Z życia wzięte: dysonans poznawczy

Czyli gdy nagle w życiu spotykają nas rzeczy ze sobą sprzeczne.

Znacie to takie dziwne, swędzące uczucie, gdy przydarza Wam się coś, co stoi w zupełnej sprzeczności z tym, czego się spodziewaliście?

Na przykład gdy w sklepie sprzedawca, kasując paczkę gum, mówi, że to dziwne, bo w sklepie innej sieci te same gumy są tańsze. Przydarzyło mi się to i nie wiedziałem, jak zareagować. Ale gumy kupuję gdzie indziej.

Albo gdy osiedlowy alkoholik, który nieraz prosił o drobne na piwo, w szczerej rozmowie wieczorem mówi „a pan też mnie alkoholizował kilka razy, pamiętam”. Tak, ja też pamiętam i wstydzę się tego, że kiedyś mu te dwa złote na piwo dałem. Ale już nigdy mu nie dam (inna sprawa, że już nie prosi).

Albo gdy osoba, która ma przed nazwiskiem to magiczne „mgr” czy jakieś inne literki, rzuca zupełnie naturalnie w rozmowie „włanczać”, „wziąść”, „bynajmniej” w znaczeniu „przynajmniej” czy inne tego typu kwiatki. W sumie to zdarzyło mi się tyle razy, że już nawet nie dziwi, nawet czekam na pierwsze „poszłem” albo „cofnąć się do tyłu”.

Albo gdy czytam artykuł na popularnym portalu internetowym i na chwilę zapomnę o rzeczywistości i mam wrażenie, że napisał go dziennikarz. A potem przechodzę od leadu do treści właściwej i czar pryska.

Albo gdy banda zupełnie obojętnych mi osób postanawia zostać zawodowymi politykami. I za wszelką cenę próbują mnie przekonać, jaką to piękną Polskę mi zgotują. Jednocześnie szpecąc moje kochane miasto wszelkiej maści szmatami, kartonami, przyczepami czy ostatnio też szablonowymi rysunkami ze swoją twarzą lub nazwiskiem

XXI wiek. Latamy w kosmos, znajdujemy wodę na Marsie, mamy internety i lody Oreo, a nadal są wśród nas ludzie, którzy wierzą że szczepionki powodują autyzm, dziecko można zauroczyć, a bycie powieszonym na każdej latarni w mieście to oznaka sukcesu.

Jeśli podobał Ci się ten tekst, polub mnie na Facebooku!