Jak nie robić zdjęć w Paryżu?

Podczas mojej pierwszej wycieczki zagranicznej, do Holandii, zużyłem dwie klisze fotograficzne w ciągu dwóch tygodni, robiąc 72 zdjęcia. Gdy pięć lat później wróciłem do tego kraju, zużyłem dwie klisze w tydzień.

Dziś zrobić 100 zdjęć dziennie to nic trudnego. Przecież nie ma kliszy, nie ma ograniczeń, nie trzeba się zastanawiać nad kadrem czy światłem. Efekt widać od ręki, a jeśli nie jest zadowalający – można powtarzać do skutku. Tym sposobem z tygodniowych wypraw przywożę gigabajty materiału i tysiące zdjęć, które potem przeglądam (albo i nie) i gdzieś archiwizuję.

I nie jestem w tym odosobniony. Takich jak ja są tysiące. Turyści robiący zdjęcia wszystkiemu. Absolutnie wszystkiemu. Nieważne, czy jest to turysta tradycyjny, a więc taki, który jedzie setki kilometrów, aby zrobić sobie zdjęcie obok swojego samochodu, czy turysta artystyczny, rozstawiający statyw, aby sfotografować wschód słońca nad Sosnowcem. Niewiele nas dzieli od anegdotycznego japońskiego turysty, który mając tygodniowy urlop jedzie na trzydniową wycieczkę po siedmiu krajach Europy, a przez następne cztery dni ogląda na zdjęciach gdzie był.

Robimy zdjęcia zawsze, wszystkiemu i wszystkim. To jeden z powodów, dla których ludzkość w ciągu ostatnich lat wytworzyła więcej danych niż od początku swojego istnienia. Codziennie powstają pierdyliardy tych samych nudnych zdjęć najbardziej znanych atrakcji turystycznych. Milczeniem pominę to, że trzy czwarte z nich trafiają potem do sieci, aby nieść się na fejsach, instagramach czy – jeśli są odpowiednio artystyczne – flikrach.

Jednocześnie, patrząc cały czas w ekran aparatu (lub wizjer, wy lustrzankowi pasjonaci), nie jesteśmy w stanie w pełni docenić tego gdzie jesteśmy i co widzimy. Robienie zdjęcia jest czasochłonne. Zrobienie tego idealnego zdjęcia, które zbierze miliony lajków – jeszcze bardziej. A zrobienie go tabletem to już zupełna drogą przez mękę. Najpierw uderzyło mnie to w Luwrze, przy pewnym posągu.

2016-05-13 Paryż 068

Poznajecie to dzieło sztuki? Oni wszyscy też je poznali i dlatego zareagowali tak, jak widać. Zbijali się w stado, wyciągali ręce z aparatami nad głowy innych, pstryk – i szli dalej. Co wytrwalsi próbowali zrobić zdjęcie z tłem idealnym, czyli bez ludzi. Albo szukali najlepszego światła do selfie.

2016-05-13 Paryż 077

2016-05-13 Paryż 075

A sztuka? Piękno kobiecego ciała, oddane w kamieniu? Chwila zadumy, kontemplacji? No cóż, o ile nie zmusił ich do tego, przewodnik lub audioguide, to mieli to w dupie.

2016-05-13 Paryż 072

To własnie w Luwrze postanowiłem, że postaram się z Paryża przywieźć może mniej zdjęć, ale za to bardziej nietypowych. Nie twierdzę, że moje zdjęcia są unikatowe – przy takiej rzeszy turystów, odwiedzających Paryż, z pewnością ktoś wpadł na taki sam kadr jak ja. Ale postaram się. Żeby móc pokazać coś innego niż oklepane widoczki. Żeby na pierwszy rzut oka nie było widać, że to Wenus z Milo.

2016-05-13 Paryż 078

Poza tym –  dam sobie czas na poobserwowanie. I to zarówno samego dzieła, jak i ludzi. Ludzie są o wiele ciekawsi. Zdjęcia dzieł sztuki mogę znaleźć w sieci. Obserwację ludzi lepiej przeprowadzić samodzielnie. Po co robić zdjęcie twarzy staroegipskiego skryby, skoro mogę uchwycić twarze tych, którzy na niego patrzą?

2016-05-13 Paryż 051

Po co mi cała postać niewolnika, autorstwa Michała Anioła, skoro i tak nie oddam kunsztu artysty, gdy mogę przynajmniej próbować pokazać wpływ sztuki na ludzi?

2016-05-14 Paryż 013

W końcu to Paryż i nie ma sensu udawać, że nie ma w nim ludzi, skoro są wszędzie.

