Weekend z blogerami w Poznaniu

Druga edycja Blog Conference Poznań za nami. Byłem, widziałem, przeżyłem. To teraz pora na krótkie podsumowanie, w którym tylko trochę się czepiam.

Oczywiście mógłbym zacząć od jakiegoś kwiecistego wstępu, opisać podróż czy moje oczekiwania od konferencji, ale po co? Przejdźmy prosto do mięsa.

Marki

Zaczynam od tego, co budziło mój największy lęk. Współpraca z markami. Post na fejsie, wyglądający jak reklama proszku do prania, a nie zapowiedź konferencji, kazał zadać sobie pytanie – na co ja tam jadę? Czy to będą kolejne tagi dla blogerów, jak trzecia edycja See Bloggers? Czy znowu dostanę w pakiecie powitalnym podpaski?

Nie. Marki były obecne i nie dało się ich nie zauważyć, ale nie były nachalne. Wprawdzie idąc do rejestracji moje pierwsze wrażenie było „ojej, ile stoisk”, ale drugi rzut oka pokazał mi, że tych stoisk faktycznie nie było tak wiele. A na jednym z nich były darmowe lody.

Darmowe.

Lody.

Miejsce

13322183_1026254750791363_6679029047578022197_n

Stary Browar. Niby centrum handlowe, a jednak jakieś takie klimatyczne.

Dokładnie rzecz ujmując – w klimacie subtropikalnym. Nie wierzę, że Poznań nie ma przestrzeni konferencyjnej z klimatyzacją. Przesuńcie konferencję na kwiecień albo zmieńcie miejsce. Proszę.

Treść

No, i to jest ten moment, gdy przestaję narzekać. Prawie.

Powoli spełnia się moje marzenie, aby obok mocno ideowego i wysokiego Blog Forum Gdańsk powstała konkretna, pełnokrwista konferencja techniczna. Taka mocno rzemieślnicza. Blog Conference Poznań idzie w tę stronę, co mnie niesamowicie cieszy. Tak trzymać, a z chęcią będę przyjeżdżać. I może nawet przeżyję brak klimy.

Żartuję, nie przeżyję.

Ale – żeby nie było za różowo – miałem wrażenie, że znowu większość tematów kręci się wokół kasy i współpracy. Ja wiem, że to wielu interesuje, ale zostało to już wiele razy omówione. Czy jest sens ciągnąć to przez dwa dni? Nawet w jak zwykle świetnej prezentacji Konrada było o współpracy.

Nie wiem, dla kogo robicie tę konferencję – dla początkujących, czy dla weteranów – ale jedną i drugą grupę można przyciągnąć konkretnymi tematami, które nie będą zahaczać o kasę. Na przykład umiejętnością pisania (była jedna mała prelekcja, niesłusznie nazwana „warsztatem”). Robieniem researchu. UX. Tworzeniem newsletterów.

Podsuwam, może coś wybierzecie.

Michał

13315648_1026261904123981_3890823862581844042_n

Prezentacji Michała Szafrańskiego mogę słuchać zawsze i wszędzie. Tym razem to nie była prezentacja, to był show. Dotyczący – jakżeby inaczej – współpracy, ale raczej tej ciemnej strony. Nie realizuję kampanii z markami, a blogerzy raczej o kasie nie gadają, więc nie miałem świadomości, że to tak wygląda. Że agencje płacą z dużym opóźnieniem, jako odpowiedź rzucając bezsensowne „klient nam nie zapłacił”.

Pomysł Michała, żeby zmierzyć się z tym wspólnie – wyśmienity. A kiedy spytał przedstawiciela jednej agencji, czy agencje wiedzą, co to jest faktoring, sam zacząłem bić brawo. Nie wierzę, że takie prowadzenie biznesu jest możliwe w XXI wieku. Tzn. można nie wiedzieć, co to jest faktoring, ale nie szukać rozwiązań w przypadku niepłacących kontrahentów i ryzykować utratą płynności – to już jest dziwne.

Tak samo jak dziwne jest, że ani blogerzy, ani agencje zdają się nie korzystać z usług windykatorów.

Wielkie dzięki za tę prezentację.

Poznań

Tu mamy mały problem, bo do Poznania jestem uprzedzony. I tak mi najprawdopodobniej zostanie. Wiecie, samo miasto spoko, ale garść jego synów jakoś mi je obrzydziła.

Tym razem jednak uparłem się, że znajdę plusy. I udało się. Po pierwsze – macie świetny ramen. Smakuje jak ten w Azji i żałowałem, że mogłem go zjeść tylko dwa razy. Po drugie – macie onigiri. W śmiesznej cenie. Do wzięcia z półki.

20160604_151905

To trochę za mało, aby się do Poznania przeprowadzić, ale wystarczy, aby chcieć wrócić (tym bardziej, że jest jakiś konkurs i można wygrać weekend w Poznaniu – dlatego dorzucam tagi ‪#‎Poznań‬ ‪#‎BCPoznań2016‪#‎PoznanTravel‬). Tylko ustawcie cykle świateł na przyjazne ludziom i zróbcie coś z tym dworcem. A przynajmniej zejściem na peron.

Ludzie

Uświadomiłem sobie, że ostatni raz z blogerami spotkałem się pół roku temu, na Blogowigilii. Przez ten czas mocno wsiąkłem w impro i… trochę o blogerach zapomniałem. Na przykład o tym, że to tacy świetni ludzie.

I tego typu spotkania są po to, aby sobie o tym przypomnieć w chwilach zwątpienia. Starzy znajomi, nowi znajomi, masa dobrej zabawy i przyjemnych rozmów (o znakach specjalnych i miastach w USA na przykład, albo o języku migowym). Dopiero jak się człowiek w tym zanurzy, dociera do niego, jak bardzo mu tego brakowało. Dziękuję za to.

13335773_1026259120790926_340595498849339100_n

Podsumowanie

Co tu dużo mówić – było fajnie. Drobne (i nieco większe) wpadki się zdarzyły, zapewne jeszcze nieraz ktoś je wyciągnie, ale o ile ich nie powtórzycie – będzie super. Idźcie tą drogą, twórzcie konkretną, techniczną konferencję i uważajcie z markami, a zarezerwuję sobie późną wiosnę w kalendarzu na najbliższe lata.

Trzymam kciuki, dziękuję za fajny weekend i – mam nadzieję – do zobaczenia!

PS: Co do pakietu powitalnego – nie było podpasek. Były lakiery do paznokci. Ja swoje rozdysponowałem wśród potrzebujących, ale wiecie – żaden facet się nie obrazi, jeśli nie dostanie lakieru do paznokci. Serio. Taki hint na przyszłość.

Foto: te ładne zrobił Krzysztof Kotkowicz, resztę ja.

Jeśli podobał Ci się ten tekst, polub mnie na Facebooku!