Dyktatura bylejakości

Bo każdy może mieć gorszy dzień, prawda?

Co jakiś czas wrzucam na prywatnego fejsa zdjęcie jakiejś mniejszej lub większej wtopy. A to literówka, a to niegramatyczne obwieszczenie, a to jakiś błąd w designie, który utrudnia korzystanie z produktu. Mówiąc krótko – przypieprzam się do drobiazgów. Bo pewnie nie mam nic lepszego do roboty. Zdjęcie powyżej zapomniałem wrzucić, ale teraz je wygrzebałem i jest jak znalazł.

Nic wielkiego, prawda? To nigdy nie jest coś wielkiego. To zawsze jest sprawa, którą załatwiłoby powtórne przeczytanie tekstu, rzut oka osoby z zewnątrz, przekręcenie czegoś o 180 stopni. Jak na przykład tych latarń przy gdańskich drogach dla rowerów. Drobiazg. W sumie nie ma o co kruszyć kopii.

Zawsze ktoś może mieć gorszy dzień, prawda?

No może, ale nie każdy. Trudno powiedzieć równie beztrosko, że lekarz może mieć gorszy dzień, więc przypisał zły lek. Albo zaszył chustę w pacjencie. A czy inżynier, w ramach gorszego dnia, może zapomnieć o ścianie nośnej w budowanym domu? Albo o uszczelnieniu kadłuba statku? I jeszcze sędzia, ze zwykłego przemęczenia nie rozpatrzy wszystkich dowodów i skaże niewinnego człowieka. Albo uniewinni przestępcę.

Nawet ja, choć od mojego liczenia cyfr w Excelu nie zależy niczyje życie, nie powinienem się mylić. Bo ktoś mi zaufał, bo czyjeś decyzje zależą od mojej pracy, bo wreszcie zależy mi na tym, aby moja praca miała sens, cel i była wykonywana dobrze.

To dlaczego mam umniejszać znaczenie pracy innych osób twierdząc, że to drobiazgi i można je wykonywać niepoprawnie? Poza tym dawanie przyzwolenia na bylejakość w drobnostkach daje przyzwolenie na bylejakość w ważniejszych kwestiach. Skoro mogę krzywo położyć chodnik, bo nie rozumiem, że będą z niego korzystać codziennie tysiące osób, to równie dobrze mogę wykonać drogę z takiego asfaltu, w którym momentalnie zrobią się koleiny, bo nie rozumiem, kto będzie z niej korzystać. Skoro mogę napisać z błędami ogłoszenie, to mogę też opublikować artykuł bez żadnej logiki czy pokrycia w faktach, albo zaprojektować reklamę uwłaczającą wszelkim zasadom. Skoro mogę pozwolić sobie na brudną ławkę lub niezamiecioną ulicę, to psia kupa na trawniku czy pomazany pociąg też nie będą nikomu przeszkadzać. O punktualności nawet nie będę zaczynać, bo przecież akademicki kwadrans to świętość – nie tylko na uczelniach.

A jeśli komuś się to nie podoba, to pewnie ma jakiś problem, jest grammar nazi, upierdliwcem i leczy kompleksy. Bo niemożliwe, żeby chodziło o coś więcej. Przecież to wszystko – to tyko drobiazgi.

Są na świecie miejsca, w których poczta doręcza przesyłki bez problemu, pociągi są punktualne, na ulicach nie ma papierków, z budynków nie straszą pstrokate plakaty, a kasjerka w sklepie ma zawsze grosika do wydania. To wszystko jest sumą tysięcy małych składników, które ktoś wykonuje po prostu rzetelnie. Gdzie nie ma pracy mniej ważnej, bo każda przyczynia się do poprawy wspólnego życia.

Dopóki nie zrozumiemy, że z tych dobrze wykonanych drobiazgów składa się wielki, ładny obrazek, żyć będziemy w dyktaturze bylejakości.

 

  • Jeszcze dłuuugo tak będzie gdy myślą przewodnią człowieka będzie „prowizorka trzyma się dłużej niż skuteczne rozwiązanie”.

    • A nie masz wrażenia, że to nie jest myśl przewodnia człowieka, ale pewnej głośnej mniejszości? Na dodatek zgromadzonej w ściśle określonym miejscu na tej planecie? 😉

      • Obawiam sie, że to te glosne mniejszosci zawsze bardziej slychac – co poteguje wrazenie jakby bylo ich wiecej – bo jak to ktos madrze napisal, inteligentni ludzie pewnych rzeczy nie komentuja a juz na pewno nie krzykiem.
        I tak mam podobne wrazenie, ale ono niewiele zmienia w fakcie, ze dalej takie przeswiadczenie kroluje. Z drugistronnym „jak mogles popelnic taki blad”.

        • Mnie bardziej osłabia „błędów nie popełnia tylko ten, co nic nie robi” jako wytłumaczenie absolutnie każdej wpadki.