Najlepsze pomysły przychodzą przed snem – wywiad z Aleksandrą Wawrzynów (Nerdycook.in)

Przed tygodniem podczas gali kończącej Blog Forum Gdańsk 2015 odebrała prestiżową Nagrodę Jury Blog of Gdańsk. Dziś w rozmowie ze mną opowiada o swoich początkach gotowania, blogowania – oraz o tym, skąd wziął się pomysł na opisywanie tradycyjnych, gdańskich przepisów. Przed Wami Aleksandra Wawrzynów, autorka bloga Nerdycook.in.

Olu, powróćmy do niedzieli, 27 września. Siedzisz na widowni, trwa gala wręczenia nagród…

To był koniec drugiego dnia Blog Forum Gdańsk. Byłam zmęczona, chciałam już jechać do domu i zastanawiałam się, co zjem na kolację. Obserwowałam to, co się dzieje na scenie, ale myślami byłam gdzie indziej. Wtedy usłyszałam nazwę mojego bloga. Powiedzieć, że byłam zaskoczona, to mało. Byłam w szoku – i to konkretnym. Sądziłam, że się przesłyszałam. Idąc w kierunku sceny patrzyłam cały czas pod nogi. Bałam się, że się potknę i upadnę. Przez wzruszenie nie docierało do mnie, co się dzieje.

NerdyCookinAż tak?

Trochę mnie to wszystko przerosło i emocje wzięły górę. Byłam wzruszona nie tylko samym wyróżnieniem, ale i życzliwymi reakcjami znajomych.

Jak sądzisz – dlaczego Ty i Twój blog? 

Myślę, że jury doceniło przede wszystkim oryginalny pomysł. Powrót do kulinarnych korzeni to ciekawa alternatywa dla wszechobecnej fascynacji kuchnią innych krajów. Sądząc po zainteresowaniu czytelników, mieszkających za granicą, jest to dobra promocja nie tylko miasta i regionu, ale i Polski.

Twoje wpisy budzą pozytywne emocje – jak myślisz, czy możliwe byłoby blogowanie kulinarne oparte na emocjach negatywnych?

Jest wiele formatów kulinarnych bazujących na złych emocjach. Kreacje oparte na wulgaryzmach czy podkreślaniu pogardy dla umiejętności kulinarnych. Operowanie kontrowersją zawsze było łatwym sposobem na zaistnienie, niezależnie od tematyki.

„Emocje” to moim zdaniem jedno z dwóch słów – kluczy tegorocznej edycji Blog Forum. Drugim jest „warsztat”. A zatem – cytując klasyka – „jak powstają Twoje teksty”?

To można ująć w pewien schemat. Najpierw jest pomysł, inspiracja, a w przypadku cyklu “kuchnia gdańska” wybór odpowiedniego przepisu. Zanim cokolwiek zrobię, przeglądam całą książkę i wybieram to, na co mam aktualnie ochotę. To istotna część, ponieważ zawsze próbuję tego, co zrobię.

Zawsze?

Muszę mieć pewność, że nie puszczę w świat jakiegoś paskudztwa, które tylko ładnie wygląda.
Następnie przeliczam proporcje, zamieniam kwarty na litry, łuty na gramy, zazwyczaj również zmniejszam ilości. Najczęściej o połowę.

Dlaczego?

Dawne przepisy powstawały w czasach, kiedy dominowały rodziny wielodzietne. Bardzo często też kilka pokoleń mieszkało pod jednym dachem. Nic dziwnego więc, że podaje się ilości na kilkanaście porcji. Teraz jest inaczej. Nawet sprzęt kuchenny nie jest dostosowany do takich proporcji. Ciasto z 20 jaj po prostu nie zmieściłoby mi się w piekarniku.

NerdyCookin2Jak wtedy gotujesz?

Jeśli nie jestem pewna, co wyjdzie –  robię danie na próbę. Przy prostszych przepisach – przyrządzam je od razu. W trakcie przerywam, robię kilkanaście zdjęć plus na koniec zdjęcie gotowego dania.

Brzmi jak coś, co można ogarnąć w jedno popołudnie.

Bywają sytuacje, kiedy do wpisu przygotowuję się kilkanaście dni wcześniej. Znalezienie ozora wołowego czy grasicy zajęło mi kilka dni, bo ciężko było je dostać. Sporo czasu zajmuje mi szukanie zamienników dla produktów obecnie niedostępnych.

A co musiałaś zamieniać?

Ozór cielęcy na wołowy. Albo inny przykład – wino reńskie. W książce nie ma informacji o jaki rodzaj chodzi, ani jaki smak miało.  Obecnie wybór jest ogromny, czerwone, białe, słodkie czy wytrawne. W takiej sytuacji staram się dobrać takie, aby pasowało do przygotowywanego dania. Do ciast słodkie lub półsłodkie, do reszty dań najczęściej półwytrawne.

