Tu mieszka miłość

Dziś opowiem wam o pewnych ludziach. Takich, których raczej nie spotkacie.

Jest grupa ludzi, która wie, jak ważne są tradycyjne wartości. Która czuje się odpowiedzialna za podtrzymywanie dziedzictwa całego narodu. To ludzie, którzy wiedzą, że bez ich zaangażowania to, co najważniejsze, może odejść w niepamięć. I nie mają zamiaru cofnąć się ani o krok w obronie tych pryncypiów.

Są przy tym ludźmi głęboko wierzącymi. Bóg czy religia odgrywają w ich życiu bardzo ważną rolę. Budzą się i zasypiają chwaląc boskie dzieła. Bardzo często się modlą – być w kościele raz w tygodniu to dla nich za mało. Znają Biblię – może nie na pamięć, ale w wystarczającym stopniu, aby nią żyć. Są w takim podejściu niezwykle szczęśliwi. I zależy im na tym, aby inni też byli tak szczęśliwi.

Jednocześnie są to ludzie bardzo mili. Uczynni. Doskonali sąsiedzi – nie musisz się obawiać, że zostawiasz otwarty samochód przed domem albo portfel na stoliku w restauracji. Doskonali rodzice, których dzieci szanują starszych i są zawsze grzeczne. Zawsze pomogą. I przyjmą do swojej wspólnoty każdego z otwartymi ramionami.

Pod jednym warunkiem. Musisz być biały. Inaczej trudno zostać członkiem Ku Klux Klanu.

Jestem świeżo po lekturze książki Katarzyny Surmiak – Domańskiej „Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość”. Autorka udała się w południową część USA gdzie obserwowała zjazd jednej z klanowych organizacji (bowiem klanów jest sporo i nie są one ze sobą powiązane niczym poza nazwą i podstawami wyznawanej ideologii). Z jej reportażu wyłania się mocno intrygujący obraz tzw. pasa biblijnego. Gdzie może nie każdy jest rasistą, ale za to rasiści mogą znaleźć spokojną przystań. I gdzie próbują budować idealną społeczność.

Może nie nawołują już do linczów, ale nadal wierzą w segregację. Może widzą w czarnych ludzi, ale są to dla nich ludzie gorszego gatunku. Z dumą nazywają się rasistami, bo wierzą, że rasizm jest im potrzebny dla wyższych celów.

Obraz przedstawiony przez autorkę jest dla mnie podwójnie straszny. Z jednej strony, w tej podstawowej warstwie, przeraża mnie sam fakt istnienia ludzi, dla których rasizm jest zupełnie naturalnym sposobem na życie. Z drugiej – niesamowity rozdźwięk między tym, czego spodziewałbym się po stereotypowym rasiście, a ludźmi przedstawionymi w książce. To nie są tępe osiłki stojące wokół płonącego krzyża. To mili, uśmiechnięci ludzie, znakomici mężowie, żony i rodzice, a czasem całe rodziny. Gdy nie są ubrani w białe szaty, gdy nie mówią o konieczności segregacji i gdy mają ukryte tatuaże z hasłem „white power”, z pewnością robią świetne pierwsze wrażenie.

A ile osób w Polsce zrobiło na nas dobre pierwsze wrażenie, choć od członków Klanu różnią się tylko tym, że do niego nie należą?

  • nieobiektywniej

    Powiem tak – absolutny majstersztyk w budowaniu napięcia. Jestem pod wrażeniem.

    Choć zrobiło mi się smutno, że znowu książka o patologii. A już miałam nadzieję na jakąś pozytywną stronę społeczeństwa…Na pewno jest to duży rozdźwięk między wrażeniem powierzchownym a wartościami.
    Podobne uczucie niesmaku i szoku przyszło, gdy oglądałam dokument opowiadający o miasteczku gdzies na odludziu w Stanach – gdzie trafiali pedofile po wyjściu z więzienia. Patrząc na miłych staruszków, uśmiechniętych młodych chłopaków, budzących sympatię tatusiowatych panów, aż zgrzytało, gdy słyszało się ich historie molestowania dzieci. Z drugiej strony – coś ci ludzie muszą ze sobą zrobić.

    A niemieccy strażnicy i dowódcy obozów koncentracyjnych, którzy za bramą obozu wiedli szczęśliwe, beztroskie życie rodzinne?

    Najlepszy dowód, że świat nie jest czarno-biały.

    • Dzięki za miłe słowa.

      Świat nie jest czarno-biały i z wiekiem widać to coraz lepiej. Niestety, są ludzie, którzy męczą się odcieniami szarości.