5 alternatywnych wersji II wojny światowej

Jutro obchodzić będziemy siedemdziesiątą rocznicę pokonania hitlerowców. Ani tego dnia nie zakończyły się działania wojenne na całym świecie, ani też nie można powiedzieć, żeby Polska tę wojnę wygrała. Ale koniec jest końcem. 8 maja wojna stała się historią.

A gdyby ta historia wyglądała nieco inaczej? Zabawmy się w „co by było, gdyby…” i zobaczmy, jak mogła wyglądać II wojna światowa, gdyby…

Polska przyjęła żądania Hitlera

Czyli – gdyby spełniło się to, co Piotr Zychowicz ujął w opisywanej przeze mnie książce „Pakt Ribbentrop-Beck”. W skrócie założenia są następujące – w latach trzydziestych sprzymierzamy się a Hitlerem i dajemy mu to, o co poprosi. Potem pozwalamy mu zająć Francję, a sami się zbroimy. Potem, niczym najlepsi kumple, zdobywamy razem Rosję. A na sam koniec, gdy do gry wkracza USA i wiadomo, że wojna jest przegrana, dokonujemy niespodziewanej zamiany miejsc i jako ukryty aliant wbijamy Niemcom nóż w plecy. Ewentualnie, ponieważ Niemcy nie byliby tak osłabieni walką na dwa fronty, podpisujemy wszyscy rozejm i razem z Niemcami tworzymy wspólną Europę, a po śmierci fuhrera razem z resztą Rzeszy krytykujemy jego rządy jako okres błędów i wypaczeń.

Bum! Wychodzimy z wojny zwycięsko! Nie ma III Rzeszy, Rosja leży na kolanach, kresy wschodnie są nasze, a na dodatek uratowaliśmy polskich (i nie tylko) Żydów przed zagładą. Chociaż niekoniecznie – w najnowszym numerze Esquire brytyjski historyk Antony Beevor mówi wprost: podczas gdy polskie wojsko walczyłoby na wschodzie, w Polsce stacjonowałby Wehrmacht. A tym samym i tak doszłoby do okupacji, ze wszystkimi tego skutkami.

Poza tym Hitler nie przegrał w Rosji, bo nie był Polakiem. Hitler tam przegrał, bo zaatakował za późno. A zaatakował za późno, bo musiał ruszyć na Bałkany. A gdyby nie musiał?

Niemcy wygrały wojnę

Taki obraz kreśli w swojej książce „Stulecie chaosu” Witold Orłowski. Z powodu splotu różnych wydarzeń kampania bałkańska nie jest konieczna i Hitler może spokojnie uderzyć na Rosję kilka tygodni wcześniej. Tym samym pochodu wojska nie paraliżują wpierw jesienne słoty, a następnie zimowe mrozy. Logistyka działa wzorowo i niemieckie czołgi we wrześniu 1941 roku stają na Placu Czerwonym.

Sowiecka Rosja jest w rozsypce, a Stalin zostaje rozstrzelany przez niezadowolonych współpracowników. Wkrótce prawie cała Europa aż po Ural jest pod panowaniem niemieckim, a „rasa panów” korzysta ze zdobytej „przestrzeni życiowej” na Wschodzie. W związku z tym Amerykanie postanawiają zmusić Rzeszę do kapitulacji tak samo, jak Japonię – atakiem atomowym. W 1945 roku bomba niszczy Drezno. W efekcie wyżsi dowódcy armii postanawiają odsunąć Hitlera od władzy (poprzez zamach, bo jakżeby inaczej) i ułożyć się z aliantami.

Podczas rozmów pokojowych cała Europa wschodnia zostaje włączona w stref ę wpływów niemieckich. Polska, Czechy czy kraje bałtyckie odzyskują niepodległość, ale są związane z Niemcami unią gospodarczą. Na kontynencie tworzy się potężna IV Rzesza – potężne państwo, silne ekonomicznie (niemiecka marka jest walutą powszechnie używaną, a przynajmniej pożądaną), zatajające swoją zbrodniczą przeszłość (o Holokauście się nie mówi), stające do mocarstwowego wyścigu z USA jak równy z równym (to Niemcy jako pierwsi lądują na Księzycu).