Niespecjalnie precyzyjne te stare przepisy…

Dużym wyzwaniem jest również ustalenie właściwych warunków przygotowania potrawy. Na przykład w przypadku ciast pojawia się informacja ”piecz tak długo, aż będzie dobre”. Ani słowa o temperaturze czy czasie. I mój faworyt: “gotowe do pieczenia ciasto zanieś do piekarza”. Tak samo przy określaniu ilości ”dodaj tyle, ile będzie potrzeba”. To naprawdę nie jest takie proste.

I co wtedy? Metoda prób i błędów?

Jeśli potrawa jest mi znana, robię „na oko”. Czasem metodą prób i błędów dodaje składniki stopniowo mając nadzieję, że się uda. Z ciastami jest nieco gorzej. Najczęściej włączam piekarnik na 180 stopni, po jakimś czasie sprawdzam czy rośnie – jeśli za wolno, to podkręcam do 200-220 stopni. Tutaj zdaje się na wyczucie i doświadczenie.

To ile czasu średnio zajmuje Ci przygotowanie dania na blog?

Są przepisy, które przygotowuje się w ciągu kilkunastu minut oraz takie, które absorbują na dłuższy czas. Idealnym przykładem są marynowane niedojrzałe orzechy włoskie. Od zebrania owoców, do finalnego zawekowania w słoik minęły prawie 4 tygodnie. Często jeden dzień poświęcam na gotowanie kilku potraw, a kolejny na selekcję i obróbkę zdjęć oraz tekst. Gdyby rozpisać to na godziny, przy krótszych, mało skomplikowanych daniach byłoby to ok 5-6 godzin, przy dłuższych, około 10-12.

Właściwie to skąd wziął się pomysł na stare, gdańskie przepisy?

Kilka lat temu byłam w Istambule. Mieszkaliśmy w najstarszej dzielnicy miasta – Sultanahmet. Przypadkiem odkryliśmy małą knajpkę, w której jedli głównie miejscowi. Serwowano tam tradycyjne, proste i niezwykle smaczne dania – do tej pory wspominam chrupiące mięso,  grillowane w ziołach i miejscowych przyprawach. To wtedy pierwszy raz pomyślałam, że warto byłoby sięgnąć do dawnej kuchni polskiej. Tak trafiłam na książkę z gdańskimi przepisami z XVI-XVIII w.

A jak jest z Twoimi przepisami inspirowanymi grami komputerowymi czy ogólnie popkulturą?

Najlepsze pomysły przychodzą przed snem. Zrywam się wtedy i zapisuję, choćby tylko hasłami. Czasem coś pojawia się w głowie podczas grania, oglądania filmu, czy czytania książki. Przebłysk – myśl, która pojawia się znikąd i ewoluuje w przepis. Zdarza mi się w takich momentach rzucić wszystko i zabrać za gotowanie.

Podsuwam pomysł: może coś z kuchni komiksowej? Jesteś fanką Thorgala i Asteriksa – czemu nie zrobisz choćby wywaru Panoramiksa?

Ciekawe, że o tym wspomniałeś. Był pomysł na wywar Panoramiksa, ale odpuściłam. Nie wiem czy wiesz, ale już ktoś opracował przepis. Nie chciałam, aby moje danie było z nim porównywane, a z pewnością prędzej czy później by do tego doszło.

Przy okazji gdańskiej książki kucharskiej wspomniałaś, że części przepisów nie przygotujesz ze względu na niedostępność składników. Co jest poza Twoim zasięgiem?

Chciałabym kiedyś przygotować minogi. W Polsce te kręgowce są zagrożone wyginięciem i pod ścisłą ochroną. Ostatnio widziałam film o kuchni hiszpańskiej, podczas uroczystej rodzinnej kolacji przyrządzali właśnie minogi. Pewnie kiedyś się tam wybiorę tylko po to by sprawdzić smak tej potrawy.

A jest coś, na czym poległaś z kuchni gdańskiej?

Sos beszamelowy. Mimo, że dwa razy przeliczyłam proporcje, wyszedł obrzydliwy. Zastanawiałam się, czy na pewno wszystko dobrze zrobiłam, ale nie miałam ochoty próbować po raz kolejny. W końcu zastosowałam mój sprawdzony przepis.

Wspominałaś też na blogu, że przy okazji przepisów gdańskich wyszło parę ciekawych połączeń smakowych.

