A kiedy znajdę czas…

Mam tak wiele planów, tak wiele rzeczy chciałbym zrobić. I właśnie znalazłem na nie czas.

Przeczytam wszystkie książki, które mam, a które czekają na przeczytanie. Te na czytniku i te papierowe. Wszystkie trzysta. I komiksy też. W sumie z komiksami to jest tak, że kilka chciałbym jeszcze dokupić. Zrobię to i przeczytam. Od deski do deski.

I filmy obejrzę, na które nigdy nie miałem czasu. Wszystkie zaległe klasyki oraz co smaczniejsze nowości. Seriale telewizyjne warte obejrzenia też nadrobię, choć tu staram się być na bieżąco.

No i oczywiście będę miał czas na zagranie w te wszystkie gry komputerowe, które posiadam. Gdzie tam zagranie? Przejście! W całości! Wszystkie te gietea, farkraje, hitmeny, wiedźminy, stosy strategii i erpegów. No i te niezależne maluchy, które swego czasu kupiłem na pęczki w ramach Humble Bundle. Trochę mi to zajmie, ale spokojnie, znajdę czas.

Ale nie samą rozrywką człowiek żyje. Wrócę też do nauki języków. Pora odkurzyć (raczej: odkopać?) hiszpański i może japoński. A potem może wezmę się za jakieś kolejne – wprawdzie jeszcze nie wiem, jakie, ale coś się znajdzie. Bo ile można ciągnąć na samym angielskim?

Kolejny punkt – bieganie. Do którego już na szczęście wróciłem, ale jeszcze jest mi za mało. Pora wrócić do biegania w tygodniu i robienia dłuższych dystansów. A docelowo – zrobienia jakiegoś przyzwoitego czasu przynajmniej na 10 km…

I jeszcze ładne zdjęcia będę robił. A co!

No i na samym końcu – pisanie. Poprawię wreszcie ten scenariusz filmowy, który napisałem 12 lat temu. I może napiszę książkę… Dziś każdy może być pisarzem, to czemu nie ja? Ale przede wszystkim – blog. Będę pisał dobre, jakościowe teksty. No i przede wszystkim napiszę lub skończę to, co od dawna wisi mi w notatkach. Ten tekst o seksie i porno. O byciu rodzicem. O zmarłych. O głosowaniu. I o otyłych. I o bylejakości. Kurczę, jak się rozpędzę, to może nawet na jutub wejdę?

No i ruszę z tym drugim blogiem. Z tym, o którym tymczasem wiedzą tylko dwie osoby. Tym, który będzie zupełnie inny od tego, co robię tutaj. I który idealnie wstrzeli się w niszę.

A potem zgarnę Blog Roku Onetu, Blog of Gdańsk i jakieś wysokie miejsce w rankingu Tomka.

Taaak… Będzie pięknie. Ale kiedy znaleźć na to wszystko czas? To proste.

Jutro.

To jest ten magiczny dzień, kiedy z pewnością zrobię to wszystko, co chcę i muszę. Albo większość z tego. A przynajmniej zacznę to robić.

No bo raczej nie dzisiaj, prawda? Dziś mam jeszcze tak wiele rzeczy do niezrobienia… Ty też? To nieróbmy razem. Szybciej nam pójdzie.

  • No zdecydowanie fejs się dzisiaj sam nie przejrzy, więc nie ma o czym gadać!

    • No tak, jak jest zapieprz na fejsie, to inne rzeczy muszą poczekać.

  • nieobiektywniej

    Spodziewałam się puenty: jestem na emeryturze 😉

    • To jest jakiś plan, ale obawiam się, że do emerytury lista „to do” się znacząco wydłuży.

  • „juto” to jest otchłań pożerająca wszystkie ambitne plany

  • „Jutro” – cmentarzysko wielkich idei, zbiorowa mogiła niezrealizowanych marzeń. „Jutro” – nie nadejdzie nigdy. Akurat „na czasie”.