Z życia wzięte: wycieczka rowerowa

Mieszkam w Gdańsku, więc rower jest tu naturalnym sposobem poruszania się po mieście.

Aha, zanim zacznę – ten wpis może zawierać treści nieodpowiednie dla osób wrażliwych. Zostaliście ostrzeżeni.

No to teraz historia właściwa.

Jedziemy sobie na rowerach. Albo rowerami. W sumie – co za różnica? Wiadomo, o co chodzi. Koła się kręcą, wiatr (to Gdańsk, tu zawsze jest wiatr) szumi w szprychach, dookoła ładne budynki – jest przyjemnie. Przejeżdżamy przez parking między Teatrem Szekspirowskim a gdańską delegaturą ABW. Przez ten parking wiele osób skraca sobie drogę.

Tak było też i tym razem. Z naprzeciwka idzie rodzinka. Rodzice i dwójka dzieci. Idą oczywiście przez parking, oczywiście zagadani, oczywiście prosto na nas. Na kolizyjnym ze mną jest chłopiec, który chyba za punkt honoru postawił sobie nie patrzeć przed siebie.

Zwalniam, przygotowuję się do ominięcia dzieciaka albo zatrzymania. Wtem! Uaktywnia się matka, krocząca dumnie koło chłopaka po parkingu:

– Zejdź z ulicy – mówi automatycznie.

I dalej zasuwa po parkingu. Because fuck logic.

To my też zasuwamy. Przed siebie. Aż nagle poczuliśmy głód. Szybki skan otoczenia i po chwili parkowaliśmy przy Europejskim Centrum Solidarności. Żeby przetestować tamtejszą restaurację.

Było smacznie, a nasze stroje rowerowe nie budziły żadnej sensacji. Bo i czemu miałyby?

Po obiedzie idziemy odpiąć „rumaki” i nagle widzimy obok nich przypięty stary rower. Taki trochę już złom (ale tylko z wyglądu). W sumie – ponieważ znajdujemy się na terenie stoczniowym – ten rower mógł tam być przypięty od czasu strajków w 1980.

Nagle coś przykuło moją uwagę.

– Co tu jest w bagażniku?

– Chyba jakiś korzeń – powiedziała żona, ale szybko zrozumiała, że się myli. Korzenie nie mają zębów i pazurów.

20150830_170433

Widzicie tę mumię na bagażniku? Jeśli nie – służę przybliżeniem.

20150830_170448

Podobno to kot. Nie wiem nic więcej.

Podsumowując – koło ECS stał stary rower, który miał w bagażniku zmumifikowane zwłoki kota. Albo ten rower stoi tam od tak dawna, że pojawienie się martwego zwierzęcia było naturalne, albo to jakiś nowy prank, polegający na podrzucaniu sobie trucheł zdechłych kotów.

Albo ktoś jeździ po mieście z czymś takim w koszyku. Bo może.

  • Klap klask klap klask klap klask klap klask

  • Nie wygląda mi to na kota, chopć z drugiej strony, czy to wygląda na cokolwiek?
    Mam jednak nadzieje, ze ktoś ma specyficzne poczucie humoru i to popdrzucił. Opcja, że ktoś mógłby z tym jeździć po mieście mnie przeraża.

  • Olo

    Tak się kończy zostawianie zwierząt w bagażniku. Nikt nie zareagował, nikt nie zdobył się na odwagę i nie wybił szyby. Precz ze znieczulicą!

  • Cuda w tym Gdańsku macie. Albo to street art new style jakiegoś niespełnionego artysty. Tudzież szamana, który zgłodniał i postanowił coś zjeść.

    • Masz rację, to może być voodoo! W takim razie dobrze, że nie ruszałem 🙂