Bardzo pozytywnie zaskoczyli mnie “biedni rycerze”. Przepis najpierw przyciągnął mnie nazwą, a potem prostotą. Robiłam wcześniej grzanki, ale nigdy takie. Nie spodziewałam się, że wyjdą takie dobre. Od tamtej pory co jakiś czas serwuję je na śniadanie. Dość ciekawe dla mnie były również ozory w cieście piwnym – smakowały jak boczniaki.

Zdarza Ci się eksperymentować z przepisami?

Rzadko trzymam się ściśle przepisu, chyba że robię go po raz pierwszy i wydaje się skomplikowany. Jeśli coś zrobię i wyjdzie, następnym razem eksperymentuję, dodając np. inne przyprawy. Niezwykle rzadko robię dokładną kopię dania. W przypadku ciast często odmierzam proporcje “na oko”. Dodaję składniki patrząc na konsystencję i próbuję. Zawsze. Nawet surowe. Doprawiam i kombinuję.

Patrząc na niektóre Twoje przepisy aż trudno uwierzyć, że jesteś stuprocentowym samoukiem – ile czasu zajęło Ci przejście od „nauczę się gotować” do „umiem gotować” albo „napiszę o tym blog”? 

Kilka lat. Może nawet kilkanaście. Początki były niezbyt dobre, ale zawsze mnie do tego ciągnęło. Nie na tyle, żeby wiązać się z tym zawodowo, ale wystarczająco, aby stało się pasją.

No to słucham o tych początkach…

Zaczęło się od pomagania w kuchni, ale w ograniczony sposób. Babcia w trosce o moje bezpieczeństwo nie pozwalała mi dotykać ostrych narzędzi ”bo się zatnę”, a bez noży nie da się przecież nic zrobić. Lepiłam wiec pierogi – do tej pory tego nie lubię – wałkowałam ciasto, mieszałam sałatki itp.

Gdy miałam 8 lat odwiedziła nas ciotka. Była zaskoczona, że nie przygotowuję sobie jedzenia. Pokazała mi jak włączyć kuchenkę gazową i jak w odpowiedni sposób posługiwać się nożami i innymi przyrządami kuchennymi. Trwało to godzinę lub dwie. Byłam zachwycona. Po jej wyjeździe, gdy nikogo nie było w domu znikałam w kuchni i próbowałam” gotować”. Gdy było to możliwe, podpatrywałam mamę i babcię, ale zazwyczaj wyganiały mnie z kuchni, żebym “nie pałętała się pod nogami”.

Pierwsza samodzielnie przygotowana potrawa?

Gotowane ziemniaki. Obrane w sześciany wrzuciłam do wody i czekałam. Skończyło się na przypalonym garnku. Potem było trochę lepiej. Zaczęłam czytać książki, przeglądać czasopisma i ćwiczyć. Bardzo denerwowałam się, kiedy danie okazywało się niedobre. Nie mogłam zrozumieć, czemu publikuje się przepisy na niesmaczne dania.

To dlatego próbujesz potraw przed publikacją!

I tak, i nie. Próbuję przede wszystkim w trakcie gotowania, dzięki temu mogę kontrolować ilość przypraw, które dodaję. Jestem w stanie stwierdzić czy idę w dobrym kierunku. Czasami, jeśli coś zrobię źle, dzięki próbowaniu „w trakcie” mam szansę naprawić błąd.

I tak, krok po kroku, stałaś się blogerką kulinarną?

Gdy nabrałam nieco wprawy zaczęłam eksperymentować. Nie czuję się ekspertem kulinarnym, ale uważam, że mam dobre wyczucie smaku. W sumie to pewnie w kuchni czuję się od dopiero kilku lat. Do napisania bloga namówił mnie Marcin (nolifestyle.com). Początkowo nie byłam przekonana, ale pomysł chwycił. Najważniejsza była cierpliwość i wytrwałość.

NerdyCookin1 (1) (1)No właśnie – my tu o kuchni, ale nagrodę dostałaś nie za potrawy, a za blog. Jak oceniasz te dwa lata swojego blogowania?

Wiesz, że na początku wstydziłam się bloga? Było na nim wtedy tylko kilka niepasujących do siebie wpisów. Irytowało mnie, że nie mam czasu na ich dopracowanie. Nie do końca miałam też pomysł na całość. Chciałam robić wszystko i nic.

Znam ten ból.

Gdy blog miał kilka miesięcy, a ktoś zapytał mnie: o czym jest – nie potrafiłam tego jednoznacznie określić. Odpowiadałam wymijająco, jakbym przepraszała, za to, co robię. Gdyby ktokolwiek mi wtedy powiedział, że dostanę nagrodę jury Blog of Gdańsk, uznałabym, że zwariował.

A jednak to nie wariactwo.

