Kino z dodatkami – rewelacyjnymi!

Jest sobie kino, w którym nie sprzedają popcornu. Kino, w którym moje wiercenie się w fotelu nikomu nie przeszkadza. Kino, gdzie bez skrępowania kręciłem głową na wszystkie strony.

Mówię o Kinie 7D Max w Gdańsku na Tkackiej. Jeśli na samo hasło „kino 7D” stanęła Wam przed oczami jakaś dziwna kabina w galerii handlowej – koniecznie czytajcie dalej.

Do kina wybrałem się na zaproszenie firmy Illusion Ray Studio, producenta filmów przystosowanych do tego typu sal kinowych. Dzięki temu mogłem obejrzeć trzy filmy. Pierwszy z nich – w klasycznym kinie 7D, a więc trzęsące się fotele, chlapiąca woda i wiatr prosto w twarz.

Filmem tym byli „Piraci 7D”, czyli szalona przejażdżka przez lokalizacje stereotypowo kojarzone z piratami. Jest trochę grozy (nawet nie wiedziałem, że tak na mnie podziałają myszy), jest trochę śmiechu (koliber!), ale przede wszystkim jest rewelacyjna realizacja. Pamiętam z moich poprzednich wizyt w innych tego typu przybytkach, że wstrząsy czy inne efekty były z grubsza dopasowane do akcji na ekranie. Tutaj dopasowanie jest idealne. Każdy wstrząs jest oddany we właściwym momencie. No i obraz 3D robił bardzo dobre wrażenie (ach, gdyby kiedyś zobaczyć coś takiego na sferycznym ekranie…).

Jednak tym, co odróżnia Kino 7D Max od innych tego typu placówek i jednocześnie tym, co wbiło mnie w (ruchomy) fotel, były dwa kolejne filmy, prezentowane nie na dużym ekranie, ale na okularach Oculus Rift, czyli zestawie do podziwiania wirtualnej rzeczywistości. To jest coś, co koniecznie trzeba przeżyć samemu. W „Dino Safari” wybraliśmy się na przejażdżkę przez park pełen prehistorycznych gadów, a w „Solar System” przelecieliśmy szybko przez planety i wybrane księżyce Układu Słonecznego.

20161202_175955

Co tam się działo! Już podczas przejażdżki między dinozaurami złapałem się na tym, że z miną uradowanego dzieciaka odwracam się w fotelu, żeby móc spojrzeć „za siebie” w filmie. Ucieczka przed tyranozaurem? Nie jestem skazany na patrzenie na drogę. Przejazd przez jaskinię? Każdy widz może zaobserwować w niej coś innego. Atak stada raptorów? Jeśli na chwilę się zagapisz, możesz się mocno zdziwić, gdy nagle pojawią się tuż przed nosem.

Zafundowałem też sobie dysonans poznawczy, łapiąc moją żonę za rękę. Gdy spojrzałem w jej stronę, zobaczyłem… pustkę. A przecież czułem jej rękę!

Druga opowieść, czyli podróż kosmiczna, to mały film dokumentalny – a wiadomo, kto jest najlepszym lektorem tego typu dzieł (jeśli nie wiecie, będziecie mieć niespodziankę). To film nowszy od „Dino Safari”, co widać na ekranie, ale najważniejsza jest nieskrępowana swoboda. Lecimy stateczkiem przez kosmos i możemy kręcić głową na wszystkie strony. I wszędzie jest na co patrzeć!

Mam nadzieję, że za jakiś czas będę mógł Wam więcej powiedzieć o kinie 7D i sposobie realizacji tego typu filmów, bo krótka rozmowa pokazała mi, jak niezwykła jest to praca. Ale to temat na osobny wpis. Tymczasem zachęcam Was do odwiedzenia tego kina (lub podobnego, w innym mieście) i obejrzenie produkcji Illusion Ray Studio. Nie będziecie zawiedzeni!