Ksiądz Jacek Stryczek kontra bieda

Kojarzycie Szlachetną Paczkę? Pewnie tak (jeśli nie, to trochę wstyd). A wiecie kto jest twórcą tej jakże fajnej akcji? Ksiądz Jacek Stryczek. A wiecie, co jeszcze stworzył ten ksiądz? Kilka nad wyraz ciekawych wypowiedzi.


Przy okazji świąt przez social media przewinął się wywiad z księdzem Jackiem Stryczkiem. Co ciekawe, ksiądz nie mówił o tym, jaką radość niesie Zmartwychwstały ani nawet o tym, że jakaś procedura medyczna gwarantuje miejsce w piekle. Ksiądz mówił o bogactwie. Zachęcam Was do przeczytania tego wywiadu, a potem wróćcie tutaj i porozmawiajmy o tym, co mówi ksiądz Jacek, żebyście poniższych cytatów nie traktowali jako wyrwanych z kontekstu.

Na serię pytań o tzw. sprawiedliwość społeczną i przykładową sytuację, w której prezes zarabia kilkaset razy więcej niż jego podwładni, ksiądz Stryczek odpowiedział wprost – jego to nie razi.

To może garść zupełnie przypadkowych danych. Niedawno GUS ogłosił, że w 2015 roku przeciętny miesięczny dochód rozporządzalny na jedną osobę wyniósł 1.386 zł. Przemilczmy chwilowo fakt jak niedoskonałym miernikiem jest średnia – chodzi tu o rząd wielkości. Według PwC przeciętne roczne wynagrodzenie prezesa zarządu w 2014 (dane za 2015 będą znane po opublikowaniu sprawozdań finansowych, czyli nieprędko) wyniosło 1.490.000 zł. Członka zarządu: 1.080.000 zł.

Ksiądz Stryczek to taka osoba, która widzi powyższe dane i spokojnie mówi: właśnie tak jest OK. Jasne, zabawa w Janosika i zabranie prezesom tych milionów nie uczyni z reszty ludzi osób żyjących na godnym poziomie, ale czy taki podział dóbr jest OK?

Przyjmijmy, że faktycznie jest OK. Że taka sytuacja nie budzi w osobach z minimum empatii jakiegoś niepokojącego uczucia. Ksiądz Stryczek mówi wszak, że

Ja uważam, że pensja menadżera powinna być skorelowana z wynikami firmy. Jeżeli ktoś jest dobrym prezesem, to niech zarabia godnie. Rozliczajmy tego prezesa z tego, co za te pieniądze zrobił, a nie ile ma.

I nie sposób się z tym nie zgodzić. Powstaje jednak pytanie – dlaczego tylko pensja menadżera? Dlaczego nie pensje innych pracowników? Sukces firmy składa się przecież z ich pracy. I tu wróćmy do sytuacji opisywanej przez dziennikarkę przeprowadzającą wywiad. Czy faktycznie praca prezesa jest kilkaset razy więcej warta niż pracownika?

W innym miejscu ksiądz Stryczek, mówiąc o zarobkach prezesów, posiłkuje się słowami autorytetu:

Kto powinien o tym decydować? Opinia publiczna? Zgodnie z zasadą sformułowaną przez Miltona Friedmana, najbardziej wpływowa jest mała grupa interesariuszy. Dlatego na szkołę większy wpływ mają nauczyciele niż dzieci i ich rodzice. Która mała grupa ukształtuje opinię publiczną, by stwierdzić, ile ma zarabiać prezes?

Te słowa są bardziej niż prawdziwe. Kto bowiem miał wpływ na obecny, wysoki poziom wynagrodzeń prezesów, jeśli nie właśnie mała grupa interesariuszy? No chyba tych zarobków nie ustaliły szerokie rzesze ludzi w powszechnym głosowaniu? Tylko że ta mała grupa coś skopała i jeszcze nie ukształtowała opinii społecznej. I dlatego tu potrzebna jest praca u podstaw, na przykład przez takie wywiady.

