Pięć powodów, dla których Wrocław jest lepszy od twojego miasta

Oraz garść powodów, dla których jednak nie jest. Ale nie będziemy się na nich zbytnio skupiać.

Wrocław to jedyne zagraniczne miasto leżące w Polsce. Byłem we Wrocławiu blisko dwie doby i takie wrażenie odniosłem, spacerując jego uliczkami. A co jeszcze można zauważyć podczas tak krótkiego, pierwszego pobytu w tym mieście?

Wrocław umie w architekturę

IMG_20150712_210656

Jeśli lubicie gęstą, miejską zabudowę, zgrabne łączenie starego z nowym i zabytki na które można długo patrzeć – to Wrocław jest dla was. Kropka. Nie wiem, czy to zasługa mniejszych zniszczeń wojennych, dobrej odbudowy (bez pomysłów typu „a tutaj damy wysoki blok”), czy mądrych architektów z lat 90. i późniejszych, ale tam wszystko do siebie pasuje. Idąc ulicami Wrocławia co chwilę kręciłem głową na lewo i prawo, żałując, że mój rodzinny Gdańsk nie miał w wielu miejscach tego szczęścia.

20150713_092709

Co jest minusem? To, że Wrocław zdaje się niespecjalnie dbać o tę ładną architekturę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Może to tylko moje wrażenie, może miałem brudne okulary – ale wszystkie te ładne budynki wydały mi się mocno przykurzone. Elewacje wyglądają, jakby nie były odnawiane od kilkunastu lat. Rynek jest jeszcze kolorowy, ale wystarczy pójść kilka ulic w bok, aby trafić w miejsce, gdzie szarość tynku i kurzu przenikają się idealnie. Dodatkowo – oświetlenie niektórych zabytków jest chyba jeszcze z PRL. Zamiast ciepłego światła wyciągającego detale są białe snopy rzucane przez reflektory nadające się do przywoływania Batmana.

We Wrocławiu jest dużo zieleni

Może z poziomu ulicy tego nie widać, ale lądując we Wrocławiu pierwsze co się rzuca w oczy – to gigantyczne plamy zieleni. Miasto ma zatrzęsienie parków i zieleńców – i to jest super.

Dodatkowo te parki to nie są takie po prostu tylko drzewa, trawa i wiewiórki. To miejsca, do których warto pójść. Na przykład w jednym z nich zamontowano fontannę. Do fontanny włożono kilka żarówek. I takie coś co wieczór przyciąga kilkadziesiąt osób.

Jest też Ogród Japoński. Stworzony we współpracy z Japończykami. Z Japonii. Dzięki niemu można poczuć namiastkę Kraju Wschodzącego Słońca (aczkolwiek gdy widziało się ogrody w Kioto, to nie robi to aż takiego wrażenia). Kupiliśmy sobie w restauracji niedaleko rynku surową rybę z ryżem (liczyliśmy na bento, ale najwyraźniej zdjęcie w menu nie musi odpowiadać prawdzie) i skonsumowaliśmy w samym sercu tego ogrodu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Szkoda tylko, że niski poziom wody odsiał niektóre z atrakcji.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

A, jeszcze w temacie przyrody – we Wrocławiu jest też rzeka. Nazwy nie pamiętam, ale można po niej popływać statkiem. Super! I jeszcze miejscami cumują na niej takie fajne barki, chyba mieszkalne… Nie czułem, aby rzeka jakoś szczególnie żyła, ale jest potencjał i widzę, że będzie realizowany.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Komunikacja miejska wydaje się być przyjazna

To niby drobiazg, ale sporo mówi o podejściu do miejskiego transportu. We Wrocławiu jest masa biletów – całodobowe, kilkudniowe, na jedną linię, czasowe… Dla każdego coś miłego. Nie trzeba kombinować, można za całkiem rozsądne pieniądze kupić bilet na nieco dłuższy czas i śmigać po całym mieście.

A kupić bilet jest niesamowicie prosto, bo w pojazdach komunikacji miejskiej są zamontowane automaty sprzedające bilety! Koniec z kierowcą lub motorniczym, który nie ma reszty do wydania (bo w automacie płaci się tylko kartą). Koniec z „nie było gdzie kupić”. Automaty w pojazdach to powinien być obowiązkowy element wyposażenia.

