Zajebisty wpis

Właśnie taki będzie. Mniej więcej.

Jakiś czas temu pisałem o przekleństwach. O tym, że jeśli już muszą zostać użyte, to nie ma co owijać w bawełnę, tylko trzeba rzucić „kurwą” bez zająknienia. I wziąć odpowiedzialność za swoją wypowiedź.

Tylko że tych przekleństw robi się w przestrzeni publicznej coraz więcej. I – zgodnie z moją radą – są coraz bardziej otwarte. Pamiętam czasy, gdy „dupa” była w telewizji „wypikana”. Owszem, to było w czasach, gdy w telewizji były tylko dwa kanały, ale jeśli gdzieś, w jakimś reportażu, słowo powszechnie uznane za obelżywe się pojawiło, to obowiązkowy był głośny pisk. Dziś tak dobrze nie ma. Brzydkie słowa (te, co to wiecie) jeszcze czasem są zamieniane na pisk lub wielokropek, ale coraz częściej – przynajmniej w piśmie – widzę tak, jak zostały wypowiedziane.

Bo realizm.

No cóż, taki symbol czasu. Profesor Bralczyk mówił podczas ostatniego BFG, że polskie przekleństwa są takie ładne, że warto je zachować na wyjątkowe okazje. Najwyraźniej te okazje właśnie przyszły. I nie ma już innego sposobu na wyrażenie silnych emocji niż „japierkurwadolę” – choć ja staram się, jeśli mogę, używać czegoś bardziej tradycyjnego. Na przykład „tam do kata” albo „niech mnie kule biją” (zawsze znajdzie się wtedy śmieszek, który powie „motyla noga” – ZAWSZE).

Ale jest jedno słowo, które gładko przeszło z szufladki „wulgaryzmy” do przegródki „mowa codzienna”. To słowo, którego osobiście nie cierpię – „zajebiste”. Dziś wszystko jest takie. Nie jest fajne, w dechę, prima sort, na tip-top czy – w przypadku jedzenia – palce lizać. Jest właśnie zajebiste. Tak mówi młodzież, tak mówią bohaterowie seriali, tak mówią celebryci (łącznie z ikoną stylu i dobrego smaku, przemierzającą Polskę), nie zdziwiłbym się, gdyby tak mówili też posłowie Tak pisze się w gazetach, w książkach, to słowo zostało już obłaskawione.

Jest to ciekawe, bo inne, pokrewne wyrazy, nadal są objęte tabu. Rządzący duszami nie powiedzą publicznie (a jeśli im się wymsknie, to zostanie to ocenzurowane), że coś jest „wyjebane”. Że ktoś jest „jebaką”. Albo że kogoś „pojebało”. Nie, to byłoby przekleństwo. Wulgaryzm. Nie przystoi.

Ale „zajebisty” rozsiadł się wygodnie na tronie i końca jego rządów – póki co – nie widać. Takie mamy zcelebrytyzowane elity, taki mamy ich nowy język. Osobiście nie mam zamiaru radośnie wskakiwać do tego pociągu, bo samo brzmienie tego słowa drażni mnie niemiłosiernie. Do tego takie przemycanie go jako normalnego słowa, gdy inne, pokrewne, nadal są wstydliwie zamiatane pod cenzurę, jest po prostu obłudne. Was też zachęcam do rezygnacji z tego „uczłowieczonego” wulgaryzmu.

A że inni, dookoła, będą z lubością rzucać nim na prawo i lewo? A pies ich… trącał.