Bestia. Studium zła

Książka o tym, że każdemu w życiu przyda się odrobina szczęścia.

Oto Leszek. Niepozorny człowiek. Sierota. Opóźniony umysłowo. Zupełnie niewyróżniający się z tłumu. Śmiesznie mówi, ma kaczy chód, jest wiecznie niedomyty. Ale zagadać umie, od ludzi nie stroni. Uśmiechnie się, za dziewczynami wodzi wzrokiem, za dobre słowo i kawałek chleba podziękuje.

Leszek nie jest taki głupi, na jakiego wygląda. Na geografii zna się, jak mało kto. Mapę zna prawie na pamieć. Pracował to tu, to tam, a za zarobione pieniądze – choć nigdy nie było ich za wiele – podróżował po kraju. Zwiedzał. Poznawał miasta, które znał tylko z atlasu. I wszystkie te podróże dobrze pamięta.

Leszek ma tylko jedną wadę. Jak mu się zachce seksu, to nie może się powstrzymać. Wsadza rękę w spodnie i robi sobie dobrze. A zachce mu się, jak zobaczy ładną dziewczynę. Albo jak nagle jakaś ładna mu się przypomni. Nieważne, czy ktoś patrzy, czy nie – jak Leszka przyciśnie, to musi, nie ma zmiłuj.

Chciałby Leszek kiedyś tak z prawdziwą kobietą się pokochać. Przytulić. Dotknąć gładkiej skóry. Może rodzinę założyć, żeby seks był zawsze, gdy tylko będzie chciał. Ale kobiety jakoś nie rozumieją tych Leszka zalotów. Śmiały się zawsze z niego – że jak to, taka sierota, opóźniony, do żeniaczki się pcha? A im bardziej Leszek prosił, tym głośniej się śmiały i odsuwały zniesmaczone. Aż je Leszek musiał uciszać.

Uciszał je najczęściej tępym narzędziem – młotkiem, kamieniem. Potem jeszcze dusił dla pewności. I zaciągał gdzieś na ubocze, żeby móc pobyć z taką kobietą. Taka to mu seksu nie odmawiała. W żadnym z miast, do których zawitał. To dlatego na Leszka mówi się „wampir z Bytowa”. To dlatego ci mili policjanci wozili go po kraju, stawiali mu obiady i dopytywali się – a kogo tu zabiłeś, Leszku? A jak to było? A dlaczego?

Leszek mówił, opowiadał, trochę zmyślał, a trochę poprawiał to, co policja przeinaczała. Ale potem wszystkiego się wyparł i poszedł siedzieć tylko za jedną Sylwię. Która mu chleba do lasu przyniosła, ale nie chciała zostać Leszka żoną. Z którą powiązano Leszka, bo komuś na komendzie skojarzyło się, że Leszek miał sprawę o gwałt. I że są pewne podobieństwa w tym, jak zostały potraktowane ofiary.

„Bestia. Studium zła” Magdy Omilianowicz to fabularyzowany dokument o Leszku Pękalskim. Jednym z najsłynniejszych polskich seryjnych morderców. Człowieku tak nijakim, że nikt nigdy nie potrafił zapamiętać, że gdzieś go widział. Dzięki temu Leszek przez lata jeździł po Polsce i – jak go naszła ochota na seks – zabijał. Czasem spontanicznie, czasem trochę musiał poczekać. Czasem młodą kobietą, czasem starszą, czasem mężczyznę. I zawsze udawało mu się uciec.

To książka o tym, że w życiu przydaje się trochę szczęścia. Leszek miał szczęście, że przez tyle lat nikt go nie złapał. Policja miała szczęście, że komuś się skojarzyły przestępstwa i nazwisko Leszka wypłynęło przy sprawie o zabójstwo.

Szczęścia zabrakło ofiarom Pękalskiego. Które szły najczęściej znanymi ścieżkami. Wracały do domu. Czasem miały do przejścia kilkanaście metrów. Zatrzymały się gdzieś na chwilę. A czasem po prostu chciały ulitować się nad upośledzoną sierotą.

Ale to także książka każąca zastanowić się, co dalej. Co powinniśmy robić z Leszkiem i jemu podobnymi. Jeśli do Leszka nie zostanie zastosowana tzw. „ustawa o bestiach”, wyjdzie z więzienia z końcem 2019 roku. Zabije znowu? A może zrozumiał, że tak nie wolno? Spotka go zemsta krewnych ofiar? A może nikt nie będzie o nim pamiętał? Gdyby jednak Leszek został zakwalifikowany jako „bestia”, może trafić do specjalnego ośrodka, gdzie będzie przetrzymywany do końca życia – bez wyroku sądu, w związku z przestępstwem, za które został już ukarany.

Nie wiem dlaczego, ale z jakiegoś powodu ta książka do mnie trafiła. Może to jej forma, stylizowana na zapis myśli Pękalskiego, może tematyka, a może pytania, które stawia – nie wiem. Jeśli będziecie mieli okazję i nie stronicie od ciężkich tematów, sięgnijcie po „Bestię”. Niech was nie zraża wstęp z natarczywymi pytaniami autorki, tylko brnijcie dalej, w mroczny świat wampira. Może was też zmusi do poszukania odpowiedzi na kilka pytań?

Tymczasem Leszek siedzi w celi. Dni mijają mu leniwie. Co mu siedzi w głowie? To wie tylko on. I jego towarzysze z celi, gdy czasem, w zupełnie niespodziewanym momencie, ręka Leszka wsuwa się w spodnie.

  • Dzięki za wpis – słyszałam o tej książce i chętnie przeczytam. Sama nie wiem, co z takimi ludźmi. Jak ich izolować, albo – jak się upewnić, że już nic złego nie zrobią?

    • No właśnie to jest problem. Bo łatwo sięgnąć po rozwiązania dalekie od cywilizacji, ale chyba nie o to chodzi.