I jeszcze zastanawiają się w tym Wrocławiu czy sobie metra nie wybudować!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ale ponownie – żeby nie było za różowo. Tabor tramwajowy (nim jeździłem najwięcej) jest stary. Owszem, są nowe tramwaje, ale są też takie stare, chyba nieremontowane, wagony, jakimi już dawno nie jeździłem. Ale nie ma o narzekać: stare czy nowe – tramwaje w nocy zawiozły nas spod stadiony prosto na nocleg.

No i jest jeszcze rower miejski.

Ponieważ dzień wcześniej zarejestrowałem się w systemie rowerowym w Warszawie (a to chyba ten sam operator), to kusiło, aby skorzystać. Bo rower miejski jest genialnym pomysłem. Tylko powstrzymało mnie doświadczenie z jazdy tym monstrum w Warszawie.

Tylko jeden hamulec przy kierownicy, jeden w pedałach, koszyk, duża masa. To jest urządzenie, do którego trzeba się przyzwyczaić – inaczej jeździ się jak na krowie. A ponieważ wrocławskie centrum w dużej mierze jest brukowane, to wolałem nie ryzykować jazdy na krowie po kocich łbach.

Jedzenie (czyli lody)

Nie będę udawał, że poznałem Wrocław od strony kulinarnej. W paru miejscach byłem, ale nie zachwyciły mnie na tyle, aby o nich pisać. Może zaszedłem do niewłaściwych lokali? Jedno mogę Wam o restauracjach znajdujących się w okolicach Rynku powiedzieć – z uporem godnym lepszej sprawy menu na swoich stronach mają w formacie pdf.

Najgorszym, z możliwych formatów. Zwłaszcza, gdy przegląda się sieć na komórce.

Ale tym, czym Wrocław mnie urzekł – są lody. Z lodziarni „Kulka” (tu jest pewne przekłamanie, bo nie dostaje się tam kulek lodów, tylko porcje nakładane łopatką). Lody są przepyszne. Pistacjowe smakują pistacją (to jest rzadkość). Czekoladowe wegańskie – smakują jak czekoladowe dla normalnych ludzi. Śmietankowe to prawdziwa śmietana. Ale najlepsze były mango. Słodkie jak mango, z tą taką charakterystyczną nutką cierpkości. Pycha!

IMG_20150712_185817

Kusiły mnie jeszcze lody o smaku słonego karmelu, ale sami rozumiecie – dieta.

Ludzie

OK, tu mam pytanie do samych wrocławian – co wam sypią do wody? O co chodzi? Jesteście cholernie pozytywni. I to jest tak cudownie wyjątkowe, że tęskni się za wami na samą myśl o wyjeździe z Wrocławia.

Przykład pierwszy z brzegu – po przybyciu do hostelu zaproponowano nam wódkę i gofry. Tak po prostu. Pal sześć wódkę, ale gofry z bananem i nutellą to jest coś, czym można kupić każdego. Zwłaszcza strudzonego wędrowca o wpół do pierwszej w nocy. Wciągnąłem jednego, a już oferowano mi następnego. Odmówiłem, bo wiadomo – dieta.

Przykład następny – imprezy. Słyszałem, że Wrocław żyje nocą, ale to mało powiedziane. O pierwszej, drugiej na ulicach są tłumy. Wszyscy albo robią sobie przerwę w imprezach, albo na nie zmierzają, albo siedzą w ogródkach i sączą kolorowe napoje. I wszyscy są uśmiechnięci!

Minusem takiej sytuacji jest to, że jeśli masz nocleg w pobliżu takiego imprezowego zagłębia, to raczej się nie wyśpisz. Ale spać to możesz w domu, a do Wrocławia przyjeżdżasz w innym celu.

W środku nocy znajdziesz tam nawet czynne kwiaciarnie. I zapłacisz w nich kartą!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

We Wrocławiu nawet taksówkarz jest przemiły i aż chce się z nim rozmawiać. I nie przeszkadza w tym nawet fakt, że z lotniska na stadion wiózł nas nieco dłuższą trasą. Bo przynajmniej mogliśmy sobie porozmawiać.

Jeżeli nadal nie wierzycie mi, że ludzie we Wrocławiu są jacyś inni – pora na argument ostateczny. Służba ochrony lotniska we Wrocławiu, ci ludzie, którzy prześwietlają bagaż i macają człowieka, jeśli „zapiszczy” przy przejściu przez bramkę – ci ludzie we Wrocławiu się uśmiechają. Cały czas. Do wszystkich.