OK, dość zaglądania do kieszeni prezesów. Przejdźmy do problemu ubóstwa. Według dziennikarki zadającej pytania – co siódmy Polak żyje w ubóstwie. Według księdza Stryczka – to zależy tylko od tych ludzi. Jeśli coś im nie pasuje, mogą przecież zmienić pracę. Przecież to takie proste! Wystarczy rok (według danych GUS z 2015) i gotowe. Jeśli nie pasuje ci, że jako sprzątaczka po czterdziestce nie zarabiasz wystarczająco, aby żyć godnie, to trzeba było się kształcić na neurochirurga, albo możesz się przekwalifikować na informatyka. Lub znajdź firmę płacącą sprzątaczkom kilkakrotnie więcej.

Bo jak rozumiem ta rada jest skierowana do wszystkich, a nie tylko do młodych?

W kwestii zatrudnienia ksiądz Stryczek pozwala sobie jeszcze na stwierdzenie Wydaje mi się, że sytuacja, w której pracownik jest zatrudniony i trudno go zwolnić jest zła, jest pewnego rodzaju nadużyciem. Tylko ja pomyślałem o kobietach w ciąży? Tak? Auć.

Jest jeszcze jeden fragment, taki biblijny:

Odpowiem językiem Ewangelii. W czasach Jezusa nie było czegoś takiego jak pomoc socjalna. Oczywiście jak ktoś był niepełnosprawny, był paralitykiem czy niewidomym, to żebrał, czyli utrzymywał się z tego rodzaju pomocy socjalnej. Poza tym było oczywiste, że wszyscy mają pracować na siebie i nikt z tym nie dyskutował. Nie było wówczas alternatywy. Dopiero my, ludzie współcześni stworzyliśmy zaburzenie życia społecznego.

Sto procent racji. Były też społeczeństwa, gdzie chore dzieci strącano ze skały, ale to tak mi się tylko przypomniało. Kompletnie bez związku.

Widzicie – mój problem z tym wywiadem jest taki, że poszczególne jego składniki są nawet logiczne i nie można ich skreślić od razu. Ale w sumie tworzą trochę odpychającą wizję, której brak jest zwykłej empatii, ale za to jest niesamowita wiara w mityczne możliwości człowieka, choć wiadomo, że różni ludzie mają jednak różne możliwości. Podobnie czuję się czytając wypowiedzi Korwin – Mikkego.

Na szczęście w ostatnim cytacie ksiądz Stryczek wpłynął na temat, na którym się zna. Ewangelię. Nie jest to jedyny fragment, gdy się do niej odwołuje.

Nie ma takiego cytatu w Ewangelii mówiącego, że Jezus kazał się dzielić. To jest właśnie taki katomarksizm, zbiór stereotypów, z których tworzy się religię.

Spuśćmy zasłonę dyskretnego milczenia na jakże łączące i pełne miłości określenie katomarksizm  i skupmy się na zawartej w tej wypowiedzi informacji. Jezus nie kazał się dzielić. Nie zabraniał tego, jasne, ale nigdzie wprost nie kazał.

Internety radośnie i w podskokach wyciągnęły fragment Ewangelii mówiący: Kto ma dwie suknie, niech [jedną] da temu, który nie ma; a kto ma żywność, niech tak samo czyni (Łk. 3,11). Małe internetowe gapy nie zauważyły, że owszem – jest to fragment Ewangelii, ale są to słowa tego marksisty Jana Chrzciciela, a nie Jezusa. Ksiądz Stryczek wie, co mówi!

Wiecie, co uwielbiam w XXI wieku? Że nie trzeba znać Biblii na pamięć, aby coś w niej znaleźć. Wystarczy internet. I można na przykład trafić na fragment rozmowy Jezusa z pewnym bogatym młodzieńcem, w której Chrystus mówi: Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną! (Mt. 19,21).

A to już czyni z księdza Jacka małego kłamczuszka. Oraz każe się zastanowić, czy ksiądz, który nie zna się na swojej działce, zna się na innych i czy przypadkiem Miltona Friedmana nie czytał tak samo, jak Ewangelii. Po łebkach.

