Wrzucasz grosika do puszki? Musisz mieć wielkie serce!

WOŚP. Ogólnonarodowy zryw służący pomaganiu innym. Co w poprzednim zdaniu jest nie tak?

To co roku wygląda niesamowicie pozytywnie – tysiące (miliony?) ludzi z przyklejonymi serduszkami, licznik kasy kręcący się w tempie pralki nastawionej na wirowanie, i ta świadomość, że jednym stosunkowo małym datkiem udało się zdziałać tak wiele dobrego.

To się fajnie składa – WOŚP jest na początku roku, zaraz potem 1% podatku, a trochę wcześniej – Szlachetna Paczka. Akcja budująca poczucie wspólnoty chyba nawet bardziej – bo to właśnie wtedy jednoczymy siły ze znajomymi, aby podać pomocną dłoń tym, którzy jej autentycznie potrzebują. A potem – natychmiast – móc usłyszeć od wolontariusza wzruszającą historię o tym, jak obdarowana rodzina zareagowała na prezenty. Jak dzieci nie wierzyły, że dostały paczkę paluszków albo kredek świecowych, jak dorośli płakali nad paczką proszku do prania, jak mały cała rodzina cieszyła się z artykułów codziennej potrzeby, jakby to były najwspanialsze prezenty.

Taka natychmiastowa świadomość z tego, że dzięki nam zadziało się dobro, jest niesamowita. Dodatkowo uczy pokory i wdzięczności za to, co mamy. Aż nie można się doczekać na przyszłoroczną edycję.

Nie można? A czy faktycznie trzeba?

To jest poważna kwestia, związana ze zorganizowanymi zbiórkami charytatywnymi. Wielu osobom wydaje się, że wrzucając do puszki te kilkadziesiąt złotych albo robiąc nieco większe zakupy w sklepie niosą pomoc – i mają rację. Zapominają przy tym, że pomoc jest potrzebna przez cały rok. I że ci, którzy wzruszają się nad kilkoma konserwami w grudniu, robią tak, ponieważ na co dzień nie widzą konserw.

I tu jest właśnie pole do autentycznej pomocy.

Skontaktuj się z wolontariuszem Szlachetnej Paczki, który przekazał twoje dary potrzebującej rodzinie. Porozmawiaj z nim o codziennej sytuacji tej rodziny – dowiedz się o niej tyle, ile możesz. Czego potrzebują wiosną lub latem? Czy mają jakieś problemy, które możesz pomóc rozwiązać? Może możesz podzielić się wiedzą i umiejętnościami? Wesprzeć zakup leków lub produktów spożywczych, wymuszonych dietą zdrowotną? Albo chociaż nieco ulżyć naprężonemu budżetowi rodzinnemu?

To jest coś, co możesz robić co miesiąc, co tydzień. Nie potrzeba wiele. Jeśli jesteś w stanie przeznaczyć pewną kwotę na takie wsparcie, to już będzie coś. Nie zastanawiaj się, czy te pięćdziesiąt złotych miesięcznie to nie za mało, a nie stać cię, aby dać więcej. Te pieniądze to może być dla kogoś różnica pomiędzy jedzeniem śniadania, a chodzeniem rano głodnym. Dla ciebie to może być niewiele, dla innych to może być bardzo dużo.

A jeśli nie – to zawsze zostaje ci wolontariat. Albo wspieranie jakiejś fundacji comiesięcznym, nawet niewielkim przelewem.

Bo pomoc w formie zrywu nie pomaga, a jedynie pokazuje przepaść dzielącą jej potrzebujących od ciebie.

Foto: Dominika & Jacek WrzeszczCC BY-NC-ND 2.0

  • Chyba lepiej, by pomagali raz w roku niż w ogóle.
    Kiedyś miałam takie postanowienie noworoczne, że codziennie będę klikać w pajacyka, a raz w tygodniu wysyłać smsa na jakąś fundację, już nie pamietam jaką.

    • Jasne, że coś jest lepsze niż nic, ale chodzi o to, aby zrozumieć, że pomaganie nie jest trudne i może być nawykiem, a nie wyjątkiem.