Kilka słów do zainteresowanych polityką

Dziś zabawimy się w kolory. Już pierwsze zdanie poniżej powie Ci, który kolor literek (poza czarnym) masz czytać, a który pomijać. Bo w zależności od wybranej barwy możesz przeczytać dwa zupełnie różne teksty.

Drogi zwolenniku rządu przeciwniku rządu!

Ostatnio w Polsce trochę się namieszało, jeśli chodzi o politykę. Obawiam się, że może to prowadzić do wykopania między Polakami przepaści nie do zasypania. Dlaczego zwracam się z tym do Ciebie? Bo wydaje mi się, że obie strony tego sporu mają swoje za uszami – nie tylko ci, którzy kwestionują demokratyczne wybory władza kwestionująca demokratyczny porządek w państwie, ale także Ty i Tobie podobni.

Dlatego proponuję kilka rad, które mogą spowolnić wykopywanie tej przepaści między nami. Przeczytaj, zastanów się nad nimi i może spróbuj wdrożyć je w życie.

Zacznijmy od podstaw. Od celu, jaki powinien nam przyświecać. Powinna to być próba porozumienia się z drugą stroną. I może – podkreślam może – wypracowanie kompromisu. Inaczej się nie da. Bo jak inaczej to sobie wyobrażasz? Na przegranych zwycięzców oddano kilka milionów głosów – to wszystko są obywatele popierający opozycję rząd. Co z nimi można zrobić, jeśli nie próbować dogadać się dla dobra kraju? Rozstrzelać? Wyrzucić?

Ale żeby ten cel był choć trochę realny, konieczne jest zrozumienie drugiej strony. Tak, zrozumienie – jej planów, lęków i marzeń. To nie jest tak, że w głowach tych wszystkich ludzi zalęgła się nagle miłość do KOD PiS. Ich poparcie to wynik pewnych postaw i doświadczeń. To ludzie, którzy przez ostatnie osiem lat mieli niesamowite poczucie bezpieczeństwa byli marginalizowani w debacie społecznej i teraz czują, że coś im zabrano wreszcie mają głos. Chcą bronić tego poczucia bezpieczeństwa odrobić te osiem lat niepewności. Mają swoje lęki i to one ich napędzają. Zamiast więc je marginalizować, albo – co gorsza – wyszydzać, zastanów się, jak możesz o nich spokojnie porozmawiać.

Przede wszystkim jednak – postaraj się je poznać. To nie będzie proste, ale jeśli jest w Tobie dobra wola, wierzę, że się przełamiesz. Być może zdarzyło Ci się powiedzieć, że „Wyborczej” „Gazety Polskiej” czy „Newsweeka” „W Sieci” nigdy w życiu do ręki nie weźmiesz, ani nawet nie przeczytasz jednego tekstu Lisa Karnowskiego. Ale bez tego trudno Ci będzie cokolwiek zrozumieć. Nie patrz na tę prasę jak na brednie obłąkanych, ale właśnie jak na zapis tego wszystkiego, co napędza drugą stronę. Nie szaleństwo – ale właśnie lęki i marzenia. To wszystko tam jest. Owszem, może Cię początkowo odrzucać stronniczość piszących tam autorów, ale postaraj się nie zwracać uwagi na styl, a dotrzeć do sedna.

Wspomniałem o wyszydzaniu. Z pewnością łatwo dostrzeżesz, że ta druga strona używa raczej języka konfrontacji. Ale czy Twój język też nie nastraja do wojny niż rozmowy? Ja wiem, że hasło lemingi mohery ma u nas długą tradycję, a określani nim starają się obrócić je w żart, ale nie o to chodzi. Za każdym razem gdy określasz kogoś w ten sposób nie robisz tego dla żartu. Chcesz przekazać, że oto masz do czynienia z bezmózgim zombie, podążającym ślepo za wzorcami z TVN ojcem Rydzykiem oraz hasłami PO czy KOD PiS czy tzw. prawicy. Zrozum, że tam, po drugiej stronie, też stoi człowiek. Myślący tak samo, jak Ty.

Dlatego odrzuć te wszystkie hasła, które służą tylko pogłębianiu podziałów. Nawet, jeśli druga strona nadal będzie zachowywać się niegodnie – nie zniżaj się do tego poziomu. Pokaż, że potrafisz dyskutować. A to wymagać będzie od Ciebie nie tylko kultury wypowiedzi, ale też umiejętności argumentacji. Boję się, że tym może być trudno.

Tak Ty, jak i druga strona, macie tendencję do przerzucania się hasłami w stylu „a nie, bo wy bardziej”. Najdobitniej było to widać przy sporze o Trybunał Konstytucyjny, gdzie na porządku dziennym było hasło „Platforma też olewała wyroki” „PiS olewa Trybunał bardziej niż poprzednicy”. Żenada. Jak to powiedział kiedyś John Oliver – jeśli ktoś nasra mi na biurko, to wielkość kupy nie będzie żadną okolicznością łagodzącą. Zastanów się więc, czy Twoje argumenty są nimi rzeczywiście i czy mają za zadanie pokazać, że Twoja sprawa jest dobra, czy że ich sprawa jest gorsza? Jeśli to drugie, to wiedz, że hasło „a u was murzynów biją” już dawno wyszło z mody. I do tego jest bliskie wymową do tak silnych argumentów jak „sam jesteś głupi” oraz „to oni zaczęli”.

No i najważniejsze – krzyk nie jest argumentem. Tak samo jak nie jest było nim skakanie i krzyczenie „Kto nie skacze, ten za Tuskiem PiSem„. Nie wiem, kto wyciągnął ten stadionowy zwyczaj i przyśpiewkę („kto nie skacze, ten z policji”) i nie to jest najważniejsze – najważniejsze jest, abyś Ty już tak nie robił. Bo to śmiesznie wygląda.

No, to teraz na spokojnie zastanów się, czy chcesz spróbować zrobić coś dla dobra Polski, czy może zależy Ci tylko na tym, aby dopieprzyć tym z KODu PiSu. Mam nadzieję, że to pierwsze. Bo jeśli to drugie, to tak w głębi niczym nie różnisz się od tych, z którymi tak usilnie walczysz.

  • Mam smutne wrażenie, że tym tekstem przekonasz/uspokoisz/wyciszysz 0 (słownie: zero) osób, ale to nie jest problem tekstu (tylko tych osób). W każdym razie – każda próba jest dobra. Plus dla Ciebie 😉

    • Od czegoś trzeba zacząć. Choćby od tego, że trzeba próbować.

  • nieobiektywniej

    Bardzo podoba mi się ten tekst, pomysł i przekaz. To prawda, krzyki z obu stron przypominają wojny o łopatkę w piaskownicy („bo on mi zabrał” „bo ona mi zabrała grabki”), obie strony posługują się już tą samą stylistyką, okładka GW strasząca rządem przypomina okładki Naszego Dziennika sprzed roku.
    Co przykre, trudno dziś mieć jakikolwiek zdanie, żeby nie zostać posądzonym o sprzyjanie wrażemu obozowi. Ludzie przestają się odzywać z powodu poglądów do znajomych, rodziny się kłócą. Od dłuższego czasu nie ujawniam się z poglądami w tych kwestiach, żeby uniknąć niepotrzebnych konfliktów. A w sumie szkoda, bo powinien być to temat do dyskusji jak każdy inny
    ..

    • Ja tam ujawniam się z moimi poglądami, a potem mam zabawę, gdy mówię komuś, że wcale nie popieram tej czy owej partii 🙂