Tęsknisz za narodowcami na fejsie?

Jeśli po przeczytaniu pierwszego akapitu poniżej będziesz mieć ochotę na przybicie komuś piątki, poczekaj z tym proszę do akapitu ostatniego.

W piątek dotarła do mnie wiadomość, że Facebook usunął fanpage Młodzieży Wszechpolskiej. W lipcu tego roku to samo spotkało strony ONR i Marszu Niepodległości. Reakcje były proste do przewidzenia – z jednej strony oburzenie, z drugiej: radość. I o ile ta pierwsza strona jest jak najbardziej usprawiedliwiona, to wątpię, czy przeciwnicy tzw. prawicy zastanowili się choć przez chwilę, co to znaczy.

Najczęstszy argument za usunięciem tych treści z FB, poza potępieniem dla treści tam prezentowanych, brzmiał – to jest prywatny biznes. Zarządzany według widzimisię właścicieli. Jeśli chcą, mogą usunąć z portalu każdą treść. I wszyscy płaczący prawicowcy muszą zrozumieć, że tak własnie działa wolny rynek.

Jasne, to wszystko prawda, ale czy nie dostrzegacie pewnych zagrożeń, jakie niesie takie rozumowanie? Facebook to nie jest warzywniak, w którym właściciel może odmówić sprzedaży marchewki, powołując się na klauzulę sumienia. To biznes obejmujący ponad miliard osób. Łącząca ludzi platforma komunikacyjna. To trochę tak, jakby operator telefonii komórkowej postanowił wyłączyć niektóre numery telefonów. Albo firma kurierska zaczęła dostarczać tylko niektóre paczki.

Dopóki restrykcje obejmują tych, których nie lubisz, wszystko jest ok. Ale chodzi o pewną zasadę – twoje treści też mogą zniknąć. Może Mark przejdzie na weganizm i skasuje wszystkie zdjęcia boczku i burgerów? Albo na fali obrony praw dziecka wywali wszystkie profile, które pokazują publicznie zdjęcia dzieci? Albo kibiców Realu? Wolno mu, ale czy wtedy też po prostu wzruszysz ramionami i przejdziesz grzecznie na Ello?

Kwestia wolności prowadzenia biznesu i jego odpowiedzialności to jedno i nawet nie liczę na to, że uda mi się ją tutaj rozstrzygnąć. Jest jeszcze jedna sprawa, związana z usunięciem tych stron. O której zupełnie zapominają wszyscy otwierający szampana.

To nie rozwiązuje problemu. Co gorsza, nawet nas od tego rozwiązania oddala.

Cóż bowiem oznacza zamknięcie tych fanpage’ów dla tych dziesiątków tysięcy użytkowników? Jeśli myślicie, że wszyscy dojdą do wniosku „ojej, Mark zamknął stronę, którą obserwowałem, czyli moje poglądy polityczne mogą być niewłaściwe – lepiej pójdę na manifę i paradę miłości”, to gratuluję optymizmu. Sądzę, że raczej pomyślą, że ten Żyd / pedał / lewak / muzułmanin / weganin / pachołek Tuska (niepotrzebne skreślić) Zuckerberg uwziął się na pobożnych Polaków jak nie przymierzając Szwedzi na Jasną Górę. Cytując Putina – sprężyna, którą za mocno się dociska, wreszcie odskoczy. Ludzie, którzy poparli i współtworzą „dobrą zmianę” to właśnie tacy dociskani i marginalizowani przez ostatnie lata. Co zrobią spychani w czeluści internetu narodowcy?

Ich przekaz może się jeszcze bardziej zradykalizować. Syndrom oblężonej twierdzy tylko się pogłębi.

Zresztą – rzućcie okiem na odpowiedzi do tweeta podlinkowanego na początku. Poza standardowym psioczeniem na lewactwo, mamy już sugestie przesiadki na rosyjską społecznościówkę. Bo wiecie – nie ma to jak w Rosji, gdzie przytulą, pogłaszczą i pozwolą być sobą. Rosja taka fajna, Zachód taki zgniły!

A co wy, oburzeni tzw. prawicą i jej mową nienawiści, będziecie z tego mieli? Wpisy ONR czy MW przestaną się wyświetlać w waszym feedzie. Ekstra. Wasza bańka filtrująca skurczy się jeszcze bardziej, wyrobicie sobie jeszcze bardziej odrealnione wyobrażenie świata i stracicie okazję na poznanie i zrozumienie drugiej strony. Tak – poznanie i zrozumienie. Jak inaczej wyobrażacie sobie próbę dyskusji i ewentualnego przekonania do własnych racji? Czy może w myślach wszelką rozmowę z drugą stronę ograniczyliście już do obozów reedukacyjnych i dołów z wapnem?

Ciężko będzie ich poznać, gdy przesiądą się na rosyjskie społecznościówki lub zamknięte fora. Będziecie polegać jedynie na tym, co dostarczą wam media. Media profilowane pod wasze przekonania. Wyposażeni w taką wiedzę wyruszycie zmieniać świat na lepsze i zdziwicie się, że świat ma was  i wasze złote rady w dupie.

ONR, MW czy Marsz Niepodległości to nie moja bajka. Ale sytuację, gdy odbiera im się całkowicie prawo do wypowiedzi, zamiast jedynie usuwać konkretne wpisy, postrzegam jako smutną dla nas, jako społeczeństwa. To trochę tak, jakbyśmy wychodząc od onkologa po prostu wyrzucili do śmietnika niepomyślne wyniki badań. Ale może dla kogoś zapomnienie o toczącym ciało raku jest powodem do świętowania.

  • nieobiektywniej

    Z drugiej strony, całkiem nieskrępowanie działają profile opisujące kościół jako sektę pedofili.
    Częściowo się z Tobą zgadzam. Częściowo, bo wątpię, żeby osoby o przeciwnych poglądach obserwowały profile prawicowe i zauważyły ich brak. Sama nie obserwuję profili partii czy organizacji, które mnie denerwują. Poza tym, fb to nie cały Internet, tylko jego wycinek. Wiele organizacji w ogóle nie ma profili albo tylko szczątkowe i nieaktywne, co nie przeszkadza im prężnie działać. Profile usunięto, ale zostają strony internetowe i każdy zainteresowany na nie trafi. A dyskusje na fb naprawdę często nic sensownego nie wnoszą, przekonałam się z okazji ostatnich wydarzeń. Lepsze są chyba fora, jak kiedyś.

    • Oczywiście, że znajdą sobie sposób. Ale jednocześnie zradykalizują się jeszcze bardziej. I to mnie martwi.

  • Fajnie, że zastanawiasz się nad marginalizowanymi narodowcami. Oni nad Tobą się zastanawiać nie będą, jeśli nagle uznają, że jesteś niefajny.

    • To tylko znaczy, że się od nich różnię. Tak, wiem, że wielu z nich swoich przeciwników najchętniej by uciszyło na zawsze, ale mam moralne opory przed tym, aby stosować do nich tę samą metodę.

      I bardzo bym chciał, aby ich przekaz był jedynie marginalny. Ale żebyśmy mogli mieć go na widoku.