W bieganiu najfajniejsze jest poznawanie ludzi – wywiad z Agatą Masiulaniec

Od mojej prośby o wywiad do jego publikacji minęło kilka miesięcy. Nic dziwnego, skoro jego bohaterka to kobieta bardzo zabiegana – w przenośni i dosłownie. Tym bardziej się cieszę, że zatrzymała się na chwilę i opowiedziała mi o bieganiu, blogowaniu i ludziach, jakich spotkała na życiowej trasie. Oto laureatka nagrody czytelników Blog Forum Gdańsk 2016, autorka bloga biegowyswiat.pl i osoba, dla której setki kilometrów nie są straszne – Agata Masiulaniec.

Czy myślisz o sobie jako o blogerce?

Raczej rzadko używam słowa blogerka. Za bardzo się też nad tym nie zastanawiam. Co jakiś czas dostaję zaproszenia na spotkania blogerów, jednak nie uczestniczę w nich dość często. Doba ma tylko 24 godziny, a czasem biorę sobie zbyt wiele na głowę.

To może prowadzisz profesjonalny serwis dla biegaczy? Wygrałaś przecież konkurs na Biegowego Dziennikarza Roku.

Do profesjonalnego serwisu mi daleko, ale dziękuję za to porównanie. O konkursach zazwyczaj dowiaduje się z zaproszenia do udziału czy też maila, że ktoś mnie nominował. Zawsze przyjmuje je z radością.

Wydaje mi się, że czymś wyjątkowym dla Twojego bloga jest Twoja społeczność – ludzie, którzy Cię czytają, biegają pod nazwą Biegowego Świata. Skąd się wzięli?

To ludzie napędzają machinę Biegowego Świata. Grupowe koszulki to też ich pomysł. Biegamy wspólnie, dzielimy się wrażeniami, wymieniamy sugestiami, ale przede wszystkim – niczego od siebie nie wymagamy. Grupa chętnych do wspólnego biegania stale się rozrasta. Wstyd przyznać, ale obecnie nie znam wszystkich, choć mam nadzieję, że przyjdzie okazja się spotkać i poznać, nie tylko wirtualnie. Bieganie dla wielu to dodatek do życia. Wspieramy się bez względu na poziom sportowy. Nie ma znaczenia jak kto szybko biega, jeśli się w tym realizuje – to najważniejsze, choćby biegał dla przyjemności. Wspieramy wspólnie Jacka Gaworskiego, który jest przykładem nie tylko sportowca, ale i człowieka o wielkiej sile. Zmaga się ze stwardnieniem rozsianym, a także nowotworem,mimo to nie poddaje się, walczy o swoje marzenia sportowe. Możemy się od Niego wiele nauczyć. Zajrzyjcie na jacekgaworski.pl, aby poznać jego historię.  

To kim jest Twój czytelnik? To początkujący biegacz, czy raczej zaawansowany?

Kim jest czytelnik? Patrząc na otrzymywane maile, to szeroka gama. Nie brakuje początkujących z zapytaniem o porady. Są też doświadczeni –  stali bywalcy,, którzy po moim starcie, zwłaszcza w zawodach ultra, tylko piszą, że kawa stygnie i dopytują o relację, czy też szukają informacji o biegu, czy też galerii zdjęć.

A dlaczego dla nich piszesz?

Piszę, bo lubię, a właściwie dlatego, że byli tacy co chcieli to czytać, W końcu BŚ powstał za namową ludzi, długo to trwało. Mimo tysięcy innych blogów, cieszy mnie każda osoba, która w danej relacji czy wpisie znalazła coś dla siebie. Być może zmotywowałam ją do spróbowania czegoś nowego. Pamiętam, gdy kiedyś na skrzynkę pocztowa trafił mail z gratulacjami siły, ale przede wszystkim opisu zmagań, który pozwolił na chwile przenieść się w świat ultra, jak się okazało na końcu maila, człowiekowi, który większość swego życia spędził na wózku inwalidzkim.

Nie piszesz też, żeby zachęcić do biegania?

To chyba wychodzi samo. Bieganie stało się masowe, a przy tym wszystkim chyba sie troche niektórzy zagubili. Ten sport nie kończy się tylko na cyfrach. Czasami trzeba otrzymać od życia zimny kubeł wody by to zrozumieć. Zbyt często, wydaje mi się, w rozmowach oceniamy ludzi z perspektywy czasów, jakie osiągają. Kazdy czlowiek to inna historia.

To jak zachęcić do biegania kogoś, kto raczej nie jest fanem tego typu wypoczynku?

