O czym nie pomyślisz widząc karmiącą matkę?

Gdyby kobiece piersi służyły tylko do zabawy, zapewne nie byłoby problemu. Ale okazuje się, że można nimi też karmić dziecko. I tu rodzi się konflikt.

Na swój sposób to fascynujące, jak ludzie potrafią się pożreć o każdą rzecz, zamiast usiąść i zastanowić się nad rozwiązaniem. Tym razem poszło o biust. A konkretnie o prawo do wyjmowania piersi w miejscu publicznym i karmienia nią dziecka. Z jednej strony – głodny dzieciak, który nie może poczekać z jedzeniem (bo jest dzieckiem i niespecjalnie ogarnia świat). Z drugiej – osoby, którym widok odsłoniętej piersi przeszkadza, z takiego czy innego powodu.

Każda ze stron ma swoich zwolenników. I to oni są w tej całej dyskusji najgłośniejsi. Zamiast jednak starać się zrozumieć drugą stronę i znaleźć kompromis (trudne słowo), wolą napieprzać w siebie betonem. Dlatego z jednej strony mamy określanie matek karmiących mianem „macior” i porównywanie karmienia do wydalania. Ewentualnie pada dobra rada o karmieniu w toalecie lub zakrywaniu dziecka chustą. Z drugiej – złote rady w stylu „nie patrz” oraz dwa niezawodne „argumenty”, czyli „to przecież naturalne” i „cycki w reklamie jakoś nikogo nie rażą”.

Dwie ściany. Nie ma szans na zbliżenie.

To może po kolei.

Jeśli jesteś wśród tych, którym przechodzą przez myśl słowa „maciora” lub porównanie karmienia do robienia kupy, to proszę – idź być debilem gdzie indziej. Jeśli jednak nie wbijasz się tak mocno w ścianę, a jedynie należysz do grupy zniesmaczonej widokiem karmiącej matki – postaraj się zrozumieć, że to dziecko jest niespecjalnie lotne i ono MUSI zjeść. Wyganianie matki karmiącej do toalety jest raczej chamskie. A nie każde dziecko lubi być przykrywane szmatką, więc efekt będzie taki, że młode się nie naje, a do ryku z głodu dojdzie ryk spowodowany przykryciem. A tego przecież nie chcesz.

Tak, rozumiem, że widok karmiącej matki jest dla ciebie niekomfortowy. Za chwilę do tego wrócimy.

Zwolennicy karmienia zawsze i wszędzie! Ja to rozumiem, że dziecko zjeść musi. Że jak zawyje z głodu, to nie ma przebacz. I tak, macie rację – to jest naturalne. Wiele rzeczy jest naturalnych. Ale zrozumcie, że komuś to może przeszkadzać. Dla kogoś to może być przekroczenie jego granicy intymności. Ktoś może mieć z tym problem natury religijnej. Ktoś może nie chcieć, aby jego dzieci oglądały półnagą pierś. To też trzeba uszanować.

I nie, nie jest tak, że w opisanych powyżej sytuacjach macie do czynienia ze zboczeńcem, któremu wszystko się kojarzy, talibem lub idiotą nadmiernie chroniącym swoje dziecko. Nie wam oceniać czyjeś granice komfortu, czyjś system wartości i nie wy wychowujecie cudze dzieci.

Co do rady „nie patrz” – to nie zawsze jest takie proste. Można odwrócić wzrok mijając karmiącą na ławce w parku czy galerii handlowej. Trudno to zrobić w niewielkiej knajpce, gdzie stoliki dzielą dwa ściśnięte krzesła. Jasne, można kogoś zmusić, aby patrzył w talerz, ale po pierwsze trochę to przypomina dresiarskie „i co się gapisz?”, a po drugie w takiej sytuacji karmiąca matka musiałaby chyba po wszystkim zakrzyknąć „skończone, można podnieść wzrok”.

Na deser zostawiłem moich idoli, czyli osoby od argumentu „cycki w reklamie nie przeszkadzają”. Mam do was prośbę – usiądźcie na chwilę i pomyślcie. Właśnie zrównujecie naturalną i zupełnie aseksualną czynność, jaką jest karmienie, z seksistowskim i uprzedmiotowiającym kobiety działaniem marketingowym. To równie błyskotliwe jak porównanie karmienia do wydalania. Dla waszej informacji – cycki w reklamie są chamskie, przeszkadzają wielu osobom i gdyby udało je się wyeliminować, świat stałby się odrobinę lepszy.

No dobrze, ale w jaki sposób wzajemne zrozumienie przybliży nas do rozwiązania?

To normalne. Jeśli odkleimy się od ścian i zobaczymy w drugiej stronie człowieka, jakoś łatwiej będzie nam pomyśleć, jak temu człowiekowi pomóc (to wstyd, że tak uniwersalna rada ma tak rzadko zastosowanie).

Zobaczcie – za pomocą drobnych zmian zmieniamy świat na lepszy dla wielu grup. Budujemy podjazdy dla osób na wózkach. Dla palaczy powstają specjalne pomieszczenia, w których mogą sobie śmierdzieć do woli. W wielu miejscach powstają kąciki dla dzieci, ponieważ dzieci mają wkurzającą skłonność do nudzenia się sprawami dorosłych. Mało tego – z myślą o młodych matkach w wielu toaletach są już miejsca do przewijania niemowląt!

Dlaczego więc nie możemy wydzielić w miejscach publicznych specjalnych pomieszczeń lub oddzielonych przestrzeni dla matek karmiących? Tak po prostu. W ten sposób matki mogłyby karmić godnie, a nie w kiblu. Te, które krępują się odsłaniać biust publicznie, miałyby spokój. Zniesmaczeni widokiem dziecka przy sutku mieliby spokój. To nawet nie musiałoby być duże pomieszczenie, bo przecież karmiące matki nie są dominującą grupą społeczną w Polsce.

A jeśli w danej restauracji, galerii czy innym budynku nie ma miejsca na takie pomieszczenie, to zawsze można umieścić na drzwiach naklejkę – „lokal pozwala na karmienie publicznie” lub „lokal nie pozwala na karmienie publicznie”. I wszystko byłoby jasne. Matki chodziłyby do pierwszych, zniesmaczeni – do drugich, a spotykać by się mogli w tych lokalach, które wygospodarowałyby kawałek miejsca na karmienie. Wystarczy to zasugerować właścicielom lokali i powstrzymać się od piętnowania tych, którzy wybiorą opcję niespecjalnie ci odpowiadającą.

Ale jeśli wolisz stać pod ścianą i rzucać swoim betonem w drugą stronę – to śmiało. Tylko nie chrzań, że chodzi ci o czyjeś dobro. Napieprzać się chcesz i tyle.

Foto: nicolas michaudCC BY-NC-ND 2.0

  • Mam wrażenie że zabrakło choćby próby zrozumienia, że istnieje odmienna wrażliwość czy religijność. Zabrakło głosu – „ok ekspozycja biustów na plakatach też jest nieodpowiednia”, albo zwykłego stworzenia pozytywnej akcji np „Lokal przyjazny mamom” gdzie zagrałoby to dla obu stron. Bez linczu i wzajemnego piętnowania.

    • Jest to o tyle ciekawe, że kłótnie o publiczne karmienie pojawiają się od kilku lat, a chęci zrozumienia nadal nie ma. Ale po co, skoro moja racja jest mojsza?