Najgorsze miejsca na seks

Seks. Jest wiele sposobów, aby go zepsuć. Niektóre wynikają wprost z pomysłów na jego naprawę.

Ten tekst możesz przesłuchać teraz lub ściągnąć w formacie mp3 z SoundCloud.

Jeśli w Waszym związku brakuje tego żaru namiętności, który rozpalał Was co wieczór dawno temu, nie ma co ryzykować. Sięgacie po fachową literaturę i uznane autorytety. Sięgacie po pisma kobiece lub męskie, gdzie są tysiące dobrych porad na podkręcenie seksu w związku. Albo poza nim.

Jedna z najprostszych i podobno najefektywniejszych porad to przeniesienie się z igraszkami w inne miejsce niż sypialnia. Bo to takie niesamowite. Czyżby?

Przyjrzałem się kilku takim miejscom.

Pralka

Najczęstsza rada i jednocześnie największe oszustwo. Przyjrzyjcie się ustawieniu pralki w swoim domu, w domach znajomych. Najczęściej w łazience. Najczęściej nad pralką wiszą jakieś szafki. Nawet jeśli można na niej usiąść – to trzeba zwinąć się w kłębek. Jeśli ktoś lubi seks w niewygodnej pozycji – to śmiało.

Jeśli już zdarzy się pralka bez szafek, to najczęściej jest to frania albo jakaś inna ładowana od góry. Bez zamknięcia. Poza tym – programy w pralce są zdecydowanie za długie. A do tego, jak to ujęła moja koleżanka – teraz już nie robią takich pralek jak dawniej…

Prysznic

Kolejne oszustwo, inspirowane tanimi filmami porno. Idź do osiedlowego sklepu typu Castorama albo Obi. Znajdź dział z kabinami prysznicowymi. Znajdź największą, jaka zmieści się w standardowej łazience trzydziestometrowego apartamentu za kredyt we frankach. I teraz wyobraź sobie, że dwie osoby muszą się w niej nie tylko zmieścić, ale też intensywnie ruszać.

Nie da się, prawda?

No, można zawsze otworzyć drzwi od kabiny. Albo spróbować wcisnąć się do wanny (ponownie – największej, jaka zmieści się w trzydziestometrowym penthausie na osiedlu ZaCredit Residens). Ale wtedy nachlapiecie po całej łazience. I kto to potem będzie wycierał? Poza tym – woda jest fatalnym lubrykantem jeśli chodzi o miejsca intymne, ale jeśli chodzi o resztę ciała… Dość powiedzieć, że do asortymentu akcesoriów erotycznych trzeba dołożyć niesamowicie zmysłową matę przeciwpoślizgową.

Plaża

Ach, dzika plaża… Albo nie dzika – w dobie wszechobecnych parawanów odrobinę intymności można mieć nawet w samo południe w Sopocie. Szum morza, krzyki mew, gorące, nadbałtyckie słońce – to wszystko może rozpalić zmysły. A stąd już krok do popełnienia największej głupoty z możliwych.

Ujmę to w dwóch zdaniach. Wiesz, co jest gorsze od kamienia w bucie? Ziarenko piasku w prezerwatywie.

I nawet nie myśl, że bez prezerwatywy uda Ci się uniknąć tej masakry. Nadmorski piasek jest wszędzie. Dosłownie wszędzie. Wyobraź to sobie i nawet nie próbuj.

Ale skoro nie plaża, to może…

Morze albo basen

Kolejny punkt wywodzący się wprost z kinematografii. Jest woda, jest dwójka z ochotą na seks – to na co czekać? Przecież fale tak fajnie kołyszą… Podkreślę to, co pisałem przy okazji prysznica – woda jest kiepskim lubrykantem. Słona, chlorowana czy ozonowana – także. Kropka.

Jeśli to Cię nie przekonuje – zobacz, co pływa w morzu. I nie chodzi mi o żadne żyjątka – chociaż sinice, zaskakujące nad naszym morzem turystów niczym zima drogowców, to już standard. Chodzi mi o cały ten syf, jaki zazwyczaj unosi się w morzu, gdy ktoś postanowi do niego wyrzucić śmieci albo po prostu nasikać.

Myślisz, że na basenie będzie lepiej? Może sinic nie ma, ale są ratownicy. A oni w seksie przeszkadzają najbardziej. No, chyba że o seks z nimi chodzi.

Sauna

Tego nie rozumiem. Serio. Ludzie, którzy wrzucają seks w saunie do filmów porno musieli wcześniej tworzyć scenariusze filmów fantastycznych albo programy polskich partii politycznych. Bo trudno o coś bardziej oderwanego od rzeczywistości.