Europa zjednoczona w unii gospodarczej, ze wspólną walutą i pod kierownictwem Niemiec – czy wyobrażacie sobie takie szaleństwo? Dobrze, że to tylko gdybanie. Ale skoro tak, to gdybajmy dalej: a gdyby tak podczas wojny noga powinęła się nie Rosji, ale zachodnim aliantom?

Desant w Normandii nie udał się

Ponownie podpieram się książką Orłowskiego. Z powodu niepewnej prognozy pogody (jakby były pewne prognozy pogody…) Eisenhower decyduje się na przełożenie desantu na 19 czerwca 1944. Niestety, Niemcy wyciągają wnioski ze wzmożonego ruchu statków w południowych portach Anglii i wzmacniają obsadę wybrzeża Normandii. Gdy wreszcie dochodzi do desantu, alianci nie tylko napotykają mocny opór przeciwnika – ich wrogiem jest także psująca się z godziny na godzinę pogoda. Udaje im się zdobyć tylko mały przyczółek, ale nie są w stanie go utrzymać. Eisenhower rezygnuje z funkcji naczelnego dowódcy sił sprzymierzonych.

Za Wielką Wodą narastają w związku z tym nastroje izolacjonistyczne. Wybrany w 1944 roku na urząd prezydenta Kennedy (Joseph, ojciec JFK) wycofuje wojska amerykańskie z Europy, skupiając się na Pacyfiku. Nie oznacza to jednak, że sytuacja III Rzeszy uległa poprawie. O jej losie przesądził wynik walk na froncie wschodnim – a tym samym zwycięzca mógł być tylko jeden. Był nim Józef Stalin. Armia Czerwona zdobyła Berlin, tak jak w rzeczywistości, a następnie ruszyła wyzwalać resztę Europy spod niemieckiej okupacji. Rosjanie zajęli Paryż, północne Włochy i prawie całe Bałkany. Czerwona Europa stała się faktem.

Podobnie jak w historii rzeczywistej rozpoczęła się zimna wojna. Z tą wszakże różnicą, że nie było zachodniej Europy, która mogłaby razem z USA przeciwstawiać się Rosji. Nie było też Muru Berlińskiego – był Mur Apeniński, dzielący całe Włochy. Na zrujnowaną wojną Europę spadły jeszcze wszelkie „dobrodziejstwa” socjalizmu. A potem – na krnąbrne kraje (Polska, Węgry, Austria, Francja, Niemcy) ruszały z „bratnią pomocą” interwencyjne wojska sowieckie. Komunistyczny folwark, trzymany w żelaznym uścisku, przetrwał nieco dłużej, niż w rzeczywistości, bo do początku XXI wieku.

To może należało po pokonaniu Niemców ruszyć na Rosję? Jak wyglądałby świat, gdyby…

Churchill wprowadził w życie swój plan

Brytyjskiemu premierowi nie uśmiechały się sukcesy Stalina. Wiedział, że musi z nim współpracować, aby pokonać Hitlera. Ale wiedział też, że zwycięstwo nad III Rzeszą nie jest tym, co napędza rosyjskiego przywódcę. Stalin chciał władzy nad nowymi krajami. I otrzymał ją nad Europą środkową i wschodnią.

Dlatego własnie Churchill miał plan. Zamierzał zaatakować sowiecka Rosję – i to najlepiej natychmiast, w 1945 roku. Doprowadziłby do wyzwolenia spod rosyjskiej władzy przynajmniej części krajów oraz odsunięcia wojsk rosyjskich bardziej na wschód. Operacji tej nadano kryptonim „Unthinkable”, bo faktycznie – była to operacja nie do pomyślenia.

