Z życia wzięte: kurwa

Uwaga, ten tekst zawiera słowa powszechnie uznane za obelżywe. Ale chyba już to widać.

To był zwykły dzień.

Najpierw rano, w autobusie, usłyszałem fragment rozmowy.

– Weź, kurwa.

Następnie po pracy, na ulicy, znowu udało mi się złapać strzępy cudzej konwersacji.

– Jak jeszcze raz zobaczę ten ryj, to ja pierdolę…

– Kurwa, totalnie.

A wieczorem, w galerii handlowej, słyszałem tylko jedną stronę rozmowy telefonicznej.

– Zaraz stąd spierdalam. No bo co, kurwa.

Zanim pomyślcie sobie, że obracam się w towarzystwie niższych warstw i typów spod ciemnej gwiazdy, kilka słów wyjaśnienia. Z tymi dialogami zetknąłem się podczas mojej standardowej drogi do i z pracy. Nie przechodzę przez szemrane dzielnice i mroczne zaułki. To wszystko miało miejsce w biały dzień, w sercu miasta.

A mówiącym byli kolejno: uczniowie jadący autobusem do szkoły, dwie studentki czekające na przystanku oraz samotna, młoda kobieta. Z kilkuletnią córeczką u boku.

Co w tym dziwnego? Pewnie nic. Szybkie sprawdzenie wśród znajomych potwierdziło moje przypuszczenie, że to norma. Że młodzież szkolna mówi tak, że uszy więdną. Że przyszła elita kraju w warstwie językowej nie różni się od meneli spod budki z piwem. Oraz że młoda matka wcale nie musi uważać na to, że wychowuje dziecko w każdym momencie.

To był zwykły dzień. Niestety.

  • nieobiektywniej

    Niestety, ‚k**wa, prawda.

    A w temacie – kiedyś się kropkowało brzydkie wyrazy w prasie. Od dłuższego czasu widzę, że nikt nie ma z tym problemu. Razi mnie to.

    P.S. I nie mówię o tym wpisie. Mówię o prasie 😉

    • O przekleństwach w prasie też będzie kiedyś wpis. A zwłaszcza o jednym. Ale to kiedyś.

      Staram się (słowo klucz) nie przeklinać, ale jeśli już trzeba, to bez żadnych tam gwiazdek, kropek czy znaków specjalnych.