A gdyby tak skrócić wakacje?

Początek szkoły. Świeżo po dwumiesięcznych wakacjach. To chyba dobry moment, aby zastanowić się, czy szkoły nie mogłoby być trochę… więcej.
Tak już mam, że gdy jakiś temat mnie zainteresuje, to zaczynam o nim myśleć, a jednocześnie szukam dla niego rozwiązań. Nie inaczej było i tym razem.

Jakiś czas temu spotkałem się z ciekawą opinią. Nasz system edukacji (albo prawo pracy) nie jest przyjazny rodzicom. Bo dzieci mają dwa miesiące wakacji (oraz dwa tygodnie ferii zimowych, o przerwach świątecznych nie mówiąc), a ich rodzice tylko jakiś miesiąc z kawałkiem urlopu. I jak w takiej sytuacji rodzice mają spędzać wolny czas z dziećmi? Oraz jak organizować im czas wolny bez szukania zastępstwa w postaci babci albo kolonii?

Naturalne wydaje się, że powinno się dać rodzicom więcej urlopu. Tylko że to nie jest takie proste. Jeśli rodzice dostaną urlop płatny, będzie to oznaczać faworyzowanie osób mających dzieci kosztem osób bezdzietnych. Jeśli dostaną urlop bezpłatny – będą musieli wybierać: spędzanie czasu z dziećmi w zamian za spory uszczerbek na rocznych dochodach.

A gdyby tak podejść do tematu inaczej i skrócić o miesiąc wakacje?

Rodzice mogliby wykorzystać swój urlop na spędzenie prawie całych wakacji z dziećmi. Jeśli to nie jest polityka prorodzinna, to nie wiem, co nią jest. Gdyby zrobić te wakacje w różnych terminach dla różnych województw (jak to ma miejsce z zimowymi feriami), ludzie żyjący z urlopowiczów nie odczuliby prawdopodobnie efektu skrócenia okresu urlopowego. Nie wiem, jak wpłynęłoby to na gospodarkę globalnie, ale nie zakładałbym negatywnych efektów.

No i najważniejsze – w przeciągu dwunastoletniego chodzenia do szkoły, dzieci dostałyby cały rok nauki więcej. Jak można go wykorzystać? Można najprościej – czyli na przekazanie większej ilości wiedzy. Można kreatywnie, na przykład na nauczanie w podstawówce oraz obowiązkowe praktyki (na przykład wolontariat) w szkołach ponadgimnazjalnych, co mogłoby być fajnym elementem kształtującym społeczeństwo obywatelskie. Można też przebudować programy nauczania tak, aby młodzież opuszczała szkoły rok wcześniej, bez konieczności posyłania sześciolatków do szkół.

Kto byłby poszkodowany? Z pewnością nauczyciele, którzy musieliby pracować miesiąc więcej. Ale chcę wierzyć, że do tego zawodu idą ludzie z powołaniem. Wzrosłyby też koszty utrzymania szkół, leżące na gminach. No i same dzieci byłyby niezadowolone, ale… tym żaden polityk nie musi się przejmować, bo dzieci nie głosują. A zanim nabędą prawa wyborcze, to albo zapomną, albo on sam odejdzie z polityki.

To tylko taki luźny pomysł, z chęcią poddam go pod dyskusję i poznam Wasze opinie. Może macie swoje pomysły na to, aby rodzice mogli w wakacje spędzać więcej czasu z dziećmi? Dajcie znać, bo z tego typu dyskusji zawsze powstają ciekawe wnioski.

Foto: Phil RoederCC BY 2.0

Jeśli podobał Ci się ten tekst, polub mnie na Facebooku!