Fajnie być bohaterem (w swoim domu)

Jakie są związki między śrubokrętem, uszczelkami i… podejmowaniem wyzwań?

Kojarzycie taką reklamę marketu budowlanego? Chyba tego będącego skrzyżowaniem polskiego rapera i arturiańskiego czarodzieja (tak skuteczne są w moim przypadku reklamy…). W spocie ktoś robi jakąś prozaiczną czynność związaną z remontem lub drobnymi naprawami i zostaje „bohaterem w swoim domu”.

Naiwne, prawda?

Też tak myślałem, dopóki pod koniec zeszłego roku nie postanowiliśmy zrobić remontu. Oczywiście zleciliśmy go fachowcom, ale przy okazji malowania przez nich ścian i montażu podłóg postanowiliśmy zrobić kilka drobnych rzeczy. A kilka innych pojawiło się samoczynnie. Aby nie angażować panów, postanowiliśmy zrobić to samodzielnie.

To autentycznie były drobiazgi, od przestawiania mebli poczynając, poprzez drobne naprawy hydrauliczne, na kilku kwestiach elektrycznych kończąc. Niby nic, niby każdy powinien to umieć… Ale powiem Wam, że to daje niesamowitą satysfakcję. Gdy można stanąć pośrodku mieszkania, rozejrzeć się i stwierdzić: „o, to, to, to i to zrobiłem samodzielnie”. Bez niczyjej pomocy.

Ja wiem, że to drobiazg. I że wymiana syfonu to nie jest operacja na otwartym sercu, a przedłużenie kabla antenowego to nie jest rozbrojenie bomby. Ale spójrzcie na to z innej strony. Tyle się dziś mówi, że młodzi ludzie (tak, jestem młody, do kroćset!) są nieporadni. Że bez wujka gugla ani rusz. Wzywaliby elektryka do wymiany żarówki. Z drugiej strony – przyszłością jest specjalizacja. Poza własną niszę nie warto wyściubiać nosa, bo lepiej skupić się na tym, w czym osiągniemy mistrzostwo olimpijskie (czy Excel jest dyscypliną olimpijską? Bo mogę być filarem naszej kadry).

A tutaj proszę! Wszystko zrobione samodzielnie, z minimalnym wsparciem internetu (autentycznie, chyba tylko w jednej kwestii zajrzałem), „tymi rencyma” dokręcone, założone i – co najważniejsze – działa. Nie jestem elektrykiem ani (polskim) hydraulikiem, znam się na cyferkach i temu podobnych, a tutaj ogarnąłem temat bez problemów i wpadek.

Nie, nie chwalę się. Tak jak mówiłem, to wszystko są rzeczy proste, które z pewnością Wy też umiecie wykonać. Zmierzam do pointy. Satysfakcja po wykonaniu tych wszystkich zadań, to poczucie niesamowitej samodzielności wiąże się z jednym. Ze świadomością, że skoro temu dałem radę, to i inne wyzwania nie muszą być dla mnie straszne. Jeśli zajdzie potrzeba, to usiądę i wykombinuję coś, choćby to był nie wiem jak odległy ode mnie temat. I że jeśli człowiek generalnie myśli, to nie zginie.

Truizmy? Być może. Ale spróbujcie proszę samodzielnie naprawić coś w domu. Pokombinować. Zastanowić się, co możecie zrobić poza telefonem po złotą rączkę lub zakupem nowego urządzenia. I – gdy już stwierdzicie, że to nic takiego – po prostu to zróbcie. Poczujecie to samo.

Bądźcie bohaterami w swoim domu. Nie tylko on na tym skorzysta.