Z życia wzięte: trenerzy

Kilka scenek, prosto z ulic opanowanych przez… a zresztą – sami wiecie.

Obrazek pierwszy: idziemy z żoną miastem. Mijamy grupkę młodzieży. Wszyscy wpatrzeni w telefony. Nagle jedno z nich krzyczy do reszty:

– Jest!

Zatrzymuję się i sprawdzam Był, faktycznie.

Obrazek drugi: idziemy z żoną miastem, ale inną jego częścią. Mijamy grupkę młodzieży. Jeden chłopak wpatrzony w telefon, drugi zagląda mu przez ramię, po czym tłumaczy:

– Jesteś za daleko, musisz podejść.

Mijając ich, podnoszę wzrok znad telefonu. Nasze spojrzenia się spotykają. Chłopcy uśmiechają się do mnie.

– Powodzenia – mówię.

Obrazek kolejny: niewielki park w centrum Wrzeszcza, tuż obok dworca PKP. Popołudniami przesiaduje w nim kilkadziesiąt osób. Wszystkie wpatrzone w telefony. Siedzą na ławkach, podpierają mur lub po prostu spacerują alejkami.

Przez park pospiesznie idzie matka z kilkuletnim synem. Oboje są wyraźnie zaintrygowani widokiem zastanym po drodze. Wreszcie dziecko pyta:

– Czemu tu jest tyle osób z telefonami?

– Nie wiem – odpowiada matka. – Może tu jest jakiś darmowy internet?

Obrazek następny: wsiadam do windy w moim bloku. Razem ze mną nastolatek z psem. Pies wierci się niespokojnie, próbuje oprzeć się o mnie łapami (wyczuwa, cwaniak, że mam ze sobą hamburgera), ale chłopak ciągle cofa go za swoje nogi. Nasza winda nie jest demonem prędkości, więc mam czas zagadać:

– Ale wesoły pies!

– Energiczny – odpowiada chłopak, po czym dodaje – ale dzięki temu mogę łapać pokemony.

Patrzę na niego z pełnym zrozumieniem, uśmiecham się.

– Ja dziś tylko kilka złapałem – mówię i wysiadam, bo to moje piętro.

Obrazek ostatni: wychodzimy z żoną z budynku. Przytrzymując jej drzwi zerkam na ekran telefonu i mówię:

– O, zobacz!

Zanim żona zdąży pochylić się nad moim telefonem, zza pleców słyszymy:

– Co…?

Odwracamy się. Z piwnicy wychodzi dziadek, na oko siedemdziesięcioletni. Patrzy na nas z uśmiechem i kończy:

– …są jakieś pokemony?

Były.


Tak, ta gra ma wiele wad i nie ma najmniejszego sensu. Ale nie kojarzę innej aplikacji, która w taki sposób wpływałaby na ludzi. A ponieważ przy okazji łapania pokemonów widzę raczej życzliwy uśmiech, to mam nadzieję, że moda na nie nie przeminie tak szybko.

Foto: Dano 2: Electric BoogalooCC BY-NC 2.0