się napierdala, to nawet jak nie wychodzi, to wychodzi”). Asia, która wraz z Jakubem przyjechała z Wielkopolski, przyznaje, że wiele zdań z filmów dało jej do myślenia. Jako przykład podaje film dotyczący homoseksualizmu albo film Więcej niż jedno życie, gdzie Gonciarz powiedział, że podróżując i poznając inne kultury możemy przeżyć więcej niż tylko jedno życie.

Iza, która ze względu na swoją pracę ma częsty kontakt z fanami Krzysztofa, dodaje, że wiele osób traktuje Gonciarza jak autorytet. Zaczynają kręcić filmy albo realizować swoje pasje, często odległe od własnego wykształcenia. Sporo osób zaczęło ćwiczyć.

– Widzieli, jak Krzysztof, który zawsze powtarzał, że nie potrzebuje być szczupłym do szczęścia, po wzięciu się za siebie poczuł się dużo lepiej z samym sobą – mówi.

Jej zdaniem fani próbują coś zmienić, bo widzą, że Krzysztofowi się udało, więc nie tracą nadziei.

Ciasto

Po półgodzinnym spotkaniu z Kasią, na scenie ma się pojawić gwiazda wieczoru. Prowadząca spotkanie zachęca wszystkich, aby wywołać Krzysztofa. Tłumowi nie trzeba dwa razy powtarzać.

– Krzysiu, Krzysiu! – skandują wszyscy.

Rytmiczne krzyki przechodzą we wrzask, pisk i burzę braw, gdy na scenę wkracza on. Ubrany w żółty kostium pokemona Pikachu – Krzysztof Gonciarz. Ten, dla którego wszyscy dziś tu przyszli. Ten, z którym chcą zrobić sobie zdjęcie, któremu chcą uścisnąć dłoń, albo – jeśli będą mieli szczęście – zamienić kilka słów. Ale przede wszystkim – zobaczyć na żywo swojego bohatera.

14591586_1140987812649854_4888751627117700144_n

Krzysztof wita się ze wszystkimi. Dziwi się, że tak wiele osób przyszło – i jest w tym zdziwieniu bardzo autentyczny. A potem zaczyna się właściwe spotkanie. Najpierw wywiad, który przeprowadza Arlena Witt, youtuberka. Publiczność słucha w napięciu, jak Krzysztof opowiada o swojej pracy, o tworzeniu codziennego vloga, o życiu w Japonii, powrocie do Polski. Tłum słucha tego wszystkiego w ciszy. Wyłapują znane z vlogów grepsy i wtedy przez halę przetacza się burza śmiechu i oklasków. Każde nawiązanie do postaci, w które wciela się w swoich vlogach Krzysztof, budzi aplauz.

Po blisko godzinie rozmowy pora na pytania od fanów.

– Kto chce zadać Krzysiowi pytanie? – po tym pytaniu prowadzącej unosi się kilkadziesiąt rąk.

Pytania są różne – o sprawy osobiste, o twórczość, o następne odcinki vloga. W pewnym momencie na scenę trafia tacka z ciastem. Na białym lukrze czerwonymi literami napisano “Kiedy Zapytaj Beczkę?” – to nawiązanie do kanału na YouTube, od którego zaczęła się popularność Krzysztofa.

Ciasto przyniósł szesnastoletni Filip. Chciał podziękować w ten sposób swojemu idolowi za inspirację, pozytywną energię i codzienne wywoływanie uśmiechu na twarzy. Potrafi przyjść do domu ze szkoły, obejrzeć vloga i – jak sam mówi – od razu być szczęśliwy. Nie zarabia, więc nie wspiera Krzysztofa na Patronite, ale chciał podziękować przynajmniej tak. Dlatego samodzielnie upiekł ciasto.

– Z mamusią – dodaje po chwili.

Do czego zainspirował go Krzysztof? Bez wahania odpowiada, że do wszystkiego – do fotografii, do kręcenia filmów, do wychodzenia. Gdy odpowiada, zaczyna brakować mu słów, ale emocje zmuszają go do wyrzucenia z siebie, że filmy Gonciarza napędzają go – do robienia wszystkiego, do robienia czegoś. I za to chce po prostu podziękować.

Hubert i Maciek, koledzy Filipa, mają podobne historie. Pierwszy z nich chce podziękować Krzysztofowi za codzienne poprawianie humoru i motywację – to dzięki niemu zainteresował się fotografią. Drugi zawdzięcza Krzysztofowi zmianę – na lepsze, jak podkreśla. Dzięki filmom Krzysztofa nauczył się tolerancji. Stara się czytać między wierszami i widzi, że Gonciarz, podobnie jak inny youtuber, Maciej Dąbrowski, nawet jeśli ze wszystkiego się śmieje, to nie ma nic przeciwko niczemu.

Spotkanie trwa i trwa. Prowadząca z mikrofonem przeciska się przez tłum, aby każdemu umożliwić zadanie pytania. Co ciekawe, chętnych do powiedzenia kilku słów nie ubywa.

Większość osób, pytanych przed spotkaniem o to, co powiedziałaby Krzysztofowi, gdyby miała okazję, mówi to samo. Dziękuję. Rób dalej to, co robisz. Świetnie ci idzie.

Nazajutrz

Po serii pytań pora na zdjęcia z fanami. Ściskanie rąk. Przybijanie piątek. Setki osób chcących uwiecznić spotkanie z idolem. I tak mniej więcej do północy. Następnego dnia Krzysztof opowie na swoim vlogu, że to spotkanie go jednocześnie wymęczyło i ucieszyło. Śmieje się, że nie wie kim jest i jak się nazywa.

– Podobno była fajna impreza – mówi do kamery wyraźnie zmęczony, siedząc na kanapie na zapleczu. – Ja… Nie wiem.

Cięcie. Nie wie, że kilkaset jego koleżanek i kolegów z drugiej strony ekranu tego wieczora bawiło się wyśmienicie.

Foto: Marcin Michno (Nolife Style)

  • .k.

    Byłam, stałam w tym tłumie z pierwszego zdjęcia w kolejce do pamiątkowej foty z Krzysiem 🙂 ale niestety tłum zrobił swoje i żeby nie zemdleć musiałam wyjść na powietrze. Czekałam długo myśląc, że tłum zrzednie – ale nic z tego 😀 jak już ktoś fotę zrobił nie miał ochoty sie oddalać. Wiec tłum tylko sie powiększał i zagęszczał. No i foty nie mam 🙁 ale i tak fajnie wspominam spotkanie 🙂 było super.

    • Może zabrzmię jak Paulo Coelho, ale czasem lepiej mieć dobre wspomnienie, niż nieostrą fotkę 🙂