5 sposobów dołączania do shitstormu

08Idziesz sobie przez internety, patrzysz, a tu shitstorm (wym. szitstorm). Głupio tak przejść obok, więc postanawiasz dołączyć. Ale co robić?

Na początek – słownikowa definicja, którą właśnie stworzyłem. Shitstorm (lub po polsku „gównoburza”)  to reakcja na wykonaną przez kogoś czynność, pod warunkiem że:

  • ten ktoś jest w danym kręgu znany, popularny lub przynajmniej „kontrowersyjny”, bo przecież zwykli ludzie nikogo nie obchodzą,
  • wykonana czynność to skrajna głupota, ewentualnie skrajny lub obrazoburczy pogląd, najlepiej nietypowy dla danej  osoby, bo przecież zwykłe czynności to #nikogo,
  • reakcja musi być żywiołowa, powszechna i składać się wyłącznie ze skrajnych reakcji (bałwochwalcze uwielbienie lub życzenie bolesnej śmierci).

No więc trafiasz na coś takiego – i co robisz? Ponieważ jest to blogowy wpis z kategorii „lista”, jest oczywiste, że masz pięć możliwości.

Dowal, tak jak wszyscy

Pamiętaj, jesteś tylko zwierzęciem, na dodatek stadnym. Z atawizmem nie wygrasz. Skoro grupa podja decyzję, że masz do czynienia z chłamem i debilizmem, nie wyłamuj się. Nie staraj się samodzielnie myśleć, nie szukaj sensu w źródle gównoburzy. Tobie tak haniebna czynność nigdy się nie przydarzyła i nie przydarzy, a zatem jesteś jako ta lilija biała. Chwytaj śmiało kamień i pieprznij w autora.

Przydatne sformułowania: brzydzę się Tobą (wielka litera jest konieczna); zdychaj w samotności; zawiodłem się na Tobie; skąd tacy się biorą.

Stań po stronie autora

Jak już wspomniałem, reakcje na shitstorm muszą być skrajne. Jeśli nie odpowiada ci rola wiesniaka z widłami i pochodnią, możesz się zamienić w adwokata. Strażnika. Skrzyżowanie trenera Jarząbka i Kevina Costnera (z „Bodyguarda”, nie z „Water World”). Pamiętaj, że twoja miłość do autora musi być bezwarunkowa i nieskończona, bo tylko jej ogrom może pokonać przebrzydłych nienawistników. Nawet, jeśli autor zrobił totalną głupotę, stój za nim niczym skała. Nie pomyl się tylko – autora wielb, krytyków obrażaj.

Przydatne sformułowania: wreszcie ktoś powiedział prawdę; brawo; trzeba myśleć, żeby to zrozumieć; więcej takich i będzie normalnie.

Zadaj TO pytanie

Wiesz, jak jest. Ktoś palnie głupotę (albo wyjątkowo zrobi coś z sensem), ludzie zaczynają to roztrząsać, jedni stają po jego stronie, inni chcą go rozszarpać, jedni i drudzy skaczą sobie do gardeł w związku z kimś, kogo nawet nie znają. Gównoburza w pełnej krasie. I wtedy wchodzisz ty, cały na biało. Z tym jednym, jedynym pytaniem, które ktoś musi zadać – żeby pokazać swoją wyższość, oderwanie od takich przyziemnych bzdur, albo nieumiejętność używania Google. Tym kimś możesz być ty! Wystarczy tylko spytać…

Przydatne sformułowanie: ale kto to w ogóle jest?

A może tak być głosem rozsądku?

Wiesz, co charakteryzuje wymienione powyżej opcje? Kompletna bezrefleksyjność. Równie dobrze zamiast sieciowych dyskutantów można wpuścić psy Pawłowa. Nie chcesz chyba dołączać do tej tłuszczy. Zamiast tego użyj rozumu. Napisz coś rzeczowego i spokojnego. Niech twoja odpowiedź odnosi się do wszystkich stron sporu i zauważa plusy i minusy u każdej z nich. A następnie upewnij się, że dotrze ona do wszystkich. Absolutnie wszystkich. Dzięki magii kopiuj – wklej możesz umieścić swoje cenne przemyślenia w każdym miejscu, pod każdym komentarzem. Każdym.

Przydatne sformułowania: moim zdaniem; jak już pisałem; trzeba patrzeć szerzej, cokolwiek po łacinie.

Jedyne słuszne wyjście

Jak już wspominałem, ludzie skaczą sobie do gardeł z jakiegoś błahego powodu, reagują bezmyślnie, spirala nienawiści się nakręca – mówiąc krótko: sytuacja aż prosi o dołączenie. Ta otchłań wzywa cię, wyciąga do ciebie swoje dłonie, aby wciągnąć cię w wir szaleństwa. Co w takiej sytuacji zrobić najlepiej? Jak zachować się, aby wygrać? To oczywiste. Olej to. Nie, nie komentuj, że olewasz. Nawet nie idź po popcorn, aby popatrzeć, jak ludzie się obrzucają odchodami. Po prostu zamknij kartę przeglądarki i ciesz się życiem.

Przydatne sformułowania: nie, serio, nie ma żadnych.