Wyznawcy biegactwa na ulicach Gdańska

Wczoraj miała miejsce pierwsza gdańska procesja wyznawców coraz popularniejszej religii, jaką jest biegactwo*. Postanowiłem się jej przyjrzeć.

Uroczystość poświęcona była wspomnieniu bóstwa M’ra-Thona. Dla jej uczczenia w Gdańsku pojawiło się kilka tysięcy wiernych w odświętnych strojach.

2015-05-17 I PZU Maraton 162

Następnie wyruszyło w procesji, rozciągniętej na kilka kilometrów i wijącej się ulicami miasta – pomiędzy poszczególnymi stacjami czy też ołtarzami.

2015-05-17 I PZU Maraton 043

Mieszkańcy Gdańska, znani ze swojego ekumenicznego podejścia, tłumnie wylegli na chodniki i podawali wiernym napoje oraz oferowali drobny poczęstunek.

2015-05-17 I PZU Maraton 080

Nie znali jednak zasad biegactwa, które zakładają rzucenie części otrzymanego pokarmu lub napitku na ziemię, celem nakarmienia skrzatów. Oczywiście wszyscy wierni postępowali tak pobożnie, przez co w krótkim czasie ulice Gdańska wyglądały jak Zakopane po Sylwestrze.

2015-05-17 I PZU Maraton 134

Generalnie jednak procesji towarzyszyła wesoła atmosfera. Było wręcz odpustowo, niektórzy skusili się na tradycyjne baloniki na druciku.

2015-05-17 I PZU Maraton 141

Niektórzy współwyznawcy biegactwa stali na poboczu ze świętymi obrazami…

2015-05-17 I PZU Maraton 044

…albo pobożnymi hasłami.

2015-05-17 I PZU Maraton 089

Inni kołatkami i trąbkami odganiali złe duchy.

2015-05-17 I PZU Maraton 167

Składano też drobne ofiary ze zwierząt. Na szczęście pluszowych.

2015-05-17 I PZU Maraton 053

Gdańszczanie z niemałą ciekawością przyglądali się temu religijnemu rytuałowi.

2015-05-17 I PZU Maraton 103

Nad wszystkim zaś czuwały odpowiednie służby.

2015-05-17 I PZU Maraton 180

A gdy już myślałem, żeby może zgłębić tajniki tej religii i wstąpić w jej szeregi, okazało się, że to żadna procesja. Po prostu w jednej z sieci jadłodajni była promocja na ćwierćfunciaki z serem. Para-pa-pa-pam!

2015-05-17 I PZU Maraton 153

OK, to teraz na poważnie. Nie biegłem (a szkoda), a zmagania innych obserwowałem tylko na krótkim odcinku, ale mam nadzieję, że PZU Gdańsk Maraton zagości na stałe w biegowym kalendarzu. Organizacja wydawała się być na medal (choć podobno dla wolniej biegnących zabrakło bananów), atmosfera jak zawsze niesamowita, wolontariusze odwalali kawał dobrej roboty – i nawet deszcz przyszedł dopiero po biegu.

Wielkie brawa dla wszystkich – tych, którzy walczyli z sobą i z dystansem, jak również tych, którzy im te zmagania umożliwili.

Jeśli ktoś chce zobaczyć więcej przepięknych zdjęć, to zapraszam na mojego Flickra.

Taka refleksja na koniec. Gdy ostatnim razem na blogu zdawałem relację z maratonu w Gdańsku, na koniec ogłosiłem, że sam przebiegnę taki dystans. Dziś już nie popełnię tego błędu. Ale start kusi… może kiedyś?

* Nawet przy mojej kreatywności nie byłbym w stanie wymyślić słowa „biegactwo” i nazwać tego sportu religią. Posiłkuję się dziełem myśli jednego z tych felietonistów papierowych mediów, którzy uważają, że biegacze paraliżują miasta, uniemożliwiają swobodne śmiganie własnym wozem po asfalcie, odciągają naród od poważnych problemów… generalnie – hasło stworzył ktoś z kijem w dupie, kim nie należy się przejmować. Ale wyśmiać można, jak zawsze przy takiej okazji.

  • Wszyscy biegli na bigmaca? 😀 nieźle 🙂

  • Zacny post i zamysł artystyczny Mr Cichy! Kłaniam się w pas!

  • venedie

    A gdzie moja foteczka?

  • Atmosfera na trasie super, nie sądziłam że maratończycy są na trasie tak pozytywni i rozmowni. I podziwiam ludzi, którzy po tych 10, 20, 30 kilometrach nadal byli w stanie to czytać, komentować, i czepiać się że „eej, ten tekst już widzieliśmy 10 kilometrów temu”. Love kibicowanie!