Z życia wzięte: marketing

Nie wszystkie historie z życia są wzięte z mojego życia. Tak jest właśnie w tym przypadku.

Wiecie, co było genialne w Japonii? Wszystko. Ale między innymi jedzenie. Tam nawet w barach szybkiej obsługi (tych spod znaku dwóch złotych łuków) było… jakoś inaczej. Na przykład kanapka z krewetkami. Pycha. Albo nasze szybkie śniadanie w Hiroshimie, przed wyruszeniem do Itsukushimy – naleśniki typu pancakes, serwowane z czymś słodkim. W sam raz na dobre rozpoczęcie dnia.

I tu zaczyna się historia właściwa.

Moja żona pewnego poranka zawitała do McDonald’s w Polsce. Na narastający głód nałożyło się wspomnienie tamtego śniadania w Hiroshimie, gdzieś na dworcu kolejowym. Licząc na to, że w „makach” nie tylko na całym świecie wszystko smakuje tak samo, ale też menu nie różnią się zbytnio, zamarzyły jej się naleśniki. Najlepiej takie właśnie pancakes, ale zwykłe też od biedy być mogły.

Po dotarciu do kasy grzecznie spytała sprzedawcę, czy mają w ofercie śniadaniowej naleśniki.

– Nie – odrzekł zgodnie z prawdą.

W tym momencie obudziła się w nim żyłka sprzedawcy i zareagował błyskawicznie:

– Ale mamy McWrapa [takie burrito – przyp. mój], on też jest w naleśniku!

Wróżę mu świetlaną przyszłość. Handel ma we krwi.