Mojej miłości do Gdańska nic nie umniejszy. Ale gdybym z jakiegoś dziwnego powodu musiał opuścić to wspaniałe miasto – wybrałbym Kioto. Na drugim miejscu natomiast znajduje się Tokio. Od tygodnia Wrocław dumnie okupuje trzecie miejsce. A byłem tam tylko dwie noce. Strach pomyśleć co będzie, gdy pojadę tam na dłużej.

 

  • U nas nie można „wybudować” metra.
    Bo my już mamy metro. Poniemieckie, zalane wodą z fosy (to ta woda co była w środku miasta obok Parku Staromiejskiego i wzdłuż promenady). Wrocław pod spodem mas drugie miasto. Poza faktem, że wszystkie budynki są piętro niższe bo piwnica to tak naprawdę parter 🙂

    Ale generalnie bardzo, ale to bardzo podoba mi się taki odbiór mojego miasta 🙂
    I zapraszam częściej 🙂

    • No popatrz! Jak w Warszawie zalało drugą nitkę metra, to była afera na cały kraj. U Was jest zalane od wielu lat i nikt o tym nie mówi…

      Wrócę, wrócę. Może nawet zapuszczę się nieco dalej niż ścisłe centrum 🙂

      • Bo u nas cały czas jest zalane więc ludzie zapomnieli, że mieli być o to źli 😀

      • MalwinaZosia

        Ja znam teorię, że problemem nie jest to, że metro jest zalane lecz fakt, że w tej wodzie są mini wodne, a pozbycie się ich to już bardzo duża komplikacja.

    • A tak teraz na poważnie – czy mój odbiór Wrocławia pokrywa się z codziennością, czy po prostu tak trafiłem?

      • Pokrywa 🙂
        Ludzie są mili, uśmiechnięci, mniej sfrustorowani, zieleni jest sporo, kominukacja jest w miare ok – ale ten tramwajowy tabór, wiadomo; rower miejski to czad – sama korzystam bo to mega wygoda (zwłaszcza w centrum) no i melanż.
        Ty trafiłeś na lato. Ale chciałam zaznaczyć, że zimą..
        jest tak samo tłumie w nocy 😀
        Truestory 😀

        • verónica

          na tabor tramwajowy nie narzakałabym- w poznaniu jeżdżą jeszcze większe starocie, zresztą we wrocławiu ciągle coś się zmienia.

          • Ale to nie chodzi o to, że gdzieś jest gorzej. Patrząc w ten sposób w Gdańsku nadal jeździłyby ikarusy i jelcze. A tak mamy 100% niskopodłogowych autobusów. I coraz nowsze tramwaje (stare są remontowane).

      • Wrocławianka

        To jest codzienność, ludzie są bardzo otwarci ,mili, sympatyczni ( jak zapytasz kogokolwiek o droge to często jest tak że ktoś cię nawet odprowadzi do miejsća którego szukasz albo poda ci czym tam dojechać i gdzie dokładnie wysiąść), zieleni jest naprawde dużo, komunikacja jest ok ( choć ja się gdzieś w centrum zdarzy większy wypadek to korkuje sie spora częśc miasta ), tabory są ostatnio bardzo regularnie wymieniane na nowe , imprezy – tak jest zawsze- późną wiosną, latem i wczesną jesienią wszyscy siedzą na ogródkach albo bawią sie w klubach ( zwłaszcza polecam pasaż niepolda niedaleko rynku) a do późnej jesieni aż do wiosny życie toczy sie w pabach, klubach, restauracjach i wielu innych miejscach. A w grudniu to zapraszam zobaczyć jarmark bożonarodzeniowy bez którego ja juz nie wyobrażam sobie zbliżających świąt – ma swoją magie.Zapraszam do Wrocławia na dłużej 🙂

        • Koło Pasażu Niepolda mieszkałem… na szczęście byłem izolowany od hałasu.

          Wrócę, wrócę 🙂

  • Byłby najlepszy, jakby miał morze. A skoro nie ma, to najlepszy jest nadal Gdańsk <3

    Skoro nie rozpływasz się tak bardzo nad kwestią kulinarną, to znaczy że nie byłeś w Cinnabon na rynku, to było pyszne, TAKBARDZOBARDZOPYSZNE, jak ktoś lubi cynamon to oszaleje z radości 🙂

    • No nie byłem, nie byłem. Przed wyjazdem spytałem o to, co warto we Wrocławiu zobaczyć, dostałem masę miejscówek do jedzenia – i stwierdziłem, że na podboje kulinarne będę potrzebował osobnej wycieczki.

      Ale soki w jednym miejscu mają genialne. No i lody. Więc było spoko.

