5 rzeczy, które dała mi rezygnacja z biegania

Jakoś tak się złożyło, że od blisko siedmiu tygodni nie biegam. Żadna tam kontuzja czy coś – po prostu nie biegam. I co?

Możesz też przesłuchać ten wpis lub ściągnij go w formacie mp3 z SoundCloud.

No dobrze – to nie jest tak, że po prostu nie biegam z lenistwa. Zabrakło mi czasu. Już od paru miesięcy moje bieganie ograniczało się tylko do sobotnich parkrunów. Ale w lipcu – jak nie Poznań to Wrocław albo inna Gdynia i jakoś to minęło…

W sieci najczęściej można znaleźć teksty mówiące o zaletach i wadach płynących z biegania, a jak to wygląda w przypadku rezygnacji z niego? Oto pięć rzeczy, które zyskałem dzięki odstawieniu sportowych butów do szafki:

Nic.

Zupełnie nic.

Absolutnie nic.

Nic a nic.

No i klasyczne – nic nowego.

Zaskoczeni? A czego można było się spodziewać?

Myślałem, że zyskam czas – ale przy bieganiu tylko raz w tygodniu nie ma go zbyt wiele. Sobotni poranek po prostu spędzam na zjedzeniu dobrego śniadania lub wyspaniu się. Może gdybym jeszcze biegał dużo w tygodniu… ale pamiętam, że gdy kiedyś przestałem to robić – nie obudziłem się nagle z dodatkowym workiem godzin. Ten czas naturalnie się zagospodarował, bo w życiu nie ma czegoś takiego jak nuda.

Tycie? Przecież przestając biegać nie zaczynam nagle wrzucać w siebie ton pizzy i chipsów unurzanych w słodzonych napojach. Jem nadal to samo, może w mniejszych ilościach (bo nie potrzebuję w soboty tyle energii), a na dodatek staram się jeść zdrowo. Spodnie nagle nie kurczą mi się w praniu.

Spadek kondycji? Nadal mogę bez zadyszki dogonić autobus czy przejść na źle ustawionym zielonym świetle (czasy niektórych z nich są pomyślane dla sprinterów). Codzienna odrobina ruchu (spacer do pracy i po pracy) załatwia sprawę.

Skoro brak biegania nic nie zmienił w moim życiu – to dlaczego o  tym piszę?

Bo trochę mi tego wszystkiego zaczyna brakować. Nie chodzi nawet o mityczne „endorfiny” (widział ktoś kiedyś jakieś?), bo nie zauważyłem u siebie spadku nastroju – ale fajnie było raz na tydzień lub częściej zmęczyć się, tak porządnie. Spotkać biegających ludzi. Dotlenić się w nadmorskim parku. Zmierzyć się z samym sobą.

Dlatego właśnie stwierdziłem, że dość już takich zabaw – pora wrócić do biegania. Kolejne setki kilometrów same się nie przebiegną. Medale też same mi mieszkania nie zaśmiecą. Pora odkurzyć buty, wyciągnąć obciachowy strój z dna szafy – i ruszyć przed siebie.

Trzymajcie za mnie kciuki. A najlepiej kopnijcie w tyłek, gdybym nie chciał się ruszać.

Foto: Hernán PiñeraCC BY-SA 2.0

Jeśli podobał Ci się ten tekst, polub mnie na Facebooku!