Osiem faktów, których dowiedziałem się o bagnach

Chodzenie po bagnach wcale nie przypomina chodzenia po górach. Nie dajcie się nabrać.

W weekend miałem okazję pochodzić po bagnach. Takich prawdziwych. W ramach wypadu integracyjnego z firmy. Jeśli brzmi to dość enigmatycznie – już wyjaśniam, a jednocześnie dzielę się wiedzą na temat przemieszczania się po bagnach.

Bagna są głębokie

Jeśli na hasło „bagno” widzicie taką nieco bardziej błotnistą polanę, to muszę Was zmartwić – to nie jest bagno. Bagno to takie niesamowicie błotniste jeziorko. A jeśli jeziorko, to dno jest nieco niżej, niż możecie się spodziewać. Jeśli przewodnik powie Wam, że możecie zapaść się po szyję, to sprawdźcie, o ile wyżej jest jego szyja od Waszej. A potem pomyślcie, że i tak pewnie stracicie grunt pod nogami podczas chodzenia. I bagno nakryje Was po czubek głowy.

„Chodzenie” to za dużo powiedziane

Chodzenie jest proste. Chodzenia nauczyliśmy się w dzieciństwie i – o ile nie przydarzy się jakaś trauma – mamy je ogarnięte do śmierci. Tymczasem bagno wywraca tę umiejętność do góry nogami. Najpierw oplata nogi i dość mocno trzyma. Przypomina to nieco chodzenie w głębokiej wodzie, gdyby woda była wielokrotnie gęstsza. Potem tracisz grunt pod nogami i próbujesz się odbić od lokalnych zagęszczeń. A na końcu i tak przechodzisz do pływania. Żabką. Broń Boże krytą.

Bagno śmierdzi

Niby żadne odkrycie, ale jednak – bagno nie pachnie fiołkami. Prawdopodobnie dlatego, że nie ma fiołków. Przy czym smród bagna jest dość charakterystyczny. Najpierw zemdli. Potem pozwoli do siebie przywyknąć. A następnie nie będzie chciał odejść. Jeszcze kilka godzin po wyjściu z bagna, prysznicu i długiej kąpieli, czułem to całe błoto.

Ciekawostka – może się zdarzyć, że pośrodku bagna będzie rosnąć coś, co ładnie pachnie. Ale to będzie tylko przez chwilę. Potem ruszysz dalej, zawieje wiatr – i znowu będziesz tkwić po czubek nosa w tym smrodzie.

Bagno jest zimne

W sumie nie wiem, czego się spodziewałem. Zwłaszcza w połowie września w Polsce. Ale zdziwienie jest. Najpierw wchodzi się do dość zimnego bagna i to jest pierwszy niemiły moment. Potem się z niego wychodzi – mokrym, z zimnym błotem na ubraniu. I wtedy zaczyna wiać wiatr. I nagle uświadamiasz sobie, że w bagnie wcale nie było tak źle, bo przynajmniej nie wiało.

Potem przestajesz myśleć o sobie jako o twardym zawodniku z północy. Bo nie potrafisz powstrzymać drżenia nogi.

A na koniec mnożysz razy milion swój szacunek do wszystkich komandosów, bo dla nich to bułka z masłem.

Pożegnaj się z ubraniem

Po prostu. Do bagna wchodzisz z założeniem, że to, co masz na sobie, wylatuje do śmieci. W całości. Niektórzy podobno doprali to, co mieli na sobie, ale ja wolałem nie bawić się w płukanie, suszenie, płukanie, suszenie, pranie, suszenie i zastanawianie się, czy aby wszystkie grudki błota oraz różnej maści zarazki z pewnością opuściły moje kieszenie. Spodnie, koszulka, buty i bielizna – trafiły do kosza w takim dużym, czarnym worku.

Czyli ten – garnitur zostaw w domu.

Bagno jest wszędzie

Nie, to nie jest żadna metafora polskiej polityki. Ten punkt wiąże się z poprzednim. Przygotuj się, że nie tylko całe ubranie będzie zabagnione. Wydaje Ci się, że trzymasz głowę ponad poziomem błota? Z pewnością będziesz mieć pomazaną twarz. Chronisz włosy? To urocze – i tak się zabrudzą. Myślisz, że masz szczelnie przylegającą koszulkę? Pomyśl raz jeszcze. Liczysz na opięte spodnie? Bagno jest wszędzie. Wszędzie.