Fot: Fatima FloresCC BY 2.0

  • Basia

    Bartku, wywiad z księdzem Stryczkiem czytałam jeszcze przed
    Twoją sugestią. Na wstępie chciałabym zaznaczyć dwie rzeczy: 1) generalnie jestem
    fanką tego duchownego 2) akurat ten wywiad uważam za jeden ze słabszych,
    niektóre tezy są zbyt sloganowo powiedziane i mogą wydawać się pozbawione
    empatii… NATOMIAST zdania przez Ciebie analizowane faktycznie są wyrwane z
    kontekstu, a poza tym analizujesz je tak jakbyś udawał, że nie wiesz, o co księdzu
    chodziło i jakbyś nie czytał całości (i nie umiał łączyć wątków). A wiem, że
    potrafisz :-). Np. info o pensjach prezesów Stryczek odnosił w kontekście do
    biznesu prywatnego (gdzie człowiek sam coś całe życie budował i potem czerpie z
    tego zyski i sorry ale ma w związku z tym prawo do decydowania o tym, ile zostawia
    sobie, a ile oddaje innym), a nie do prezesów i managerów spółek Skarbu Państwa,
    którzy zwykle faktycznie nie mają podstaw do mega dużych pensji, są z nadania politycznego,
    ich wynagrodzenia najbardziej kolą w oczy i którzy mogliby pasować do wspomnianej
    przez Ciebie „małej grupy interesariuszy”. Druga rzecz: info o pracownikach,
    których nie da się zwolnić – ksiądz wyraźnie sugeruje, że jest to nadużycie W
    SYTUACJI, gdy pracownik jest mega słaby/leniwy, a i tak chroni go Państwo (słyszałeś
    o związkach zawodowych? Albo o trwających przez 1-2 lata zwolnieniach
    lekarskich? Albo o matkach w okresie ochronnym, które żądają zmiany im zakresu obowiązków
    bo nagle „przemyślały swoje potrzeby w zakresie rozwoju”, a tych dotychczasowych
    odmawiają wykonywania? Albo o innych matkach, które szukają pracy tylko po to,
    by po zaraz po podpisaniu umowy iść na macierzyński? Albo o ludziach, którzy
    wiedząc, że mają kiepskie wyniki pracy idą do psychiatry z „wypaleniem
    zawodowym”… Ja tak. Nie z gazet. Z opowieści kolegów zarządzających w Polsce przedsiębiorstwami).

    Po kryzysie gospodarczym zrobiła się „moda” na narzekanie na banki, managerów,
    prezesów, przedsiębiorstwa nastawione na zysk (czyli prywatne :-). Tylko – jak pisze
    ksiądz Stryczek w przytaczanym wywiadzie „Tak jak są lepsze i gorsze firmy, tak
    są lepsi i gorsi pracownicy.” I o tym, że ta zależność działa po jednej i drugiej
    stronie barykady bardzo mało osób wydaje się pamiętać. Bo przecież w naszym
    kraju wybrańców każdy Dawid jest niewinny i uczciwy, a każdy Goliat zachłanny i
    zły.

    • Kurczę, tyle wątków, że nie wiem, od czego zacząć. Postaram się po kolei i składnie.

      Specjalnie podałem dane dotyczące rozdźwięku między średnim dochodem a zarobkami prezesów. Zauważ, że są to prezesi wszystkich spółek objętych badaniem PwC, a nie tylko spółek państwowych. Jest rozdźwięk? Jest. Podkreślam – nie chodzi mi o to, żeby prezesom zabrać, ale widzę coś niepokojącego w tym, że są ludzie, którzy nie zarabiają godnie. Ksiądz Stryczek przechodzi nad tym do porządku dziennego. Nie oceniam, wskazuję tylko, że tu się różnimy.

      Owszem, prywatny właściciel ma prawo zostawić sobie (lub dać prezesowi) tyle, ile dusza (zapewne mroczna, grzeszna i chciwa) zapragnie, ale w tym momencie powstają trzy kwestie (w powiązaniu z wywiadem księdza Stryczka):
      1) czy jest to etyczne (zwłaszcza, jeśli szeregowy pracownik nie ma godnego wynagrodzenia)?
      2) czy faktycznie praca managera jest tyle więcej warta od pracy szeregowego pracownika?
      3) jak szeroka jest grupa interesariuszy decydujących o wynagrodzeniu zarządu w prywatnej spółce?

