7 skutecznych sposobów na wypowiedzianą gafę

Zdarza się i najlepszym. Każdy może czasem, w roztargnieniu, chlapnąć jakąś bzdurę. Bywa. Ale z tym krótkim poradnikiem każdy będzie umiał wyjść z tej sytuacji zwycięsko. A czasem nawet z twarzą.


Każdy z nas miał taką sytuację – jest miło, przyjemnie, aż tu nagle w rozochoceniu rzucasz jakimś głupim tekstem. Na przykład w porannym programie radiowym wymsknął Ci się czerstwy żart z pogranicza seksizmu i rasizmu. Albo do szefa zamiast „świetny pomysł” mówisz „pańska żona pociągająco wygląda w skórzanej bieliźnie”. No wiesz, takie drobne niezręczności, wynikające generalnie z roztargnienia.

Co wtedy zrobić?

Możesz oczywiście przeprosić, wycofać się ze swoich słów, po czym zapaść się pod ziemię i próbować tamtędy przedostać się do Ekwadoru, gdzie spędzisz resztę życia pod przybranym nazwiskiem. Ale tak robią ludzie słabi. Ty masz w zanadrzu coś znacznie lepszego. Oto garść metod, dzięki którym każdy zapomni o Twojej drobnej niezręczności.

Metoda „konwencjonalna”

Klasyk. Nazywana też „metodą artysty nowoczesnego”. Widząc zdziwione oczy swoich rozmówców dociera do Ciebie, że musisz tym biednym żuczkom wszystko wytłumaczyć jak chłop krowie na rowie. Na szczęście wyjaśnienie jest uniwersalne, jednowyrazowe i działa zawsze. Mówisz głośno hasło „konwencja” – i gotowe (stąd nazwa metody). Nie ma takiej sytuacji, w której stwierdzenie „to taka konwencja” nie zaskarbi Ci przynajmniej niewielkiego grona sympatyków.

Dodatkowo możesz próbować wpisać swoje zachowanie w jakiś szerszy nurt – bo przecież wszyscy tak robią, tak jest, a tu jeden z drugim z lasu wyszli i się przychrzaniają. Niezrozumienie konwencji to grzech towarzyski porównywalny z noszeniem monokla tył do przodu, więc tym krótkim zdaniem sprawisz, że to Twoi rozmówcy zaczną się wstydzić. Ty zaś zarobisz opinię znawcy i człowieka nietuzinkowego, który wyznacza nowe nurty.

Metoda „na dywersanta”

Niczym dzielny potomek Szarych Szeregów musisz odwalić szybko akcję małego sabotażu. Nic tak skutecznie nie uratuje Twojej skóry jak odwrócenie uwagi. Tu musisz być jak błyskawica – podpal stodołę i patrz, jak ludzie się zbiegają aby ją obserwować.

Z braku stodoły – pokaż palcem (kolejny nietakt, ale nie ma czasu na subtelności, musisz się ratować) za plecy Twoich rozmówców i rzuć jakimś hasłem, które spowoduje, że zapomną o bożym świecie, a co dopiero o Tobie. Uważaj – treść musisz dopasować do odbiorcy. Okrzyk „to chyba nasz papież” albo „Żydy rozkradają Polskę” daje ponad 50% skuteczności, ale warto zapewnić sobie pełen sukces. I tak w Poznaniu krzyczysz „złotówka”, w Łodzi – „pociąg do Warszawy”, na Podkarpaciu „gender”, a do górników i znanego reżysera krzyczysz „trzynastka”. I gotowe. Wycofaj się na z góry upatrzone pozycje.

Metoda „ośla”

Sposób skomplikowany, bo wymaga żelaznej konsekwencji. Wykazujesz się w niej tak zwanym oślim uporem. Brniesz w swoją gafę i nic nie może Cię przekonać do zmiany zdania. Zaczynasz tłumaczyć pointę nieśmiesznego kawału, a potem dla pewności – tłumaczysz ją jeszcze raz. Dumnym gestem odtrącasz wszelkie rzucane przez znajomych koła ratunkowe i starasz się pokazać, że jednak to Ty masz rację. Pomocne zdania: „mylisz się”, „nie, bo zobacz”, „ale daj mi dokończyć”.

Metoda „eksperymentalna”

Kiedy widzisz, że toniesz, a ludzie zamiast kół rzucają w Twoją stronę kowadła – przyjmij na siebie całe to cierpienie. Ale nadaj mu głębszy sens. Cierp dla nauki.

Powiedz, że to wszystko było eksperymentem. Sprytnie zaplanowanym i przeprowadzonym przez Ciebie na żywej tkance – aby coś tam udowodnić. Nie jest ważne co, bo dowód wyszedł i Ty już wiesz. Niestety, wszyscy oblali ten ważny, życiowy egzamin i teraz został im tylko wstyd.

Popraw okulary na nosie (jeśli nie masz, ściągnij je z twarzy najbliższego okularnika – spokojnie, nic Ci nie zrobi) i oddal się w blasku naukowej mądrości. Rzuć pod nosem kilka słów o konieczności publikacji wyników (lepiej zabrzmi „muszę to jak najszybciej wysłać do Lanceta” niż „muszę to opisać na moim blogu”).