Tak. Wszędzie.

Można doświadczyć raju

Blisko godzina przedzierania się przez zimne bagna. Wiatr przenikający do kości (i nie gadać mi, że to był lekki wietrzyk – odczuwalna temperatura plasowała go w okolicach arktycznego huraganu). Zimne błoto oblepiające każdy fragment ciała. Mówiąc krótko – ciepło nie jest.

I po tym wszystkim możesz wejść do normalnego, czystego jeziora (oczywiście w ubraniu, aby się opłukać), gdzie woda jest o stopień cieplejsza. A po chwili pod prysznic, gdzie woda jest po prostu ciepła. I już rozumiesz, że żadne tam chmury, skrzydła czy dziewice. Raj prawdopodobnie wygląda właśnie tak.

Możesz też doświadczyć raju nieco bardziej dosłownie, gdy wchodząc do tego jeziora nagle spod nóg usuwa się dno. A wypłynięcie w butach i ubraniu jest zdecydowanie trudniejsze niż w kąpielówkach na basenie. Na szczęście po trzecim wynurzeniu trafiasz na fragment gruntu. Oraz słyszysz kolegę, pytającego z autentycznym zainteresowaniem „ej, ty się topisz?”.

Bagno wciąga

Niestety – literalnie. Wyjście na brzeg to niezłe wyzwanie. Nawet z liną asekuracyjną. To był chyba ten element integrujący, bo bez pomocy kolegów kilkakrotnie mogłoby być trudno. Przeprawa przez kilka zaledwie zagłębień, na krótkim dystansie, z dwójką przewodników – jest i tak dość męcząca. Ale jest jednocześnie doświadczeniem, którego nie zdarza się codziennie (przynajmniej nie mi, mieszczuchowi).

Czy zakochałem się w przeprawach przez bagno? Nie. Czy można to pokochać? Tak. Nasi przewodnicy powiedzieli wprost, aby nie pytać ich, po co chodzą po bagnach, bo to pytanie jest równie sensowne jak pytanie kogoś chodzącego po górach – dlaczego po nich chodzi.

Tu dygresja – byłem w swoim życiu kilka razy w górach. Chodziłem po nich. Widzę garść zasadniczych różnic, więc nie napalajcie się, miłośnicy gór.

No i najważniejsze – czy polecam przeprawę przez bagna? Na swój sposób – tak. Może nie rzucajcie wszystkiego i nie lećcie szukać najbliższego bagienka, ale jeśli będziecie mieć kiedyś okazję, to nie wzbraniajcie się zbyt mocno. Spróbujcie. Jeśli nie pokochacie tego, to przynajmniej będziecie mieli o czym opowiadać (oraz prawdopodobnie jesteście dosyć normalni).


Jeśli zaś zaintrygowałem Was i kusi Was zanurzenie się po szyję (albo bardziej) w mlaszczącym bagienku, to skontaktujcie się z Akademią Przygoda. Oni robili nam ten wyjazd (a na nim także inne atrakcje), są spoko ludźmi i dlatego ich polecam. Zintegrują Was i dadzą Wam niezapomniane przeżycia (serio, bagno to tylko jeden z elementów).

Aha, jeszcze jedno. Walcząc o życie w bagnie darujcie sobie całowanie napotkanych żab. Z tymi zaklętymi księżniczkami to ściema.

PS: Oczywiście na zdjęciu u góry to nie jestem ja. Nie brałem żadnego sprzętu do robienia zdjęć, no bo jak? Na szczęście kolega miał jedną z tych magicznych kamer. I na jednym ujęciu widać mnie, zanim zamieniłem się w Jozina z Bażin.

12016375_892736777469656_676476426_o

Foto: Scott RobinsonCC BY 2.0

  • Olo

    Ja tam o bagnach mam własne wyobrażenie, które można podsumować krótkim, dosadnym, niemalże wojskowym NOPE!

    • Zwłoki w bagnie to nie jest taki zły pomysł. Przynajmniej jest stabilne oparcie dla nóg.

  • dobrymjud

    Nabrałam strasznie irracjonalnej ochoty na to bagno.