Wpół do weekendu #45 – Adolf Hitler

Siedemdziesiąta rocznica końca ostatniej wojny już wkrótce – dlatego dziś kilka faktów o człowieku, który rozpętał ten cały koszmar. 

W ostatni czwartek, w siedemdziesiątą rocznicę jego samobójstwa, pisałem o tym, że Hitler jest bohaterem książki „On wrócił”. Nawet przez chwilę zastanawiałem się, czy tego #wpółdoweekendu nie dać przed tygodniem, w przeddzień tamtej rocznicy. Ale ostatecznie – dzisiejszy numer #45 jest bardziej symboliczny.

A zatem – Hitler. Zło wcielone, zbrodniarz wojenny, szaleniec. Ale także niespełniony malarz. Gdyby tylko wiedeńska akademia przyjęła jego zgłoszenie – może stworzyłby więcej obrazów. Pytanie, czy gdyby Hitler nie był odpowiedzialny za tyle zła, jego obrazy sprzedawałyby się za taką cenę?

Co jeszcze można powiedzieć o Adolfie? Był zwykłym człowiekiem, który razem z tłumem słuchał informacji o wybuchu pierwszej wojny, który lubił psy (bo naziści lubili zwierzęta) oraz umiał cieszyć się z jazdy na sankach. Był też człowiekiem rzetelnie podchodzącym do swoich zadań – i na przykład trenował przed lustrem swoje pełne pasji przemówienia. Swoją drogą – wąsik i grzywka były w jego przypadku tak charakterystyczne, że bez nich był prawie nie do poznania. Wiadomo to dzięki spreparowanym zdjęciom, na których pokazano jak może wyglądać Hitler, gdyby uciekł z oblężonego Berlina. A taka ucieczka jest dość powszechną teorią spiskową – dość powiedzieć, że FBI po wojnie otrzymywała sporo informacji o możliwym miejscu pobytu fuhrera.

Wracając jednak do Hitlera – przede wszystkim: był szaleńcem. Jego obsesja być może bierze swój początek w tymczasowej ślepocie, jak spadła na Hitlera po ataku gazowym podczas pierwszej wojny światowej. Pokrętne ścieżki losu zaprowadziły go od tego wypadku do partii robotniczej (której nie założył, a która musiała zaczynać numery legitymacji partyjnych od 501, aby wydawać się większą niż w rzeczywistości – numer legitymacji Hitlera to 555), a następnie do pełni władzy (której wcale nie dostał dzięki ogłupieniu całych Niemiec, a jedynie niecałych 44% wyborców).

Zapewne myślicie czasem „gdyby tylko ktoś w odpowiednim momencie strzelił temu wariatowi w łeb”… Okazuje się, że jeden Anglik miał nawet okazję. Podczas pierwszej wojny. Ale okazał miłosierdzie. Potem żałował.

To może, gdy już opanujemy podróże w czasie, ktoś łaskawie pofatygowałby się w przeszłość i załatwił sprawę? Niezawodny komiks xkcd stawia sprawę jasno – nawet jeśli masz maszynę umożliwiającą tylko jedną podróż w czasie, to i tak zabijasz Hitlera. Tylko że w rzeczywistości to wcale nie jest taki dobry pomysł: ani niekoniecznie musiałoby to zapobiec wybuchowi wojny, ani nie jesteśmy w stanie stwierdzić. jak wielki byłby „efekt motyla” takiego działania.

No i stracilibyśmy osobę będącą ucieleśnieniem całego zła. Przywoływaną przy każdej okazji, nawet, gdy okoliczności tego absolutnie nie uzasadniają. Fajnie mówił o tym Jon Stewart.

Istnieje zasada w komunikacji internetowej, zwana prawem Godwina – każda dyskusja, w której pojawia się porównanie do Hitlera, jest automatycznie kończona, a osoba która przywołała Adolfa przegrywa argumentację. Chciałbym, aby ta zasada była powszechnie znana i respektowana.

No i na koniec – zabicie Hitlera spowodowałoby zniknięcie źródła wielu odwołań w popkulturze. Poczynając od Charliego Chaplina i jego genialnego „Dyktatora”, poprzez klasyczny skecz Monty Pythona o wyborach uzupełniających w Północnym Minehead, po liczne filmy wojenne z „Bękartami wojny” na czele (które wymiękają przy tym, co autentycznie ma do zaoferowania historia).

Zresztą – co tam filmy? Wiedzieliście, że Hitler doczekał się nawet własnego sitcomu pod niesamowicie oryginalnym tytułem „Heil Honey, I’m Home”? To historia codziennego życia ciężko pracującego Adolfa, jego żony, stereotypowej gospodyni, Ewy – oraz ich wścibskich, żydowskich sąsiadów. Czyli takie skrzyżowanie „Miodowych lat” z ja-pierdzielę-co-to-jest-do-jasnej-cholery. Zresztą nie musicie mi wierzyć na słowo, oto odcinek pierwszy:

Tak. Właśnie tak. Sitcom o Hitlerze.

To może pora już zakończyć ten wpis.

Foto: Recuerdos de Pandora / CC BY-SA 2.0