      A co do morza – dwa słowa: globalne ocieplenie. Poczekamy, poczekamy…

  • „Jest też Ogród Japoński. Stworzony we współpracy z Japończykami. Z Japonii.” – urzekło mnie to zdanie <3 Japończycy z Japonii, no kto by się spodziewał 😉

    Co do biletomatów, w których płaci się kartą. Wszystko super póki nie są popsute. W Warszawie zdarzyło mi się już jechać na gapę, bo gotówki nie miałam, a biletomat był popsuty, a i jeszcze środek nocy był.

    • We Wrocławiu też zdarzają się popsute ale to wszędzie się może zdarzyć, jednak we Wrocławiu jest też coraz więcej biletomatów na przystankach, więc możliwości jest więcej niż jedna 🙂

      • verónica

        zresztą, jak automat w środku jest zepsuty- to w razie kontroli nie płaci się kary.
        uiszcza się potem tylko jakąś magiczną opłatę manipulacyjną- około 12-15 pln.

        chociaż chyba nie spotkałam się z tym, żeby kogokolwiek „spisali” za brak biletu w takiej sytuacji.

  • Miło było przeczytać o Wroclove jak się już tak czeka na powrót. Jeśli jedzenie, to wroclawskiejedzenie.wordpress.com, jest tam opisane chyba każde miejsce z jedzeniem we Wrocławiu. Architektoniczne starocie są piękne, tyle lat co tam mieszkałam, a ciągle łapałam się na tym, że stoję i patrzę na coś lub ciągle dostrzegam coś nowego, choć jak napisałeś byle boczna uliczka i już kamienice nie są odnawiane, za to nowe budynki przyprawiają czasem o dreszcze, jak ten nowy klocek koło dworca kolejowego 😉 pozdrawiam

    • No własnie! W okolice dworca nie dotarłem… Będę musiał poprawić to przy następnej okazji 🙂

      • Sam budynek dworca jest pięknie odnowiony i prezentuje się dumnie w dzień i w nocy, z tego co mi wiadomo niedawno też ruszyły prace nad dworcem autobusowym, jednak w okolicy postawiono jakiś taki nierówny klocek do niczego innego nie podobny. Mam nadzieję, że nie zobaczę takich więcej jak przyjadę, ale kto wie. Sam dworzec od centrum jest nie daleko, więc koniecznie następnym razem tam podejdź, a jeśli lubisz widoki z góry, to jeszcze odwiedź Sky Tower (to kolejny do niczego nie podobny klocek), zapewne widziałeś ten budynek z jakiegoś miejsca we Wrocławiu podczas zwiedzania, bo wystaje ponad wszystko inne, a z daleka przypomina jakiś komin, no ale przynajmniej można z niego zobaczyć panoramę miasta 😉

        • verónica

          hm, jaki klocek?

          dworzec pks we wro obecnie nie istnieje, został wyburzony.
          na jego miejscu powstanie galeria, a sam dworzec będzie po prostu POD galerią.

          • Chodziło mi o to, że trwają prace nad dworcem PKS, a jak będzie wyglądał to już mniejsza o to – jedna galeria w tą czy w tą i tak mamy ich całą masę. Klocek o którym wspomniałam, to hotel Ibis na Stanisława Małachowskiego, który pięknością nie grzeszy. Pozdrawiam 🙂

          • verónica

            klocek to porażka.
            zresztą ofc jest afera- bo dostali pozwolenie na znacznie NIŻSZY budynek, taka wysokość jaką ma- to samowola budowlana.

            smutne, że w tym kraju ciągle zdarzają się takie rzeczy.
            jakby kazali kilka takich samowolek rozebrać- niefaszn, przy jak drogiej inwestycji, ktoś może by się nauczył, że takich rzeczy się nie robi.

  • verónica

    no cóż- teraz JUŻ wiesz, dlaczego tutaj mieszkam 😉

  • Wrocławianka
  • Pingback: Jak nie ewakuować się z samolotu? | MrCichy()

  • Mnie na początku, dawno, dawno temu, Wrocław przytłaczał. Ale teraz, po jedenastu latach mieszkania, wsiąkłam i bardzo lubię to miasto. Tak więc, wpadaj na dłużej.

  • Bardzo lubię Wrocław. Chociaż moje miasto (W-wa) i tak lubię bardziej 😛
    Natomiast niestety jeszcze nie miałam okazji zobaczyć tamtejszego ogrodu japońskiego nad czym bardzo ubolewam.