Jaki byłby możliwy przebieg tej nowej, III wojny światowej (rozpoczętej zaraz po II)? Dziarsko maszerujący przed siebie alianci zderzyliby się z czystą matematyką. W postaci dziesięciu milionów czerwonoarmistów. Ta liczba to więcej, niż mogliby wystawić Anglicy i Amerykanie razem. Do tego dochodzi klimat, stojący historycznie raczej po stronie Rosjan. Taka wojna byłaby nie do wygrania, a sowieci szybko przeszliby z obrony do ataku.

Jedynym sposobem w zaistniałej byłoby zrzucenie na nich bomby atomowej. Co najprawdopodobniej nic by nie zmieniło (jedyny sposób nie oznacza dobrego sposobu). Rozjuszeni nuklearnym atakiem Rosjanie parliby naprzód, aż oparliby się o Kanał La Manche. Co dalej? Podejrzewam, że wrócilibyśmy do rozważań z poprzedniego punktu – hegemonia Rosjan w Europie. A do tego śmierć wielu, wielu osób w bezsensownej potyczce.

Podobna sytuacja była możliwa, gdyby…

Japonia nie poddała się po zrzuceniu dwóch bomb atomowych

W takim wypadku rozważano opcję desantu lądowego. Wspomaganego taktycznymi uderzeniami jądrowymi na kilka lub kilkanaście miast (choć ta opcja nie była z początku brana pod uwagę, bo cała ta bomba była dość tajna). I być może atakami chemicznymi na największe miasta, bo w sumie: czemu nie?

1 listopada 1945 roku miała zacząć się inwazja lądowa na południową wyspę Kyushu. 1 marca 1946 roku miała rozpocząć się faza druga, czyli desant na wyspę centralną i atak na Tokio. Tylko druga część operacji wymagałaby dwukrotnie większych zasobów niż lądowanie w Normandii. No i nie można zapominać, że zamiast coraz bardziej zrezygnowanych żołnierzy Wehrmachtu, tutaj przeciwnikiem byliby fanatycznie oddani cesarzowi Japończycy. Którzy na dodatek dość trafnie przewidzieli plany inwazji i byli gotowi do odparcia ataku dokładnie tam, gdzie miał nastąpić.

Prawdopodobnie alianci pokonaliby ostatecznie Japonię, ale za jaką cenę? Szacunki nie były precyzyjne, ale zakładały 1,5 do 4 milionów ofiar, w tym 400 do 800 tysięcy ofiar śmiertelnych. Dla wyjaśnienia: do momentu planowania ataku w wojnie zginęło 250 tysięcy Amerykanów.

W ramach przygotowań do inwazji wybito pół miliona Purpurowych Serc, przyznawanych za rany odniesione w walce. Ta liczba wystarczyła do obdarowania wszystkich, którzy sobie na to zasłużyli we wszystkich konfliktach zbrojnych, w jakich USA brała udział po wojnie. Tak, wliczając w to Koreę, Wietnam, obie wojny w Iraku, Afganistam… i na początku XXI wieku nadal było ich ponad 100 tysięcy w magazynie. Doszło do tego, że ranni w Iraku mogli otrzymać medal od ręki, na miejscu.

Gdyby doszło do inwazji, ginęliby nie tylko Amerykanie, ale też 5 do 10 milionów Japończyków. W Stanach nie byłoby powojennego wyżu demograficznego (straty w ludziach i szkody psychiczne skutecznie by go przekreśliły). W Japonii całe miasta zostałyby wyludnione. W ten sposób dwie największe gospodarki II połowy XX wieku, zamiast napędzać cały świat, lizałyby rany i starałyby się dojść do siebie po wyniszczającej konfrontacji.

Można powiedzieć, że w tym wypadku atak atomowy pozwolił uniknąć znacznie większej tragedii. Co tylko pokazuje, jak pochrzanionym czasem był konflikt, zakończony przed siedemdziesięcioma laty…

Foto: Bill StrainCC BY 2.0

  • Europa zjednoczona w unii gospodarczej, ze wspólną walutą i pod kierownictwem Niemiec – czy wyobrażacie sobie takie szaleństwo?

    Unia Europejska? 🙂

    • Nie… no tego się nie spodziewałem! 😉

    • as

      A teraz jest inaczej?