Spacer po Garnizonie

Ten weekend pokazał, że nawet poruszając się po niewielkim obszarze miasta, można miło spędzić czas. 

Ale po kolei. Po moim sobotnim bieganiu przyszedł czas na drugie śniadanie. Czemu jednak męczyć się z samodzielnym przygotowywaniem go, a następnie zmywaniem naczyń, skoro można to wszystko wyałtsorsować? Z tym pomysłem – oraz uzbrojeni w dobre rady z internetu – wyruszyliśmy na spacer w stronę budującego się osiedla Garnizon.

20150613_124244

Bo tam podobno można zjeść śniadanie w wielkomiejskim stylu. I faktycznie, po krótkim spacerze, gdy tylko weszliśmy między nowe budynki, trafiliśmy na lokal o wdzięcznej nazwie Marmolada Chleb i Kawa.

Dochodziło południe, ale to czas w sam raz na późne drugie śniadanie, prawda?

Nie znając zasad panujących w lokalu, stanęliśmy przy kasie, na co sympatyczna pani poinformowała nas, że najlepiej usiąść przy stoliku i tam ktoś od nas przyjmie zamówienie. Łatwo powiedzieć, zrobić nieco trudniej, bo ludzi masa. Na szczęście przed wejściem stały dwa stoliki i wyglądały na opuszczone – choć nieposprzątane. Zapytaliśmy pana kelnera, czy są wolne, na co on, w nieco mniej sympatyczny sposób poinformował nas, że nie wie. Zaryzykowaliśmy, usiedliśmy, na szczęście na stoliku leżała karta.

Czekamy.

Pan kelner mijał nas kilkukrotnie, ale ani nie podszedł przyjąć zamówienia, ani nawet sprzątnąć ze stolika obok. Po jakichś dziesięciu minutach stwierdziłem, że może coś źle zrozumiałem – więc ponownie podszedłem do kasy. I znowu sympatyczna pani powiedziała, żeby siedzieć przy stoliku.

Siedzimy. Czekamy. Pan kelner nie zauważa ani nas, ani brudnych naczyń.

Po kolejnych pięciu minutach wróciłem do kasy z mocnym postanowieniem złożenia zamówienia. Udało się – sympatyczna pani zaczęła wystukiwać coś na kasie. Po czym poinformowała mnie, że musielibyśmy poczekać. Dwadzieścia do trzydziestu minut.

Na szczęście tuż za rogiem były kolejne lokale. W jednym z nich śniadania serwuje się tylko do dwunastej (załapalibyśmy się, gdybyśmy nie łudzili się na obsługę w „Marmoladzie”), ale drugi z nich – OtwARTa menu śniadaniowe miał nawet po południu. I to był strzał w dziesiątkę.

20150613_130222

W sumie więc fajnie, że Marmolada nie stanęła na wysokości zadania, bo nie ma tego złego…

OtwARTa to klimatyczne miejsce, obiecujące wydarzenia kulturalne, muzykę na żywo i dobrą kuchnię. Jeśli całość prezentuje się tak, jak śniadania, to przynajmniej o ostatnie mogę być spokojny. Na naszym stole pojawiła się frittata z warzywami, grzanki z wypiekanego przez nich chleba oraz koktajl truskawkowo-miętowy i malinowo-sojowy. Wszystko świeże, przepyszne i do tego fajnie podane – przez bardzo sympatyczną panią. Zajadaliśmy te frykasy siedząc przed budynkiem, grzejąc się w promieniach czerwcowego słońca, a obok nas w gazonach rosły rozmaryn, bazylia, mięta i chyba truskawki.

Lokal jest nie tylko restauracją, ale też galerią sztuki, co widać po przekroczeniu progu. Wystrój wnętrza to jedno, ale muszę poświęcić kilka słów łazience. A konkretnie ścianie. To, co na niej widać, to plan koszar huzarów z początku XX wieku. Cudowne nawiązanie do historii.

Śniadanie zjedzone, humory dopisują – ale przydałoby się jeszcze jakieś śniadanie. Z internetu wiedzieliśmy, czego szukać, a dodatkowo kelnerka z OtwARTej wskazała nam drogę. I tak, po kilku chwilach, natknęliśmy się na stojącą pomiędzy nowymi budynkami odrestaurowaną kamienicę.