      Cały jeden wywiad, jakiego w życiu udzieliłem, to pewnie za mało, żeby się wypowiadać, ale w sumie – jestem blogerem. A zatem wyobrażam sobie, że mówiąc o prawie do zwolnienia pracownika wspomniałbym chociaż nieznacznie o tym, że w pewnych momentach (które nie powinny być nadużywane) zwalnianie powinno być zakazane. Wrócę do tego jakże zgranego (bo właściwego) przykładu kobiety w ciąży – albo stwierdzamy, że nie zwalniamy, bo jako państwu zależy nam na ochronie potencjalnych przyszłych podatników, albo kij, robimy jak w czasach Ewangelii i jak ciężarna nie może pracować, to niech sobie pożebrze, taka opieka społeczna.

      Ksiądz Stryczek powiedział, że „Wydaje mi się, że sytuacja, w której pracownik jest zatrudniony i trudno go zwolnić jest zła, jest pewnego rodzaju nadużyciem. Bo pracodawca bierze pracownika do pracy, a nie bierze odpowiedzialności za jego życie”. Zero komentarza, zero refleksji. Aha, są pracodawcy którzy mają świadomość odpowiedzialności za swoich pracowników i ich życie. Nie, nie znam ich z gazet.

      Tak, po kryzysie stało się modne atakowanie banków i wielkich. Ale bezmyślne stawanie w ich obronie i napieprzanie w malutkich też nie jest właściwe. Trzeba umieć dostrzec racje dwóch stron. Ksiądz Stryczek zdaje się ich nie widzieć. Dla niego jedynym rozwiązaniem po stronie pracownika jest „zmienić pracę”. To jest potężny oręż, przed którym drżą zastępy pracodawców. Tylko że dobrze wiemy, że to tak nie działa. Są osoby, które z przyczyn takich czy innych nie zmienią pracy lub będzie to dla nich niesamowicie trudne. A nie można liczyć na to, że mityczne możliwości człowieka przezwyciężą każdą przeszkodę, bo każdy ma swoje granice. Jeden zaciśnie zęby i się przekwalifikuje, drugi, zagoniony w kozi róg, targnie się na swoje życie. Tego rodzaju darwinizm społeczny mi nie leży – i mam nadzieję, że księdzu Stryczkowi też.

      Drużyna jest tak słaba, jak jej najsłabsze ogniwo. Może poglądy człowieka należy też oceniać przez pryzmat jego najsłabszej wypowiedzi? Bo zgodzę się z Tobą, że w tym wywiadzie nie czuć zupełnie empatii. Podtrzymuję, że miałem wrażenie, jakbym czytał wywiad z JKM. Gdzie „katomarksizm” był taką wisienką na torcie.

      Inna kwestia – zauważyłem, że ostatnio modna stało się szukanie winnego niezrozumiałego komunikatu po stronie odbiorcy. Serio? Jeśli ksiądz Stryczek ma do przekazania ważną myśl, to musi ją podawać tak, żeby skumał ją nawet bloger. Bo inaczej tylko odepchnie – od siebie, od idei, a może nawet od Kościoła, którego jest przecież widocznym członkiem. Przecież to nie jest wypowiedź rzucona przez ramię, to jest wywiad, podlegający autoryzacji. Można przemyśleć to i owo. No, chyba że ksiądz wywiadu udzielił między kolejnymi stacjami Drogi Krzyżowej, a autoryzował miedzy jednym a drugim poświeceniem pokarmów.

      I tak na zakończenie – na fejsie jeden z Czytelników podrzucił mi fragment, gdzie ksiądz Stryczek tłumaczy rozmowę Jezusa z bogatym młodzieńcem. Podobno nie chodzi w niej o to, aby się dzielić, ale by przestać być zależnym od rodziców (bo oczywistym jest, że bogaty młodzieniec w tamtych czasach mógł swój majątek jedynie odziedziczyć). Autentycznie – chciałbym móc to jakoś skomentować, ale w kontekście powyższego wywiadu pozwolę sobie to tak zostawić.

