5 rzeczy z Japonii, za którymi najbardziej tęsknię

To już ponad dwa lata, jak wróciłem z Kraju Wschodzącego Słońca. I nadal nie rozumiem, czemu u nas nie ma kilku prostych rzeczy.

W Japonii jest masa rzeczy, których w Polsce nie ma i nigdy (albo bardzo długo) nie będzie. Czarujące świątynie, wielkie miasta, wszechogarniające poczucie bezpieczeństwa, a nawet – momentami – przyszłość: nie spodziewam się tego za kilka chwil na ulicy Gdańska, Warszawy czy nawet Sosnowca.

Są jednak w Japonii niesamowite udogodnienia, których przeszczepienie na nadwiślański grunt nie powinno być trudne. A jednak, z jakiegoś powodu – się nie da. A są to tak cudowne rzeczy jak:

Automaty

DSCF8731Ze wszystkim. Wszędzie. Po kilka na każdym rogu. Z cenami porównywalnymi ze sklepami. I zawsze mające wydać resztę. Nie wiem, jak to było możliwe, ale zawsze. Dzięki nim o każdej porze dnia i nocy, bez problemu i kłopotliwego kontaktu ze sprzedawcami, można było nabyć coś do zjedzenia lub (najczęściej) wypicia. Japońskie automaty są super i nie rozumiem, dlaczego w Polsce chowa się je gdzieś pod ziemię, do wnętrz sklepów i oferuje w nich tylko te same dwa gazowane napoje.

Pewną jaskółka było pojawienie się automatu robiącego świeży sok pomarańczowy, ale po dwóch latach przestałem wierzyć, że będzie z tego coś więcej.

Były jeszcze automaty do zamawiania jedzenia w barach. Tak samo jak w przypadku zamawiania twarzą w twarz – nie miałem pojęcia co zamawiam, ale przynajmniej nie musiałem podejmować kłopotliwych prób dogadania się z obsługą. W tym zakresie widzę pewien postęp, bo tego typu urządzenia pojawiły się ostatnio w McDonald’s i odbieram je jako najfajniejszą rzecz w tych lokalach od czasu McFlurry.

Ramen

Ogólnie mógłbym zatytułować ten punkt „jedzenie” lub „smaki”, bo tak pysznych rzeczy jak tam to nigdzie na wycieczce nie jadłem. Niestety, nasze sushi restauracyjne przypomina najwyżej tamtejsze z supermarketu, z pozostałych dań można zrobić zupę miso z torebki, a zielonej herbaty o prawdziwie japońskim smaku w Polsce nie uświadczysz.DSCF0279

Ale prawdziwym symbolem jest dla mnie ramen. Potrawa, która – z czego zdaję sobie sprawę – ma niezliczoną ilość smaków i wariantów, więc trudno mówić, że szukam jednego, konkretnego. Niemniej siorbałem ramen w kilku japońskich miastach i mam jakieś o nim wspomnienia. Tymczasem u nas ramen w polecanej japońskiej restauracji w Gdyni był cienkim wywarem, a w lokalu z ramenem w centrum Warszawy… jakąś zupą, do której władowano wszystko. Łącznie z kukurydzą z puszki (!) oraz mielonym mięsem z sosem ze słoika (!).

Tymczasem gdzieś w Kioto czeka na mnie prosty ramen, z samym tylko makaronem, kawałkami mięsa i dużą porcją szczypiorku do samodzielnego nakładania. Który te polskie wynalazki rozłoży na łopatki jedną łyżką.

Sklepy całodobowe

„Ależ jak to?” – zawołacie zaskoczeni, bo pewnie myślicie, że Was słyszę. „Przecież u nas są sklepy całodobowe!”. Coś te blogery kręcą…

Ustalmy coś – w Polsce są dwa rodzaje sklepów całodobowych: Tesco i monopolowe. Czyli albo gigantyczny hipermarket, w którym możesz kupić rozmrożony chleb i paczkę makaronu na późną kolację po wyrobieniu nadgodzin w korporacji, albo mały sklep osiedlowy, w którym kupisz pół litra na zastanowienie się nad swoim życiem – również po wyrobieniu nadgodzin w korporacji.

Tymczasem w Japonii sklepy całodobowe są prawie na każdym rogu, trochę przypominają nasze Żabki lub Fresh Markety, można w nich kupić owoce, warzywa, chemię, dania gotowe – a te ostatnie nawet od razu podgrzać w mikrofalówce lub zalać wrzątkiem.

I jeszcze wiecznie uśmiechnięty i nad wyraz kulturalny sprzedawca dołoży do tego gratis pałeczki! Tak, kultury obsługi klienta też mi brakuje – jak choćby mówienia „dzień dobry” każdemu wchodzącemu do sklepu. Przez cały obecny personel.

A wszystko to w samym centrum Tokio, o drugiej w nocy.

Drobiazgi usprawniające życie

Początkowo chciałem napisać tylko o wsiadaniu do pociągów. Bowiem jest to coś, czego nie można w naszej części świata zobaczyć. Na peronie narysowane są linie, wzdłuż których ustawiają się oczekujący pasażerowie. Pociąg wjeżdża na stację i staje tak, że drzwi wagonów znajdują się dokładnie naprzeciwko linii. Ludzie wysiadają, ludzie wsiadają, pociąg odjeżdża.