2016-05-15 Paryż 043

A jednocześnie cały czas usiłowałem nie robić banalnych zdjęć. Miałem trochę problem z pokazaniem tzw. kupy złomu, widocznej zewsząd. Bo trudno tu o ujęcie inne niż wszystkie. Na szczęście leżąc na trawniku (najpierw przed Luwrem, potem nieco bliżej wieży) coś mi wpadło do głowy.

2016-05-15 Paryż 033

2016-05-16 Paryż 090

Ba! Jak na rasowego turystę przystało zrobiłem nawet zdjęcie sobie (na dziedzińcu Palais Royal) oraz mojej żonie (tuż przed Bramą piekieł Rodina).

2016-05-16 Paryż 067

2016-05-15 Paryż 064

A jeżeli nigdzie nie było zabytków do nietypowego skadrowania ani ludzi, to schodziłem nieco ze ścieżki, aby zrobić na przykład zdjęcie wystawy u taksydermisty.

20160514_142947

I tylko na nowy łuk triumfalny się obraziłem, bo był zamknięty i nie mogliśmy na niego wjechać. To nie fotografowałem go. Tak jakby.

2016-05-16 Paryż 124

Natomiast pod koniec wycieczki uświadomiłem sobie jedno. Chociaż mieszkaliśmy kilkaset metrów od katedry Notre Dame, to nie mam żadnego jej zdjęcia za dnia. Jedynie kilka nocnych. Zrobionych telefonem. Nie mam też masy innych zdjęć. Czy po to ciągałem do Paryża dwa aparaty?

A potem wpadłem na pomysł – a może własnie tak jest lepiej? Zamiast taszczyć aparaty, kombinować nad ujęciami, a w przypadku lubiących lustrzanki zastanawiać się jeszcze nad doborem obiektywów – lepiej skupić się na podziwianiu, przeżywaniu i zapamiętywaniu.

A jeśli koniecznie trzeba, to najwyżej zrobić jakąś fotkę telefonem. Jedną. Czegoś wyjątkowego. Resztę opowiedz, a nie pokazuj.

2016-05-14 Paryż 024

Kto wie – może następny urlop będzie bez aparatu, ale z większą ilością wrażeń do opowiedzenia? Tego sobie i Wam życzę.

  • Pingback: Spacerkiem przez Luwr (i inne muzea Paryża) – MrCichy()

  • Dobry wpis, fajne foty. Tak sobie pomyślałem, że ja już do kilku lat nie zabieram lustrzanek na swoje wyjazdy. Owszem, strzelam więcej zdjęć niż kiedyś – choć tym razem komórką. Teraz jednak zdjęcia pełnią nieco inną funkcję. Pozwalają posegregować wspomnienia w czasie i w przestrzeni. Taki wizualny outsourcing pamięci gdzieś w chmurze.

    • Pytanie tylko, czy faktycznie archiwizujemy tylko te wspomnienia, które warto? I jak czesto do nich wracamy.

  • nieobiektywniej

    Oj, to prawda, zamieniamy się w japońskich turystów, wcześniej tak wyśmiewanych. Mnie jest smutno (ktoś o tym pisał nie tak dawno, nie pamiętam, czy Ty czy Olo), gdy widze ludzi na koncertach zagapionych w ekran smartfona, którym nagrywają występ, zamiast go po prostu oglądać. Myślę sobie wtedy: i tak nie będziesz tego oglądał, najwyżej raz pokażesz znajomemu, tylko po to, żeby przekonać się, jak szum i głosy osób stojących obok skutecznie zagłuszają melodię. Przeżyj to, nie nagrywaj!
    Sama się przeraziłam, gdy porównałam liczbę zdjęć z dwóch wyjazdów:
    Pobyt na stypendium za granicą – pół roku – 250 zdjęć (jeden album)
    Pobyt w trzech miastach Polski – wypad trzytygodniowy – 1000 zdjęć. Nigdy nie przesianych do końca.
    Mądrzy fotografowie doradzają, żeby kombinować z ujęciami, nie żałować zdjęć, zabaw z fitrami, ustawieniami. Ostatnio robię odwrotnie. I fajnie jest, gdy pokazuję znajomym zdjęcia, na których każde ujęcie przedstawia zupełnie coś innego, za to niesie za sobą dłuższą opowieść.
    Bardzo podobają mi się Twoje zdjęcia! Świetny pomysł i pamiątka 🙂

    • Jeśli kiedyś będę w stanie zrobić danej rzeczy tylko jedno zdjęcie – i będzie ono idealne – to wtedy stwierdzę, że osiągnąłem cel 🙂