Dlaczego kindle jest najlepszy

Czytnik e-booków. Jeszcze niedawno nowinka techniczna, obecnie coraz powszechniejszy sposób pochłaniania książek. Występują w różnych kształtach, rozmiarach i markach, ale i tak wiadomo, że najlepszy jest Kindle od Amazona.

Jednak pomimo rosnącej popularności e-booków i czytników nadal trafiam na ludzi, którzy wzbraniają się przed tym przejawem postępu. Bo to nie wiadomo, czy będzie wygodnie, bo szkoda oczu, bo to nie to samo co książka, bo po co?

Tak? No to uważajcie…

To jest tak, jak z papierem

Serio. Na pierwszy rzut oka (no dobrze, na drugi) nie widać żadnej różnicy. Ekran nie świeci i nie emituje tego piekielnego niebieskiego światła, więc oczy się nie męczą. Na dodatek jest matowy, więc słońce nie odbija się od niego. Już bardziej odbija się od białej kartki papieru.

Oczywiście są pewne różnice, ale są one drobne i zdecydowanie na plus. I o nich poniżej.

Jest lepiej niż z papierem

Po pierwsze – wolicie trzymać ekran w poziomie? Klik i gotowe. Zróbcie to ze zwykłą książką.

Po drugie – czarne litery na nieco szarym, a nie białym, tle, to mniejszy kontrast i większa wygoda dla oczu.

Po ostatnie, najważniejsze – czytnikiem jeszcze nikt się nie zaciął. Kartką papieru chyba każdy.

Ogólnie jest lepiej ze wszystkim

Ile razy zdarzyło ci się coś takiego: czytasz ciekawą książkę, musisz nagle przerwać lekturę i rozglądasz się, czego użyć jako zakładki? Wreszcie decydujesz się na położenie tomu grzbietem do góry lub wkładasz pomiędzy strony długopis.

Nie? To tylko mi się tak zdarza?

Albo chcesz zaznaczyć jakiś fragment tekstu lub zrobić notatkę, ale jakoś tak głupio, bo wychowano cię w szacunku do książek.

Znowu tylko ja?

OK, nieważne. Grunt, że z czytnikiem nie masz tych problemów. Sam zapamięta ostatnią stronę, pozwoli na zaznaczanie, notatki i jeszcze zrobi z tych notatek i zaznaczeń fajne podsumowanie.

Cała biblioteka pod ręką…

Wiem, że reklamowanie dowolnego elektronicznego urządzenia słowami „świat w twojej kieszeni” jest zgrane do bólu, ale w przypadku czytnika nie mówimy o całym świecie, a jedynie o bibliotece. I to też może niekompletnej (wszystkie moje e-booki nie mieszczą się na moim „kundelku”, ale ja mam z nimi problem). Bez względu na to, czy są to cegły, czy pozytywistyczne nowelki – masz je wszystkie.

I czytasz w zależności od nastroju. Na co tylko najdzie cię ochota. A nie to, co akurat udało ci się wrzucić dot torby.

…ale tego nie czuć

To jest dopiero cudowne! Możesz nosić ze sobą wszystkie tomy „Chłopów”, całą trylogię Sienkiewicza i Pismo Święte, a to wszystko bez szkody dla kręgosłupa! Już nie musisz skazywać się na czytanie w tramwaju tylko cienkich książek.

Ale to nie wszystko! Jesteś osobą, którą odrzucają grube tomy? Na czytniku nie widzisz ich grubości! Zniechęca cię drobny druk? Na czytniku powiększysz litery kilkoma kliknięciami! Szukanie wymówek przed czytaniem jeszcze nigdy nie było tak trudne!

Ale najważniejsze zostawiłem na koniec.

Utrzesz nosa wszystkim fetyszystom

Pisałem kiedyś o ludziach, którzy zamiast skupiać się na treści wolą mityczny szelest kartek, dotyk papieru, zapach farby czy ciężar książki. Podtrzymuję swoje zdanie, że tych drukarskich ćpunów zadowoliłaby „Mein Kampf”, gdyby ją porządnie wydać.

I tym wszystkim ludziom możesz polecić powyższy tekst lub po prostu przekazać jego punkty. Zobacz, jak z uporem godnym lepszej sprawy będą próbowali cię przekonać, że e-book to nie książka. Miej to w nosie – wyciągnij swój czytnik i na ich oczach zagłęb się w lekturę. Możesz dla podkreślenia efektu powąchać czytnik, pogładzić jego ekran i powiedzieć „to lepsze niż papier”.

Jeśli macie jeszcze jakiekolwiek wątpliwości – pytajcie. Ale zapewniam was, że kupno czytnika to będzie jedna z lepszych inwestycji w waszym życiu.

155Foto: Megan TraceCC BY-NC 2.0

  • Wciąż są książki, które wolę mieć w papierze (dużo zdjęć/obrazków, kodu, itp.). Zwłaszcza jak czasem ten druk jest tańszy niż ebook (sic!). Poza tym nic nie poradzę, że regały pełne książek drukowanych robią mi dobrze na psyche 😉 Aczkolwiek jakiś czas temu nie dość, że dużo latałam w wersji „bagaż podręczny only”, to jeszcze skończyło mi się miejsce na regałach (i miejsce na nowe regały ;)), więc szybko się przestawiłam na ebooki.
    Fakt, z którym nie da się dyskutować, to ten, że Kindle jest o wiele wygodniejszy w większości sytuacji. Nie mówiąc o notowaniu. Niedawno złapałam się, że próbowałam zaznaczyć cytat w książce drukowanej, przeciągając po niej palcem. O dziwo, nie udało się 😉

    • Też wolę wszelkiej maści podręczniki w formie papierowej, ale… chcę wierzyć, że to tylko kwestia czasu. I że nauczę się korzystać z nich w wersji kundelkowej.

      • Ja w tym wypadku nie zamierzam się uczyć. Zbyt wiele przyjemności sprawia mi obcowanie z analogowymi wersjami. A no i ciężko monitor na czytniku postawić 😉