    • Wiola

      Odniose sie tylko do par rzeczy bo caly wywiad i blog Bartka porusza juz tyle tematow o ktorych by mozna pisac tony.

      Noz mi sie w kieszeni otwiera jak ktos zle pisze o matkach nawet o tych „zaradnych”. Wychowanie dzieci jest w kazdym kraju i pod kazda szerokoscia zajeciem tak trudnym, ponad sily i tak pelnym poswiecen i wyrzecen ze ten kto tego w calosci (do 18 roku) nie przerobil, to nie wie co mowi. Nie dziwie sie zadnej kobiecie ktorej po urodzeniu dziecka zmieniaja sie plany zawodowe. Mialam dokladnie to samo. Pracowalam do samego konca ciazy w zudycie po 12h dziennie i mialam czelnosc uwazac ze nic mi sie po urodzeniu ciazy nie zmieni bo przeciez to tylko ciaza i tylko porod. No coz, zmienilo sie o 180 stopni. I to w chwili otrzymania bobasa w ramiona na sali porodowej. Wszystko na czym mi tak zawodowo ogromnie zalezalo stalo sie tak nieistotne. Bo to jest tylko praca i nic wiecej. I rozumiem ze nawet najzacieklesze pracoholiczki zmieniaja sie po porodzie i POV zmienia sie tez. Ale zrozumienie tego wymana pracy z mega madrymi przelozonymi ktorzy na prosbe podwladnej wracajacej do pracy zrozumieja to i zmienia jej zadania. Ale to wymaga pozbycia sie kierowniczej buty, wszechwiedzy i choc odrobiny pokory, a to jest trudne jak ma sie muchy w nosie 😉

  • „jakaś procedura medyczna gwarantuje miejsce w piekle”
    Pojechałeś….

    „Wydaje mi się, że sytuacja, w której pracownik jest zatrudniony i trudno go zwolnić jest zła, jest pewnego rodzaju nadużyciem”
    Zatrudniałeś kogoś na etacie? To „polecam”, zanim napiszesz swoje mądrości. Kobiety w ciąży to zupełnie inny przypadek; jeśli pracownik jest „zaradny” trudno go zwolnić.

    „Dopiero my, ludzie współcześni stworzyliśmy zaburzenie życia społecznego.”
    Bo tak jest, a dokładniej to XX wiek przyniósł tak naprawdę kryzys. Wcześniej były domy wielopokoleniowe i dawały radę.

    „Wystarczy internet. I można na przykład trafić na fragment rozmowy ”
    I to jest prawdziwy problem dzisiejszego społeczeństwa. Wyrywają fragmenty nie patrząc na całość.

    BTW: O wspomnianym ks. pierwszy raz słyszę.

    • Nie wierzę, że muszę to tłumaczyć, ale OK, może niejasno napisałem, więc teraz leci drukowanymi:
      Nie popieram stuprocentowej ochrony pracowników przed zwalnianiem. Jak pracownik jest do kitu, to leci. Wiem, że ochrona pracownika może być (i jest) nadużywana. Jednocześnie mówiąc o tym zawsze podkreślę, że powinny być wyjątki, w których zwolnienie powinno być jeśli nie zabronione, to choćby utrudnione. Powtarzam – przy założeniu że żadna ze stron nie dopuszcza się nadużyć. Jasne?
      A u księdza Stryczka mi tego zabrakło. Tylko tyle.

      „Wcześniej były domy wielopokoleniowe i dawały radę.”
      Ty to napisałeś na serio? Tak bez mrugnięcia okiem? A co z ludźmi samotnymi, bezdzietnymi lub mającymi niewystarczającą ilość potomstwa? Serio, mityczne dawne czasy były takie cudowne pod tym względem? Wow.

      Co do wyrywania fragmentów – uważam, że ja te, które ja wyrwałem, są dość reprezentatywne. Ale przecież mogę się mylić.