Raczej nie ma co namawiać na siłę, czasem potrzeba czasu, a ludzie przekonują się obserwując zachowania innych, choćby to, że człowiek staje się lepiej zorganizowany czy najzwyczajniej w świecie uśmiechnięty. Każdy może wyrobić w sobie nawyki. Byleby tylko nie przesadzać.

agata4

Przy takiej społeczności nagroda na BFG chyba nie była dla Ciebie zaskoczeniem?

Była zaskoczeniem.Nominowane były bardziej popularne blogi, wszak gama tematyczna była szeroka: żywieniowe, modowe… Zresztą nie wstałam od razu gdy wyczytali wyniki. Była radość zmieszana z niedowierzaniem.

Jak sądzisz, co zdecydowało o Twojej wygranej?

Według opinii, które otrzymałam, chyba zadecydowało to, jak niektórzy zażartowali, że jestem wszędzie. Zatrzymuję chwile na zdjęciach, udzielam się mocno w światku biegowym. Tak naprawdę trzeba by zapytać samych głosujących.  

Ze sceny wyczytano Cię jako Annę – dostałaś już nagrodę z poprawionym imieniem?

Nawet się o to nie ubiegałam. Ktoś się pomylił, bywa. Nie pierwszy i nie ostatni raz zapewne. Wszędzie indziej w opisach imię było napisane poprawnie.  

Co Cię skłoniło do założenia bloga?

Biegowy Świat powstał dzięki ludziom, sama długo nie mogłam się do tego przekonać. Blog jest młody wbrew pozorom, zaczęłam na początku 2014 roku. Wracałam z zawodów, wycieczek, a znajomi wspominali – chętnie byśmy o tym poczytali. Nieco nakierował Marcin Dybuk z Radia Gdańsk, tak się jakoś rozkręciło…

Na Twoim blogu, poza relacjami z biegów i poradami, jest wiele wywiadów z biegaczami.

W bieganiu najfajniejsze jest poznawanie ludzi. Ich historii. Każda jest inna. Tak gdzieś w głowie zrodził się pomysł na cykl „Zwykli – niezwykli”. Okazuje się, że wcale nie trzeba być od zawsze wysportowaną osobą rywalizującą o podium w biegu. Jest wiele historii pełnych rodzinnej miłości, niesamowitej walki w codziennych zmaganiach w walce o marzenia, dla wielu wydawać by się mogło błahe, jak po prostu ukończenie jakichś zawodów, np. triathlonu. Uwielbiam rozmawiać z ludźmi, pozwala to mieć szerszą perspektywę na samo bieganie, poznawać różne punkty widzenia.

A jak to jest z poradami dla biegaczy? Bazujesz na własnym doświadczeniu i piszesz o tym, co wiesz, że jest potrzebne?

Porady zazwyczaj wynikają z powtarzających się zapytań. W świecie biegowym już zasiedziałam się odrobinę, opieram się na własnych doświadczeniach, ale także osób, z którymi mam przyjemność przebywać. Albo na zajęciach i wykładach, w których mogę uczestniczyć. Jesteśmy różni, na różne bodźce reagujemy odmiennie. Nie ma więc złotego środka czy planu treningowego. To co działa na mnie, niekoniecznie będzie dobre dla kogoś innego.

Często ludzie dziękują Ci za te rady?

Podziękowania jak najbardziej się pojawiają.  

Masz też przepisy kulinarne – nie kusi Cię, aby czasem pisać na tematy inne niż biegowe?

Od przepisów kulinarnych specjalistami są: Kasia Skopczyńska i Andrzej Wyrzykowski. Pomysłów na teksty jest wiele, ale fakt, często kręcą się wokół biegania.  

Skoro bieganie jest dla Ciebie takie ważne, to powiedz mi, co ono Ci daje.

Może to dość trywialne, ale bieganie daje mi wolność. Po prostu to czas, w którym czujesz, że jesteś we właściwym miejscu i czasie. Swego rodzaju spełnienie

Ale Twoje bieganie to także działanie na zapleczu.

Na pewnym etapie rozumiesz, że bieganie jest piękne, gdy nie jest samym bieganiem, gdy poznajesz imprezy biegowe z każdej ze stron. Uświadamiasz sobie jaka to praca, Zaczynasz doceniać każdą osobę zaangażowaną w imprezę. To swego rodzaju nauka, a także możliwość bycia blisko ludzi. Mam smykałkę organizacyjną, toteż wszystko się jakoś rozkręciło Czasem powtarzam sobie, to ostatnia akcja, kolejny miesiąc odpoczywam, a potem rodzi się nowy pomysł i bierzemy się za jego realizację.

Częściej biegasz dla siebie, czy z myślą o zawodach? I ile kilometrów średnio pokonujesz tygodniowo?

