9 rzeczy, które odkrywasz podczas odstawienia mediów społecznościowych

Idealny wpis tego rodzaju powinien mieć dziesięć punktów. Są rzeczy ważniejsze niż gonienie za ideałem.

Tak jak pisałem w moim poprzednim wpisie, przez cały okres Wielkiego Postu nie korzystałem z social mediów. Zero Facebooka, Twittera, Ello czy Naszej Klasy. Zostawiłem sobie tylko Messengera i aplikację do grup na fejsie (muszę korzystać z dwóch).

Ale post się skończył. I jakie są spostrzeżenia z takiej przerwy?

To prostsze niż myślisz

Początkowo myślałem, że to będzie trudne – przecież spędzam w mediach społecznościowych tyle czasu. Ale okazało się to dość proste. Wiecie, jaki jest sekret? Po prostu nie wpisywać w przeglądarkę adresów określonych stron. Nie klikać ich w zakładkach (można usunąć). Nie odpalać aplikacji (można odinstalować). Dla pewności można się jeszcze wszędzie wylogować.

Jeśli ktoś mi powie, że to niemożliwe, to chyba nigdy nie próbował.

Odcinasz się od wszelkich informacji

Od dawna staram się odciąć od zalewu informacji, w myśl zasady, że jeśli wydarzy się coś autentycznie ważnego i tak się o tym dowiem. O tym jak to zrobić i jak zmienia się wtedy życie, jeszcze napiszę, ale rezygnacja z mediów społecznościowych oznacza zupełną ciszę. Zero polityki, zero komentarzy do bieżących spraw, nie wiedziałem nawet, czy jest jakiś mecz.

O tym, jaka jest pogoda, dowiadywałem się patrząc za okno. Jak zwierzę.

Ale to nie są ważne informacje

Wydawało mi się, że będę czuć głód informacji. Ale mocno się tu pomyliłem – bo też większość informacji, jakie otrzymujemy w SM to rzeczy nisamowicie błahe. Jakoś mogę przeżyć bez szczegółowej informacji kto co zjadł (#mienso albo #vege, nie spodziewam się fajerwerków) albo co sądzi o polityce (to #nikogo, serio).

Ominął mnie nawet szum i prośby związane z Blogiem Roku. Tylko jedna osoba napisała do mnie z informacją, że mogę na nią zagłosować. I zagłosowałem.

Rozumiesz, że też tworzysz ten szum

Co ciekawe, uświadomienie sobie nieważności wielu informacji zadziałało w dwie strony. Zrozumiałem, że świat spokojnie przeżyje bez wiedzy o moich poglądach na taki lub inny artykuł, bez niezwykle artystycznego zdjęcia albo bez ironicznego komentarza. Tym samym przez ten cały okres miałem może trzy, cztery momenty, kiedy żałowałem, że nie mogę czegoś pokazać innym. Ale szybko mi przeszło.

A tym, co ważne, dzieliłem się z bliskimi w tradycyjny sposób.

Zmieniają się kontakty z ludźmi

No właśnie – tradycyjny sposób. Nie, nie mówię tu o żadnych rozmowach twarzą w twarz, jak jakiś jaskiniowiec. Po to zostawiłem sobie Messengera na komórce. Ponieważ nie miałem wiedzy o tym co kto zjadł na obiad i jaki gif z kotkiem mu się podobał, nie miałem też złudnego wrażenia że wiem co u kogo słychać. I dlatego pytałem. Kontaktowałem się z mniejszą liczbą osób, ale wiedziałem więcej o nich, a od nich też – o innych.

Gdyby ktoś z moich znajomych dostał nagrodę Nobla za reżyserię albo pokojowego Oscara, i tak bym się dowiedział.

Życie się uspokaja

No właśnie, to było fajne. Z jednej strony kompletny brak wiedzy o tym co który polityk powiedział, jaki komitet gdzie demonstrował i w jaki przezabawny sposób „internauci nie zawiedli” sprawił, że nie mniej się denerwowałem. Z drugiej – brak tych wszystkich memów i szerów to mniej bodźców. Mniejszy młyn z ogarnianiem zapieprzu na fejsie. Zacząłem dostrzegać piękno świata poza siecią. I to takie duże, jasne… o, słońce.

No i mniejszy stres z szukaniem ładowarki, bo bateria w telefonie dłużej trzymała.

Masz więcej czasu (do marnowania)

Nie twierdzę, że spędzałem większość doby w SM, ale trochę tego było. Gdy się nie scrolluje bezmyślnie na fejsie i nie patrzy kto polubił moje zdjęcia na Instagramie, nagle zyskuje się nieco więcej czasu. I można go poświęcić na to, co autentycznie ważne. Albo zrobić tak jak ja i wykorzystać go na słodkie lenistwo – ale inne niż siedzenie na fejsie.

Nadrobiłem trochę zaległości w książkach, prasie i grach komputerowych. Ale ponieważ doba nie jest z gumy, to zostały mi jeszcze komiksy.

Trochę tego wszystkiego brakuje

Media społecznościowe to dla mnie sposób na utrzymywanie może niespecjalnie głębokich, ale jednak relacji z wieloma osobami. Czyli na coś, w czym nigdy nie byłem dobry, ale jak spróbowałem, to mi się spodobało. Poza internetem trudno znaleźć sposób pozwalający na ogarnięcie tak wielkiej liczby osób. Poczułem więc, że mój krąg znajomych drastycznie się skurczył.

A tuż przed końcem odstawienia autentycznie wyczekiwałem, aż znowu zobaczę tych wszystkich ludzi i dowiem się, że nic się u nich nie zmieniło.

Powrót oznacza pełne zanurzenie

Chciałem zachować choć trochę tego spokoju z czasów bez SM. Nie udało się. Chociaż mocno pilnuję aby mieć w strumieniu tylko pozytywne rzeczy, nie da się wyeliminować niektórych tematów. I tak w ciągu 24 godzin od powrotu zaatakowały mnie odpryski polityki, wkurzające wywiady z odpychającymi ludźmi i tona zdjęć świątecznego jedzenia. O ile to ostatnie mnie nie rusza, o tyle w pierwszym i drugim same nagłówki wystarczą.

Z drugiej strony mam teraz większą łatwość w określeniu tego, co mnie wkurza. I łatwiej mi będzie to eliminować.


Gdyby ktoś z was chciał spróbować takiego odstawienia – gorąco polecam i służę radą. Nie mówcie, że się nie da, bo spróbowanie nic nie kosztuje, a efekty mogą być przyjemne. Jeżeli macie jakieś pytania – to śmiało, komentarze czekają. No i oczywiście można pytać na fejsie. I Twitterze. I snapie…

Foto: Jason HowieCC BY 2.0

  • Ana Matusevic

    Fajne doświadczenie. Zastanawiam się nad tym od jakiegoś czasu, ale nie wiem, jak rozwiązać obowiązek obecności na FB w pracy (zarządzanie fanpage’ami). Więc myśl pojawia się i znika. Co najciekawsze, rzeczywiście jestem zanurzona totalnie w twitterach i fejsbukach, ale zupełnie mi ich nie brakuje, gdy wyjeżdżam i np. nie mam dostępu do internetu. Nie mam delirki, nie łapię wifi na każdym rogu. Więc można, tylko jakoś w domu nie wychodzi 🙂

    • Załóż sobie na fejsie konto służbowe – bez znajomych, bez lajkowania fp ze śmiesznymi kotkami, tylko do zarządzania fp w firmie. Tak na próbę. Może to Ci pomoże?

  • Pingback: 9 reakcji na fejsie, których mi brakuje – MrCichy()