Wpół do weekendu #51 – Pani Wolność

Jeśli wierzyć Wikipedii (a ktoś nie wierzy?) to 130 lat temu do USA przypłynęła pewna bardzo ważna pani. Wprawdzie w kawałkach, ale inaczej się nie dało.

Nie umiem chyba budować napięcia, bo obrazek w nagłówku zdradza wszystko. Tak – w 1885 do Nowego Jorku prosto z Francji przybyła Statua Wolności. Kobieta nosząca buty w rozmiarze 879.Od końca XIX wieku stoi u wejścia do nowojorskiego portu.

Warto nieco przypomnieć sobie z jej historii. Na przykład to, że jeszcze przed wysyłką za ocean statuę złożono w Paryżu. I wyglądała tam mocno niecodziennie. A poza tym – bez pochodni i korony, po samych rysach twarzy, to nieco trudno rozpoznać z kim mamy do czynienia…

Chyba że ktoś dobrze zna twarz niejakiej Izabeli Boyer.

A skoro już o historii mowa – wstęp do środka został na krótko zamknięty po zamachach 11 września. Tymczasem jest fragment Statuy zamknięty z powodu aktu terroru już blisko sto lat. To ramię, uszkodzone podczas wywołanej przez niemieckich sabotażystów eksplozji amunicji w 1916 roku.

Statua jest bardzo popularna. Nie dziwi więc to, że pojawia się w filmach. I nie powinno dziwić, że w wielu z nich jest efektownie niszczona. Podobnie jak żadnym zaskoczeniem jest to, że na świecie jest wiele kopii i rzeźb inspirowanych słynnym nowojorskim pomnikiem. Jeden z duplikatów widziałem swego czasu w Tokio, ale tego jest dużo więcej

To ma być krótki wpis. Dlatego nie będę już podrzucał ciekawostek o Statui (jak na przykład tego, że mogła być ze złota, albo w Bostonie). Niech ponownie przemówi kilka obrazów (wartych więcej niż tysiąc słów) i wracamy do pracy!