Przestałam liczyć kilometraż. Zawsze gdzieś są jakieś cele – starty. Planując bieganie czy trening siłowy mam je w głowie, ale ciężko mi utrzymać reżim treningowy. Najzwyczajniej w świecie czasem biorę zbyt wiele na głowę. Dodatkowe prace czy projekty biegowe pochłaniają sporo czasu. Większość treningów mam grupowych, dlatego czasem lubię po prostu oderwać się i ruszyć sama przed siebie. Lubię taką samotność, która pozwala wiele uporządkować. Stety – niestety w moim przypadku bywa, że też kreuje nowe pomysły, Często lubię je wdrażać.

I to stąd pomysł na biegi ultra? Co czuje się, stojąc na starcie takiego biegu?

To wyszło samo. Już od startu w maratonie uświadomiłam sobie – lubię spędzać na trasach więcej czasu. Na starcie jest zawsze lekka adrenalina i niepewność, Możesz być świetnie przygotowany, a nigdy nie wiesz czym zaskoczy Cię trasa lub pogoda. Ma to swój urok, poznajesz lepiej samego siebie. Dla mnie biegi ultra to swego rodzaju odpoczynek w moim dość mocno zabieganym świecie.

agataa2

Który bieg był dla Ciebie najtrudniejszy?

Trudny był dla mnie Bieg Rzeźnika Ultra, a także Bieg Morskiego Komandosa, choć chyba najtrudniejszy był start w 50 edycji Harpagana. Trochę z własnej głupoty. Już na starcie stanęłam z deficytem snu. Do tego warunki były ciężkie, zresztą widać selekcję w wynikach. Do mety dotarło ok. 60-70 osób osób z ok. 300 startujących. Niemal 24 godziny na trasie sprawiły, że momentami balansowałam na krawędzi, czułam to. Byłam gotowa po prostu położyć się pod pierwszym mijanym krzakiem lub drzewem. Harpagan nauczył mnie, że jesteśmy w stanie naprawdę wiele, kiedy wydaje nam się to niemożliwe, ale także, że musimy zadbać o podstawowe elementy jak sen i odpoczynek. .

Które ze swoich osiągnięć biegowych postrzegasz jako największe?

Hmm, cieszy mnie tegoroczny wynik w Ekstremalnym Rajdzie na Orientację Harpagan i 2 miejsce wśród kobiet, chyba jednak największe to to, że wciąż biegam oraz zeszłoroczny start w Biegu 7 Dolin. Jak pewnie wiesz udało się nie tylko ukończyć, ale i zdobyć brązowy medal w kategorii. Tym cenniejszy, że stało się równo po roku od operacjach po których raczej miałam już sobie odpuścić.

To musiała być spora satysfakcja.

Udowodniłam przede wszystkim sobie – niemożliwe nie istnieje. Do dziś czasem zastanawiam się skąd miałam w sobie tyle determinacji w przygotowaniach i starcie. W końcu czasem słyszałam – porywam się z motyką na słońce. Trochę było w tym racji.  

Wspomniałaś o operacji – to było, o ile dobrze pamiętam, zerwane więzadło?

Ech, nie więzadło było problemem, to obecnie leczy się dość szybko. Uszkodzenia były bardziej rozległe, choć u mnie największą rolę odegrało moje szczęście do najmniej prawdopodobnych sytuacji. Dziś się z tego śmieje, ale połamanie się narzędzia – drutu kierunkowego w trakcie operacji i zaszycie go to brzmi abstrakcyjnie, a jednak realnie dla mnie. Na szczęście trafiłam pod skrzydła najlepszych lekarzy. Tyle że gdy staw przywraca się szybko do ruchu, mi nie wolno było niemal nic. Żadnego obciążenia, nawet na palec, a to oczywiście wywołało kolejne konsekwencje. Łącznie z nauką chodzenia, do dziś pracuję nad wyrównaniem siły mięśniowej. Siła chyba po prostu brała się od przyjaciół. Miałam od nich niesamowite wsparcie. Nawet niedawno natrafiłam na zapis tego co się działo w naszej grupie gdy nie dawałam znaku życia po reoperacji.

Wsparcie Twoich przyjaciół to było coś więcej, niż ciepłe słowa?

SMSy, telefony, a nawet organizacja wszystkiego bym była blisko startu. Przyjaciele skombinowali wózek inwalidzki, wozili mnie na zawodach, dzięki temu mogłam być blisko. Gdzieś czasem próbowali zasugerować spokój, ale z drugiej strony wiedzieli, że jestem strasznie upartą kobietą. To moja wada i zaleta

Uparta kobieto, masz jakiś niezrealizowany cel biegowy?

Stale rodzą się jakieś nowe marzenia i cele. To napędza.  

No to życzę Ci jak najwięcej tego napędu i dziękuję za rozmowę.