Rzuć mięsem

To będzie tak zakurwis…y wpis, że ja pierd…lę.

OK, ręka do góry, kto nie miał problemu ze zrozumieniem powyższego zdania? Dziękuję, możecie opuścić ręce. Dziwnie wyglądacie przed komputerami, współpracownicy na was patrzą.

To nie było trudne, prawda? Tam powyżej wystarczyło dodać to i owo (a właściwie tylko „to”), aby mieć pełne słowa. Umiesz sobie z tym poradzić. Tego typu cenzura jest dość powszechnie stosowana – w starych mediach, w nowych mediach, w postach twoich znajomych na fejsie.

Tylko – po co?

Tego typu cenzura to obłuda. I to podwójna.

Po pierwsze: ty może nie używasz przekleństw, ale zmuszasz swojego odbiorcę do użycia ich w głowie. Przy czytaniu. Ty masz sumienie czyste jak łza, a czytelnik? Kto by się nim przejmował! Przecież mógł nie czytać. Jak zaczął, to razem z całym dobrodziejstwem inwentarza. Które w tym wypadku oznacza dyskomfort wynikający z przeklinania.

Bo to jest dyskomfort, prawda? W przeciwnym wypadku – po co się cenzurujesz?

Po drugie – tylko wydaje ci się, że nie przeklinasz. W rzeczywistości rzucasz mięsem, aż miło. Że przystrajasz je w cnotliwe szaty wielokropka i gwiazdek? To nic nie znaczy. Twoje przekleństwo jest tam, pod samym spodem. Pełni taką samą rolę jak te nieocenzurowane – wzmacnia przekaz, podtrzymuje rozmowę, przekonuje do twoich argumentów. A że ubierasz je w jakieś dziwne znaki – to już Twój kaprys. Podobnie jak ludzie, którzy mówią „kurteczka” – oni też przeklinają. Na swój sposób.

No i po ostatnie – mam w nosie tego typu łamigłówki. Jak widzę gdzieś napisane, że kogoś nazywają „sk…m”, to się poważnie zastanawiam. Skurwysynem? Skurwielem? Skinheadem? A może skoczkiem? Nie mam pojęcia.

Nie zachęcam nikogo do bluzgania niczym marynarz, który walnął się młotkiem w palec. Wulgaryzmy nie bez powodu tak się nazywają – i chociaż coraz śmielej wkradają się do codziennego języka, to nie ma powodu otwierać im szerzej drzwi. Ale jeśli już autentycznie musisz zakląć w piśmie – to rzuć śmiało soczystą „kurwą”.

Ulży Ci. Innym też.

Foto: Mike CC BY-NC-SA 2.0

Jeśli podobał Ci się ten tekst, polub mnie na Facebooku!