Z życia wzięte – chwila zatrzymania

Nawet w dzisiejszym, zabieganym świecie – nie zawsze warto jest wszędzie pędzić.

W codziennym biegu warto się zatrzymać. Taki truizm powie Ci każdy – matka, przyjaciele, ksiądz dobrodziej. I wiesz co? Mają rację. Bo jeśli Ty nie zatrzymasz się, albo przynajmniej nie zwolnisz, to zrobi to za Ciebie życie. A wtedy może boleć.

Zazwyczaj jest tak – pędzisz radośnie przed siebie, od jednego celu do drugiego. Ani myślisz oglądać się na boki czy zdążać do niego nieco wolniej. Biegniesz. Już widzisz metę. Już wiesz, że za chwilę czeka Cię ostatnia prosta. Ta świadomość dodaje Ci skrzydeł. Już nie biegniesz. Już lecisz.

Właśnie wtedy życie mówi głośne „stop”. Zły los łapie Cię swoją kościstą łapą – za ramię, kurtkę, a najlepiej za stopę. Albo staje wprost na Twojej drodze. A Ty, tak jeszcze w swoim pędzie, nie masz już szansy na zatrzymanie się. Masz jeszcze chwilę, żeby pomyśleć, że to już chyba koniec. Że zaboli.

Że może trzeba było się zatrzymać.

Ale lot jeszcze trwa. Niby to tylko chwila, zmysły nie zdążą nawet wszystkiego zarejestrować. Ale umysł już wie. Już próbuje się przygotować na najgorsze. Tylko że na to nie można się przygotować.

I wtedy trafiasz na przeszkodę, niczym na mur. Starasz się jeszcze jakoś zahamować, zaprzeć rękoma, ale to nic nie daje. Los wpycha Cię wprost w chłodne objęcia kamieni. Stuka Twoimi kolanami o twardą powierzchnię. Dociska tułów. Rozciąga ręce.

Na początku nie czujesz niczego. Starający się przepchnąć Cię na drugą stronę los wypycha Ci z płuc całe powietrze. To jest ten ułamek sekundy, gdy Twój organizm rozpaczliwie stara się zrozumieć, co się dzieje, bo nagle nie może oddychać. Gdy starasz się nabrać powietrza, przychodzi ból.

Spokojnie, nie ruszaj się. Nie staraj się wyrwać. To jest cena, którą musisz zapłacić za chęć zrobienia wszystkiego jak najszybciej. Twój organizm dostarczy Ci porcji adrenaliny i innych narkotyków, aby poderwać Cię do ucieczki – ale to nic nie da. Nie wyrwiesz się. Teraz możesz już tylko oddychać spokojnie i obserwować, skąd napływają nowe fale bólu.

– Wszystko w porządku? – słyszysz gdzieś spoza siebie.

– O kurwa – to też jakiś postronny obserwator, który w ten sposób solidaryzuje się z Tobą.

Spokojnie. Teraz już nigdzie nie pędzisz. Teraz musisz odpocząć. Dobrzy ludzie pomogą Ci się podnieść, ale to później, później… teraz masz chwilę zatrzymania.

Zaś morał z tej historii jest taki – nie biegajcie po bruku, bo się można potknąć i przewrócić. A stłuczone żebro po rypnięciu w kostkę brukową boli jak cholera przez wiele dni… Wiem, co mówię.