DSCF9957Proste, genialne, łatwe do wprowadzenia, usprawniające życie. Aha, podobnie jest w metrze, tramwajach czy autobusach.

Ale potem uświadomiłem sobie, że wsiadanie do pociągów to tylko jeden z elementów większej układanki. Tego wielkiego zbioru drobiazgów, dzięki którym życie jest prostsze. Tabliczek mówiących którą stroną schodów się poruszać. Drogowskazów co pięć metrów, prowadzących za rękę z jednej stacji metra na następną. Oznaczania północy przy wyjściu z metra. Dorzucanie do jednorazowych pałeczek w sklepie wykałaczki. Plany dzielnic przy wyjściach z dworców i nie tylko.

Nie, to nie jest słynna zaawansowana technika japońska. To jest coś, co można mieć już dziś. Trzeba tylko chcieć.

Czystość

Tu nie ma się co rozwodzić – zero papierków na chodnikach. Zero liści. Zero psich kup. Zero wyplutych gum

Czysto. Po prostu czysto. Sam nie wiem, jakim cudem.

Bo teraz będzie najlepsze – w Japonii na ulicach nie ma śmietników.


Jakby ktoś z Was chciał mi zasponsorować wyjazd do Japonii, to proszę o kontakt mailowy. Od stycznia ruszają połączenia bezpośrednie z Warszawy, nawet nie takie drogie…

 

  • Tak w kwestii tego jedzenia.
    To owszem, Japonia zabija smakami tworzonymi z prostych rzeczy, które u nas trudni powtórzyć ale.. Tajlandia, o człowieku to jest dopiero miejsce w którym rozumiesz co to znaczy smak w kuchni, co to znaczy wstać z łózka by coś zjeść i jedzenie kilkunastu posiłków bo szkoda czegoś nie spróbować 🙂

    Co do tych linii w metrze. Byłeś kiedyś w metrze w godzinach szczytu jak miły pan z obsługi stacji wpycha ludzi kijem żeby się drzwi zamkneły od kolejki? ;D
    Doprawdy niesłychany widok 🙂

    • Kiedyś pojadę do Tajlandii. Może. Wtedy z pewnością coś tam zjem. Tymczasem pozwól mi usychać z tęsknoty do ramenu… I nie wierzę, że to jest u nas nie do powtórzenia. Mam raczej wrażenie, że u nas ramen gotują ludzie, którzy niekoniecznie byli w Japonii, ale coś im się o uszy obiło. Ta kukurydza z puszki… kto na to wpadł? Skąd przekonanie, że ramen musi mieć WSZYSTKO?

      W godzinach szczytu do metra się nie pchałem, więc panów nie widziałem. Słyszałem tylko o nich, ale nie w wersji z kijem, a w białych rękawiczkach.

      • Och ja rozumiem Twoją tęsknotę gdyż znam ten smak. Znam ich wiele z Japonii.
        Masz sporo racji, że u nas ramen gotują ludzie, którzy nie tylko nie wiedzą czym jest ta potrawa ale nawet nie stali w kuchni z kimś kto to wie a co dopiero potrafią.
        To samo z sushi czy z wielokam bardzo prostymi potrawami, które są normą w „chinach” a u nas zawierają groszek, marchewkę.. gdzie im się urodziło, że w chińskich potrawach takie warzywa w zasadzie?

        Ja byłam w Tokio bardzo wiele lat temu, a znając tempo rozwoju mogli już zamienić kije na rękawiczki 🙂

        • Ostatnio w jednej susharni w Gdyni namierzyłem onigiri. Za 10 zł. I trzeba było na nie czekać kilka minut. Japończyk by się pociął na wieść o czymś takim.

  • Nie lubie podróżować, bo bardzo źle znoszę podóże, ale Japonia, to jest coś co mi się marzy. Nie wiem czy to z powodu „Wyznań Gejszy” cZy zwykłego bycia mangozjebem, ale szalenie chciałabym zwiedzić Japonie.

    • Powiem tak: czekaj na promocje na bilety lotnicze i wydaj każdą kasę, żeby nie ograniczać się na miejscu. Nie będziesz żałować.

  • Ostatnio gdzie nie spojrzę, tam wszyscy wyrażają chęć odwiedzenia, pojechania czy zwiedzenia Japonii ciekawe czy to taki zryw, moda czy po prostu od zawsze wszyscy tego chcą 😀 Sama nie pamiętam od kiedy ja o tym marzę, no ale póki co musi mi wystarczyć TheUwagaPies 😉

    • Wydaje mi się, że są takie miejsca, o których podświadomie, może z powodu wychowania i przesiąknięcia szczątkami PRL, a może tak po prostu, myślimy, że nigdy tam nie polecimy. A potem okazują się być w zasięgu ręki. Tak jest z Japonią, stąd nie dziwi mnie wielka liczba osób chcących ją odwiedzić.

  • Kama

    Do Twojej listy dodam jeszcze kulturę ludzi. Zwłaszcza w sklepie, restauracji, zresztą- każdego kto ma do czynienia z klientem. Przysłowie „Klient jest Bogiem” sprawdza się u nich w 100%. Szkoda, że w Polsce klient to osoba, która zawraca przysłowiowe 4litery… 😉

    • To działa w dwie strony. U nas są sprzedawcy (na szczęście chyba coraz mniej), którzy faktycznie traktują klientów jak dopust boży, ale są też klienci, dla których sprzedawca to jakiś podczłowiek, właściwie przedmiot.