Czas humanistów

Tylko renesansu jakoś brak.

Zmieniają się czasy, zmieniają się znaczenia pewnych słów. Na przykład w ciągu minionego ćwierćwiecza pytanie „czy w tej galerii jest Kantor?” zupełnie zmieniło swoje znaczenie (ten suchar bawi mnie niezmiennie). Cóż robić, signum temporis. Walczyć z tym nie będę.

Ale rodzi się we mnie jakiś wewnętrzny opór, gdy pewne słowa mają zmieniane znaczenie na siłę. I to w sposób deprecjonujący.

Jednym z nich jest „humanista”.

Kiedyś w ten sposób określało się człowieka wszechstronnego. Zainteresowanego sztuką i nauką, biegłego w mowie, piśmie i liczeniu. Dzisiaj zestawia się to określenie z pewną ułomnością w naukach ścisłych. Jeśli nie umiesz liczyć, nie ogarniasz rachunku prawdopodobieństwa lub nie kumasz o co chodzi z pi i obwodem koła, to pewnie jesteś humanistą.

Nieważne, że sztukę masz głęboko w dupie. Że nie umiesz poprawnie wstawić przecinków, bo Word nie podkreśla tego jako błędów. Że twoje pisanie ogranicza się do wypełnienia deklaracji podatkowej raz do roku, a czytanie opiera się wyłącznie na gazetkach z hipermarketów. Jesteś humanistą, bo o ile ów hipermarket nie napisze wielkimi bykami procentowej obniżki cen, samodzielnie jej nie obliczysz.

Renesansowym humanistą był Leonardo da Vinci. Albo Mikołaj Kopernik. Czyli ludzie, którzy potrafili liczyć wręcz doskonale. Znali się na naukach ścisłych i sztuce. Byli ciekawi świata i chcieli go zmieniać. Stawiając się koło nich, chyba trochę przeginasz.

Po prostu nie potrafisz nauczyć się matmy. Z pewnością jest na to jakieś proste słowo.

Foto: Robert ScarthCC BY-SA 2.0