20150613_132949

A w niej – cukiernię o wdzięcznej nazwie UMAM. Oferującą wyjątkowe ciastka w kształcie półkul.

Za dobrą radą sprzedawcy skusiliśmy się na podawaną w tej formie szarlotkę oraz ciastko z mango i marakują. Cóż mogę powiedzieć? Kolejny trafny wybór. To była jedna z lepszych szarlotek, jakie jadłem, a mango i marakuja były fajnie świeże. Do tego uważam, że taki kształt ciastek i ułożenie w nich nadzienia nadawałoby się do nauki o budowie planet, ze szczególnym uwzględnieniem jąder i skorup.

Nie minęło wiele czasu, pospacerowaliśmy nieco po Garnizonie i po pobliskiej Galerii Bałtyckiej (gdzie akurat prezentowano ciekawe łamigłówki) przyszła pora na obiad. Od jakiegoś czasu miałem ochotę na odwiedzenie Bistro Słowacki w nowym hotelu na terenie Garnizonu, więc tam skierowaliśmy swe kroki.

I to był – jak łatwo się domyślić – kolejny dobry wybór tego dnia. Pyszna kuchnia, miła obsługa – a do tego cywilizacja. W postaci darmowej wody na stole. I kranu, z którego można sobie uzupełnić butelkę.

20150613_154757

Na początek zamówiliśmy zupę kalafiorową na wędzonce (świetny smak wędzonki, do tego fajny kalafior w kawałkach) oraz chłodnik litewski (nie jestem fanem chłodników, ale ten był podobno dobry). Jako danie główne postanowiliśmy przetestować hamburgery. Żona wzięła bułkę z kurczakiem, a ja – wersję wegetariańską. Nie wiem, z czego był tam zrobiony kotlet (menu mówiło coś o czerwonej fasoli, ale to chyba niemożliwe), ale w połączeniu z powidłami z czerwonej cebuli nie przeszkadzała mi nawet jego lekka suchość. To był dobry i sycący hamburger.

Jednak to, co zupełnie skradło moje serce, to frytki. A właściwie fryty. To nie są jakieś hipsterskie belgijki (które uwielbiam). To są fryty co się zowie. Wpierw gotowane, potem poddawane jakiejś tajemnej magii, a na końcu pieczone. Z zewnątrz odpowiednio przypieczone, w środku delikatne. Mógłbym je jeść codziennie.

Tak więc zapamiętajcie – w Garnizonie na śniadanie do OtwARTej, na deser do UMAM, a obiad można spokojnie skonsumować w Słowackim.

I na koniec dwie refleksje. Po pierwsze – inwestor tego terenu, Hossa, robi świetną robotę, budując Garnizon. To może być przestrzeń autentycznie przyjazna do mieszkania. Po drugie – do tej pory miałem jakoś tak, że mijając ciekawe budynki biurowe mówiłem „fajnie byłoby tam pracować” – i po jakimś czasie tam pracowałem. Tak było w Sopocie, tak jest teraz we Wrzeszczu… Nie wiem, czy dobre wróżki odpowiedzialne za spełnianie tych marzeń zajmują się też mieszkaniówką, czy może przeczyta to jakaś dobra dusza z Hossy, ale: fajnie byłoby mieszkać w Garnizonie.

  • MG

    Hehe, knajpek nie znam ale napewno to nadrobie po takim opisie 🙂 Hossa fajnie robi swoje osiedla, tak ze wygladaja naprawde przyjemnie i jakby o klase wyzej niz w rzeczywistosci sa 😛 Co do mieszkan, to w razie czego sluze rada lepsza i gorsza 🙂 wkoncu jeden zakup u nich mam za soba, a bardzo mozliwe ze beda nastepne…

    • Następne – liczba mnoga? Zostaniesz kamienicznikiem? 🙂

      • MG

        Emerytura bidna będzie, wręcz żebraczka jeśli w ogóle, więc trzeba zostać mieszczanem i landlordem 😛

  • Bardzo ładne te ciasteczka w Umam – wyglądają jak cycki.