Poradnik kibica – obowiązkowy dla każdego!

Ach, mistrzostwa! Święto piłki nożnej! Okazja do trzymania kciuków za naszych, do zdzierania gardła przy każdym golu lub wyciągania niskiego „o” na końcu „nic się nie stało”.

Jednak to nie tylko zawody sportowe, to także pewne uświęcone tradycje. Musi być promocja piwa i słonych przekąsek, musi być wieszanie flag (lub wyrobów flagopodobnych), wywiady z Marylą Rodowicz (czy to jednak przy mundialu?) no i obowiązkowo – poradniki kibica.

To znaczy – wszyscy wiedzą, o co chodzi, ale poradnik musi być. Prawdziwie skorzystać z nich mógłby tylko ktoś, kto nagle pojawił się na świecie na pięć minut przed pierwszym gwizdkiem i jakimś cudem umiał czytać. No, ale Polacy to – wbrew humanistycznej propagandzie – naród umysłów ścisłych i najbardziej lubi to, co już znają. Więc poradniki kibicowskie wyrastają niczym obrońcy na drodze polskich piłkarzy – im bliżej pierwszej bramki, tym ich więcej.

Dziś w sieci pojawił się taki poradnik, właściwie regulamin. Sygnowany przez jeden z serwisów. Nie czytam, ale kilku znajomych poszerowało, więc do mnie trafiło.

13344750_1374230312603776_8696732827890539539_n

Pyszne, prawda? Tym, którzy nie złapali żartu – tłumaczę: chodzi o to, że kobiety nie kumają piłki nożnej. I tych emocji. Więc na święty czas futbolu niech się nie wpieprzają między pana a telewizor, tylko zajmą się… byciem kobietą. Ploteczkami z koleżankami. I niech siedzą cicho, dla własnego dobra. Taka rada wynikająca z miłości.

Już? Kumacie żart? Nadal nie? No to chwała bogom, bo to znaczy, że nie jestem jedyny.

Za oknem 2016 rok, kobiety latają w kosmos i potrafią parkować równolegle, ale gdy przychodzi do plemiennego patrzenia na jedenastu facetów, to dla niektórych baba nadal jest nieco upośledzona. Piwo otworzy, może nawet obiad poda, ale za chińskiego boga nie odróżni kolorów koszulek czy nie znajdzie zrozumienia dla pasji mężczyzny. No i nie ma możliwości, aby ogarnęła, co to jest spalony. Ech, głupiutka istota (jeśli facet nie zna różnicy między flipem a toeloopem, to go to po prostu nie interesuje).

Z drugiej strony facet to zawsze jest ten potomek jaskiniowców, u którego widok murawy wyłącza myślenie. Jest mecz, to niech się pali i wali – NASI GRAJĄ! Zainteresowanie piłką i znajomość reguł dostaje się genetycznie w pakiecie z penisem. Picie piwa i oglądanie meczu z mitycznymi kolegami też jest obowiązkowe, bo inaczej mężczyzna zaczyna odróżniać fuksję od karmazynu.

Fascynuje mnie zdolność niektórych do produkowania tego typu idiotyzmów. Tak, ja wiem, że czasem stereotypy ułatwiają życie, bo są trafne. Ale ten jest kretyński u samego założenia. Bo mężczyzna MUSI być fanem piłki, a kobieta MUSI nie ogarniać futbolu. Już samo to jest straszne, ale gorsze jest to, że ktoś nie miał nawet chwili refleksji przez czas potrzebny na stworzenie powyższego obrazka.

Drodzy powielacze tego typu debilizmów! Niepotrzebnie się ograniczacie, sugerując się zamysłem autora, aby ten regulamin kierować wyłącznie do życiowych partnerek (choć nie wiem dlaczego nie związaliście się z kimś, kto podziela i rozumie wasze pasje). Synowie – prześlijcie to swoim matkom! Od ich dnia minęły już trzy tygodnie, więc wypadałoby się odezwać, a tego typu dobre rady będą w sam raz. Niech wiedzą, że ojciec ma teraz „te dni”. Ojcowie – koniecznie pokażcie to swoim córkom! Nawet jeśli są dopiero w przedszkolu. Musicie je wychować na dobre kobiety, które pokornie będą schodziły na dalszy plan, gdy ich przyszły partner będzie wpadał w piłkarski szał.

Znam mężczyzn, których piłka nożna zupełnie nie kręci. I znam kobiety, które malują sobie barwy drużyn na twarzach przed meczem. Znam sporo kobiet, które wiedzą, co to jest mityczny spalony. I znam też wiele, które nie mają o tym zielonego pojęcia.

I tylko zastanawiam się, czy nie wiedzą tego, bo mają to w dupie, czy też wmówiono im, że mają nie wiedzieć.