Prosta matma załatwia sprawę. Podczas stosunku spalamy minimum 200 kcal. Co wytrwalsi mogą dojść do 600 kcal. To więcej niż tenis czy skakanie na skakance. To teraz wejdź do sauny i sobie poskacz. Śmiało. Przyjemnie?

No właśnie.

I jeszcze te deski parzą. Ale to i tak nic w porównaniu z oparciem się o gorące węgle. Ochota na amory przechodzi momentalnie.

Samochód

Jedziecie sobie za miasto, albo chociaż do osiedlowego sklepu typu hipermarket. Zatrzymujecie auto i nagle wiecie, że nie wysiądziecie z niego, dopóki nie odtworzycie na szybie kultowej sceny z „Titanica”.

I tu zaczynają się problemy.

Z przodu same przeszkadzajki: jak nie kierownica, to drążek zmiany biegów. Z tyłu – niby więcej miejsca. Ale to tylko pozorne. Położyć się trudno, siedzieć też – bo sufit nisko. I jeszcze zapięcie od pasów bezpieczeństwa wbija się w tyłek.

Poza tym nie oszukujmy się – zapach Wunder Baum raczje nie działa podniecająco.

Publiczna toaleta

Miejsce – legenda. Najczęstsza sceneria udawanych wspomnień ze studiów albo szkoły. Albo koncertów.

Nie ma szans na udany seks w toalecie publicznej. Tam zawsze coś będzie odbierało ochotę. Albo będzie to charakterystyczny smród, albo brak czystości, albo kombinacja jednego i drugiego. Jeśli jakimś cudem uda się trafić (na przykład w nowoczesnym biurowcu) na toaletę, która nie odrzuca zapachem i wyglądem, to z pewnością będą tam cienkie ścianki działowe. Albo drzwi które odsłaniają stopy osoby wewnątrz. Albo będzie wychodziła wprost na sekretariat.

No i jeszcze ten odwieczny dylemat u par heteroseksualnych – idziemy do mnie czy do ciebie? Tu mogę pomóc – jeśli już uda się znaleźć toaletę idealną albo nie będziecie się w stanie powstrzymać, zawsze idźcie do męskiej toalety. Zawsze.

Pod choinką

A to już propozycja sezonowa. W telewizji Kevin po raz kolejny cieszy się z odzyskania rodziny, światło świec rzuca tajemnicze cienie na ścianach (ewentualnie – lampki robią taką małą dyskotekę), w powietrzu unosi się zapach igliwia i ryby… To wszystko, w połączeniu z radością z kolejnej pary skarpet, może zadziałać jak afrodyzjak.

Nie zwlekając zdzieracie z siebie ubrania i hyc – pod choinkę.

Najpierw atakują Was igły. Jest ich równie dużo co ziarenek piasku na plaży. Tylko że dźgają. I są zarówno pod Wami, jak i nad Wami. O ile nie macie zapędów fakirskich, nie znajdziecie w tym przyjemności.

Ale to dopiero początek. Po chwili czujecie, że przeturlaliście się po bombce, która spadła z najniższej gałęzi. Jakimś cudem to nie była bombka z przeceny w Tesco, ale ta jedna, jedyna szklana. Słyszycie charakterystyczny trzask, a po chwili ostre krawędzie tną Wam skórę.

Zrywacie się szybko. Okazuje się, że w miłosnym uniesieniu zaplataliście się w kabel od lampek. Choinka z impetem przewraca się na Was. Gałęzie, igły i wszystkie bombki lecą prosto na Wasze nagie ciała. Jeśli jedno z Was przypadkiem pozostanie tyłem do choinki – może dowiedzieć się, jak się czuje aniołek na czubku.


To jest ten moment, gdy uświadamiasz sobie, że wszystkie te „dobre rady” z Cosmo albo CKM są guzik warte. Że wszelkie próby rozpalenia namiętności za pomocą seksu w nietypowym miejscu nie tylko ową namiętność skutecznie ugaszą, ale też mogą skutkować urazami ciała. Przepełnia Cię rezygnacja. Ale bez seksu w związku jakoś tak głupio, więc nieśmiało wchodzicie do swojego łóżka. Pod kołdrę.

Dla pewności gasicie światło. Żeby nie prowokować losu.

Tak jest najlepiej.

Foto: Noemí León AlbertCC BY-NC-SA 2.0

  • Zaprzeczam, w kwestii pralki. Moja jest genialna, nie wiszą nad nią żadne szafki, obok jest umywalka jakby miejsca brakło, choć nie powinno, bo jest naprawdę spora 😉 A od prysznicu gorsza jest tylko wanna.

    • Może jeszcze jest starego typu, z porządnym programem wirowania?

      • Zdecydowanie. Dokładnie wiem i słyszę, a u mnie ze słyszeniem jest słabo więc to o czymś świadczy, kiedy pralka zaczyna wirować 😉