Spacerkiem przez Luwr (i inne muzea Paryża)

Luwr. Największe, najwspanialsze i naj-jeszcze-jakieś muzeum na świecie. A nawet jeśli takie nie jest, to taką ma opinię. 

W Luwrze można spędzić kilka dni, a i tak będzie się miało poczucie niedosytu. Nie tylko dlatego, że znaczna część jego zbiorów tkwi w magazynach i zwykły śmiertelnik nie ma szans, aby je zobaczyć. Po prostu o ile nie jest się człowiekiem, który cyka sobie selfie koło najki z samocośtam i leci dalej do monylizy z łasiczką, to przy każdym obrazie lub rzeźbie spędza się chwilę, kontemplując kunszt twórcy i starając się zobaczyć coś więcej niż tylko dzieło.

Można na przykład docenić ironiczne ułożenie dwóch obrazów Leonarda, prezentujących Jana Chrzciciela i Bachusa (swoją drogą dziwię się, że mając prace Leonarda, Rafaela, Michała Anioła i Donatella, Luwr nie zmienił nazwy na Muzeum Żółwi Ninja).

2016-05-14 Paryż 037

Ej, sprawdźcie to po prawej!

Można też zobaczyć mężczyznę gryzącego kogoś w pośladek.

2016-05-14 Paryż 016

Om nom nom nom

Albo typową fotkę z fejsa „Takie tam z odciętą głową”.

2016-05-14 Paryż 040

#proca #yolo #jebaćFilistynów

Jak również gości prawdopodobnie odpowiedzialnych za powstanie mitu o salucie rzymskim.

2016-05-14 Paryż 035

Dlaczego dzisiejsi salutujący się tak nie tulą?

No i faceta z gigantycznym nosem.

2016-05-14 Paryż 064

Serio, olbrzymim!

Wiecie, co mnie uderzyło w tych wszystkich dziełach sztuki? Ich niecodzienność. W tym sensie, że nie pokazują codziennych zdarzeń. Serio, sprawdźcie sami. Są to albo portrety, będące odpowiednikiem dzisiejszych zdjęć paszportowych (kto normalny robi sobie codziennie fotkę do paszportu?), albo prezentacje wydarzeń mitycznych w stylu nasz heros / bóg / inna postać która nie istniała, robi coś tak niesamowitego, że klękajcie narody.

2016-05-18 Paryż 053

Jak na przykład coś takiego.

Ewentualnie jest to wydarzenie epokowe, typu bitwa, wojna, wódz przed bitwą, generał rozmyślający o wojnie, przegrana wojna, radość po wygranej wojnie lub w ostateczności papież oglądający projekt nowego tatuażu.

2016-05-13 Paryż 067

Ale ja chciałem tribala!

Czego nie ma? Typowych obrazków codzienności. Leonardo nie namalował Kowalska idzie po zakupy, Matejko czy inny Rembrandt nie machnął W oczekiwaniu na otwarcie Lidla. Ja wiem, że wtedy nie było Lidla, ale wiecie, o co chodzi. Są jakieś przedstawiające rybaków łatających sieci czy innych rolników przy zasiewie, ale nie kojarzę obrazu o chłopach pijących wieczorem w karczmie albo oglądaniu kiepskiego spektaklu teatralnego.

Trochę tak, jakby ludzie w dawnych czasach skupiali się jedynie na wielkich sprawach i mitach, a codzienność wymyślono gdzieś na początku XX wieku. Jedyne, co nas łączy z nimi to robienie selfie, uwiecznione na kilku rzeźbach.

2016-05-14 Paryż 006

Tego snapa wyślę do My Story ORAZ jako wiadomość prywatną!

2016-05-18 Paryż 056

Filtr: marmur; #cycki

Oraz oczywiście samo selfie, budzące niesamowite zainteresowanie.

2016-05-18 Paryż 077

Tzw. selfie z uchem

Trochę szkoda, bo o ile łatwiejsze byłoby wyobrażenie sobie dawnych wieków, gdybyśmy mogli po prostu spojrzeć na jakiś obraz i zobaczyć, jak wtedy brało się prysznic. Albo czytało gazetę do śniadania. Albo… Oj, no wiecie!

Ale potem uświadomiłem sobie, że nas czeka to samo! A nawet gorzej – po nas nie zostaną nawet te wszystkie Zeusy i wojny. Jak to, spytacie? Przecież robimy tyle zdjęć! Dokumentujemy każdą chwilę naszego istnienia! Wszystko wrzucamy na fejsa lub insta, więc przyszłe pokolenia dowiedzą się o nas wszystkiego!

Tylko że nie musi tak być.

Po pierwsze – nasze sposoby przechowywania tych obrazów są niesamowicie nietrwałe. Wszystko to są tylko jakieś ciągi zer i jedynek, gdzieś na odległych serwerach. Owszem, mają kopię kopii kopii, ale… jeśli coś może się wydarzyć, to w długim okresie czasu z pewnością się wydarzy. I pewnego dnia wszystkie zdjęcia naszych śniadań oraz stóp po prostu mogą zniknąć. Tak, te artystyczne, czarno-białe też.

Po drugie – postęp technologiczny utrudnia nam odczytywanie nie takich dawnych danych. Śmiejemy się, że nasze dzieci nie będą wiedziały, co łączyło kasetę magnetofonową i ołówek. A ile osób ma w swoim domu sprzęt pozwalający faktycznie odtworzyć te kasety?* Możecie bez problemu obejrzeć swoją studniówkę, nagraną na kasecie VHS? A może przeczytacie ten uroczy wiersz, napisany w podstawówce i zachowany na dyskietce 3,5 cala?

No właśnie. Żyjemy w przeświadczeniu, że mamy najlepiej udokumentowaną cywilizację w historii, a w rzeczywistości możemy zapisywać to wszystko patykiem na wodzie. I za jakiś czas historycy uznają, że przełom tysiącleci to ciemne wieki, z których zachowają się tylko dziwne, srebrzyste krążki z literkami i kije do trzymania telefonów.

2016-05-16 Paryż 066

O ile wcześniej się ich nie zakaże na dobre…

Na szczęście jest na to rozwiązanie. Tak, domyślacie się słusznie – obrazy na płótnie. Rzeźby w marmurze. Skoro przetrwały do naszych czasów od antyku, to dlaczego nie wykorzystać tak świetnego nośnika? Oczywiście, ograniczyłoby to możliwość dokumentowania życia. Trudno byłoby namalować każde zjedzone sushi, niemożliwością byłoby wyrzeźbić każdy kaczy dzióbek. Ale gdyby to rozegrać z głową? Pokazalibyśmy zarówno jak wyglądały wydarzenia ważne, jak i codzienne. A może nawet przemycilibyśmy coś ze współczesnych mitów.

Czekam zatem na takie dzieła sztuki. Na Obamę podejmującego decyzję o zabiciu bin Ladena (tylko żaden obraz nowoczesny, niech to będzie ustylizowane na renesansowe malarstwo). Na Finisz etapu Tour de France. Oczekuję obrazu Granie w nogę na dużej przerwie i rzeźby Wiedźmin zabijający strzygę. No i koniecznie tryptyk o Jasonie Bournie. Może być w stylu Boscha.

A zresztą – co ja będę czekał? Rysuję całkiem nieźle, to może i malowania się nauczę? Wy też chwytajcie za pędzle, okazja zawiśnięcia w Luwrze może się już nie powtórzyć!

* Tak, wiem – ty masz. Oczywiście. Ale jesteś jak płatek śniegu. W sensie wyjątkowy. I na wiosnę takich jak ty już się nie uświadczy.