5 informacji o życiu bez informacji

Dla niektórych to zabrzmi jak herezja, ale od jakiegoś czasu żyję bez świadomości większości zdarzeń w kraju i na świecie. Z własnego wyboru.

Jakieś trzy albo cztery miesiące temu, podczas przygotowań do remontu, wyrzuciłem dwa telewizory, jakie miałem w domu (stare, kineskopowe, żadne tam nówki sztuki). Jednocześnie przestałem zaglądać na różne portale informacyjne – zgodnie z założeniem, że jeśli wydarzy się coś istotnego, i tak powie mi o tym kelner podający mi kawę w kawiarni.

Tylko że ja nie piję kawy. Jeśli dołożyć do tego mój post od mediów społecznościowych, odciąłem się od informacji zupełnie. I jakie to niosło ze sobą skutki?

Nie wiesz prawie nic

Ponieważ moje odcinanie się od wiadomości było stopniowym procesem, a nie nagłą zmianą, mogłem się przystosować do ograniczania informacji. Dzięki temu, gdy zupełnie wypadłem z obiegu, nie miałem jakiegoś głodu wiadomości. Nie zerkałem niecierpliwie na nagłówki gazet, nie dopytywałem innych. Po jakimś czasie zacząłem zapominać kto rządzi, kto jest w opozycji, oraz co takiego „ważnego” działo się na świecie. Bez ciągłego podsycania tych informacji było to zupełnie proste.

Uspokojenie

Pisałem o tym przy okazji postu od mediów społecznościowych – brak informacji to przede wszystkim spokój. Nie oszukujmy się: większość mediów jest dziś nastawiona przede wszystkim na pokazanie konfliktu, a jeśli przy okazji uda się przemycić jakąś informację, to trudno. Na dodatek pomysły rządzących (z tej czy poprzedniej władzy) potrafiły przyprawić mnie o szybsze bicie serca. Tymczasem bez informacji wokół mnie zapanował jakiś taki spokój, z którego dość niechętnie rezygnuję, wracając do social mediów. Na szczęście udaje mi się ograniczyć potrzebę klikania w każdy link na fejsie.

Wiadomości masz od ludzi

Aby zupełnie odciąć się od informacji, musiałbym chyba zamieszkać na bezludnej wyspie. Ponieważ jednak nie zanosi się na to, kontakty z ludźmi dostarczają mi jakiejś porcji informacji. Co ciekawe – są ludzie, którzy za punkt honoru stawiają sobie przekazanie mi najważniejszych informacji, ale od nich szybko się oddalałem. A co było taką „ważną” informacją, o której dowiedziałem się od innych? Oscar dla Leo, jakiś zabójca – kanibal (o ile dobrze zrozumiałem) i sprawa z Wałęsą w papierach po Kiszczaku. Przez ostatnie dwa miesiące nie było innej ważnej informacji, o której warto byłoby porozmawiać. Jeśli wydaje ci się, że jest inaczej, to tylko ci się wydaje.

Niektóre informacje przyjdą same

Jest sobie taki internetowy komiks – xkcd. Jego odcinki pojawiają się zawsze w poniedziałki, środy i piątki. Jeden z nich pojawił się w czwartek i odwoływał się do odkrycia fal grawitacyjnych. Stąd dowiedziałem się o tym przełomowym odkryciu (resztę sobie wyguglałem). To pokazało mi, że autentycznie ważne informacje dotrą do mnie same. Gdyby Donald Trump nagle został prezydentem, dowiedziałbym się o tym od Johna Olivera. A jeżeli Putin zechce nas napaść, to – ze względu na bliskość Kaliningradu – pewnie dowiem się o tym szybciej niż poda to telewizja.

Rozumiesz, że nie masz informacji

Po tych kilku tygodniach bez informacji, gdy wróciłem do mediów społecznościowych, uderzyła mnie świadomość tego, że jakikolwiek kontakt z informacjami jest tylko złudzeniem. Zarówno na fejsie, jak i w portalach informacyjnych, nie otrzymuję wiadomości. Na pierwszym planie jest opinia. To, co dostaję, to informacje poddane selekcji i procesowi dostosowywania do potrzeb przekazującego. Jakkolwiek cenię sobie opinię różnych osób na wybrane tematy, to mogę żyć bez opinii wszystkich na każdy temat.

I dlatego będę kontynuował moje ograniczanie kontaktów z wiadomościami. Wam też to polecam. Spróbujcie przeżyć tydzień z zupełnym embargiem na informacje. Zobaczycie, że życie się nie skończy, świat się nie zawali, a te najważniejsze wiadomości i tak wam nie umkną.

Poza tym – po co się denerwować. To już lepiej obejrzeć jakiś horror.

Jeśli podobał Ci się ten tekst, polub mnie na Facebooku!