Metoda „wierszowa”

W pewnych kręgach znana jako „metoda na Leonardo”, ale warto uściślić, że chodzi o jego rolę w Incepcji, a nie w Titanicu. Musisz zejść głębiej, ale nie utonąć. Metoda podstępna, bo dobrze zastosowana obroni Cię jednym zdaniem – ale nieumiejętnie wdrożona może Cię postawić pod ścianą.

Musisz przywołać na twarz wyraz pośredni między zniesmaczeniem a bezbrzeżnym zdumieniem, po czym wypowiedz dobitnie, z wyraźną nutą pobłażliwości, jedno zdanie. Brzmi ono „Nie umiesz czytać między wierszami”. Gotowe. Interlokutor powinien się zmieszać i zacząć szukać winy w sobie. Ale uważaj! Jeśli trafisz na wyjątkowego upierdliwca, może on, za nic mając własną śmieszność, próbować wyciągnąć od Ciebie tę ukrytą treść wypowiedzi. Wtedy generalnie dupa blada, bo tylko z niej możesz próbować wyciągnąć jakieś wyjaśnienie. Tak wiec albo zapętlasz się na tym jednym, jedynym zdaniu, albo próbujesz innej metody, co może budzić podejrzenia.

Metoda „polityczna”

Metoda wyjątkowa, bo możliwe jest zastosowanie jej na dwa sposoby.

Po pierwsze – rozwiązanie siłowe, zwane szkołą Stefana Niesiołowskiego. Nie daj swojemu rozmówcy dojść do słowa. Używaj określeń, które nie pozostawiają pola do dyskusji. Jeśli trzeba – wyśmiej. Przy czym nigdy nie zwracaj się bezpośrednio do tego, z kim rozmawiasz, a raczej tłumacz osobie trzeciej, z jakim głąbem przyszło Ci się zmierzyć. W miarę możliwości wplataj w swoją wypowiedź słowa „skrajna” i „nieodpowiedzialność” – w losowej kolejności. Jeśli uda ci się dodać coś o podpalaniu Polski, to możesz sobie pogratulować w myślach.

Jest też rozwiązanie finezyjne, zwane szkołą Leszka Millera. Zimne spojrzenie i cyniczny uśmiech to Twój znak rozpoznawczy. Zbagatelizuj całą sytuację. Zachowuj się, jakby to jakieś dziecko Ci napluło na buty. Rzuć swobodnym żartem – im bardziej seksistowski, tym lepiej. Najlepiej w ogóle nie mów o tym, co się właśnie wydarzyło. Gdy uśpisz czujność wszystkich, w nieudolnie zawoalowany sposób powiedz, że Twój rozmówca jest skończonym ćwokiem. A potem pamiętaj – uśmiech, spojrzenie z góry, seksizm. Nikt Cię nie pokona.

Metoda „na magika”

Nie, nie chodzi o żadne sztuczki z oknem. Tym razem musisz sięgnąć do arsenału sposobów używanych przez presdigit… preskitid… przez magików. Psychologia, szybkość ruchów, odwrócenie uwagi, może od czasu do czasu rekwizyt – to najtrudniejsza z metod. Ale dobrze zastosowana daje stuprocentową skuteczność.

Nie reaguj na żadne słowne zaczepki. Ignoruj wytykanie Ci błędów. Po prostu patrz beznamiętnie prosto w oczy swojego rozmówcy. Nie mów ani słowa. W krótkim czasie cisza skutecznie zwycięży ujadanie Twojego oponenta. Będziecie milczeć, a Ty nie przestawaj przewiercać go wzrokiem. To jest ten moment, gdy musisz zdobyć przewagę psychologiczną. A także zbudować odpowiednie napięcie i odwrócić uwagę od szykowanego wielkiego finału.

Kiedy milczenie staje się nieznośne, cisza zaczyna dzwonić w uszach, a atmosfera staje się gęsta jak powietrze w Krakowie, wtedy szybkim ruchem wyprowadzasz cios prosto między oczy przeciwnika. Jeśli możesz go zadać jakimś tępym przedmiotem – tym lepiej. Bądź jak kobra. Jeden cios, który załatwi sprawę. Następnie dość szybkim krokiem oddal się na wcześniej upatrzoną pozycję.

Powyższe sposoby są sprawdzone i dają pewność bezpiecznego wycofania się z popełnionej gafy. Stosuj je zawsze, gdy zajdzie potrzeba – i nie zapomnij przekazać ich znajomym (na przykład na Facebooku), aby i oni mogli z każdej niezręczności wyjść z twarzą.

Foto: Terrance HeathCC BY-NC 2.0

  • Na szczęście rzadko mi się to zdarza. Poradnik przydatny, oby nie był potrzebny 😀

    • Oby! Ale zobaczysz wkrótce, jak wiele osób używa tych sposobów 🙂

      • ;)Czyli wiele osób popełnia gafy:) Jak w serialach^^