Nie rozmawialibyśmy teraz, gdyby nie ogromne wsparcie i pomoc Marcina. Czasami miałam napady frustracji i rezygnacji, nie “czułam” tego co robię. Chwile zwątpienia. Może zmienić nazwę? Może pisać o czymś innym?

Na przykład o czym?

Przez moment był pomysł stworzenia drugiego bloga, skorelowanego z moim wykształceniem – jestem kosmetologiem. Strasznie mnie irytowało, jakie bzdury ludzie wypisują na temat kosmetyków w internecie i prasie. Wiedziałam jednak, że nie znajdę czasu na dwa blogi. Może w przyszłości pojawi się nowy dział.

I wtedy z blogerki kulinarnej staniesz się lifestylową?

Czas pokaże.

To może spróbuj podsumować tę Twoją drogę blogerską i daj jakąś dobrą radę osobom chcącym otrzymać Blog of Gdańsk? Na przykład mi?

Pomimo tak ogromnego wyróżnienia nie czuję się ekspertem. Podchodzę do całej sprawy z pokorą i wdzięcznością. Mogę tylko doradzić, by nie wątpić w siebie i robić to, co się czuje. Nawet jeśli na początku nie ma się czym pochwalić. Cierpliwość i wytrwałość. Reszta sama przyjdzie.

Czy masz poczucie, że – cytując wystąpienie Konrada – dobrze robisz dobre rzeczy na blogu? Jak realizować etyczne blogowanie kulinarne?

Etyczne blogowanie powinno opierać się przede wszystkim na założeniu, że bierzemy odpowiedzialność za to, co piszemy. W przypadku przepisów można rozpatrywać to na wielu płaszczyznach Ważne dla mnie jest by potrawy, które prezentuję były zdrowe i rzeczywiście smaczne. To kwestia szacunku do odbiorców.

Masz świetne poczucie humoru, a Twoje wpisy pozakulinarne charakteryzują się bardzo lekkim piórem oraz dobrymi obserwacjami. Nie kusi Cię, aby częściej niż raz na jakiś czas popełnić wpis zupełnie niezwiązany z gotowaniem? 

Pomysłów jest mnóstwo, mam kilkadziesiąt szkiców, które czekają od kilku miesięcy i ciągle dochodzą nowe. Wszystkie są w mniejszym czy większym stopniu zaczęte, ale nieskończone. To moja największa wada. Nie potrafię skupić się na tyle, żeby za jednym razem skończyć cały wpis. Jeśli nad jakimś siedzę zbyt długo, przerywam, zaczynam  inny i później wracam do pierwszego. Brakuje mi silnej woli, żeby skończyć . Pamiętam, że podobnie było z moją praca magisterską – zwlekałam miesiącami, by wpaść w panikę i napisać całość w 3 tygodnie, zawalając kilka nocy pod rząd. (śmiech)

Z drugiej strony bardzo zależy mi, aby finalnie wpis był dobry. Mam kilka pomysłów na teksty bardziej merytoryczne, zero gotowania. Jak wspomniałam wcześniej – prawdopodobnie powstanie nowy cykl związany z moim wykształceniem.

Kiedy?

Potrzebuję czasu i wytrwałości, aby w końcu je opublikować. Jest to dla mnie frustrujące, że często nie potrafię cierpliwie skończyć, dużo rzeczy mnie rozprasza. Do tego permanentnie brakuje mi wolnego czasu. Teraz trochę się pozmienia. Wygrana jest dla mnie ogromną szansą, mam pełną świadomość, że jeśli teraz odpuszczę, to nigdy sobie tego nie daruję.

OK, na koniec – ulubiony zeszyt Thorgala i dlaczego właśnie „Łucznicy”? 

(śmiech) Pudło. Nie mam ulubionego, ale jest jeden, do którego mam sentyment: „Gwiezdne dziecko”. Był to pierwszy komiks i długo jedyny z tej serii, który na okrągło czytałam. Zauroczyła mnie ta opowieść. „Łucznicy” są na zasłużonym drugim miejscu.

Foto: Marcin Michno, nolifestyle.com

  • Nie żeby tam coś, ale ja wciąż czekam na PEWIEN SZCZEGÓLNY WPIS OLI 😀

    • Nie Ty jedna 😉

      • Będzie robione! Nadrobię zaległości i się wezmę za projekty :> #cozaniecierpliwiludziewtychinternetach

    • Aga…wiem…pamiętam.. Szkic leży. On dojrzewa…daj mu jeszcze trochę czasu, a dojdzie w tym miesiącu :3

  • Ja czekam na książkę i trzymam kciuki, bo to na bank dużo pracy.

  • „gotowe do pieczenia ciasto zanieś do piekarza” – to mnie urzekło <3

    Gratuluje wywiadu. Bardzo przyjemnie się go czytało 🙂