Z życia wzięte: kurierzy

Ja rozumiem, że wypadki chodzą po ludziach. Ale statystyka nie pozwala, aby wszyscy ci ludzie pracowali w jednej firmie.


Kurierzy. Dzielni spadkobiercy tradycji królewskich gońców, dostarczający przesyłki w najdalsze zakątki świata, a nawet w Bieszczady. Czy deszcz, czy śnieg, czy poniedziałek, kurier, nie zważając na własne bezpieczeństwo, uczyni wszystko, aby paczka trafiła w Twoje ręce. Ci dzielni ludzie mają Hermesa za patrona i są równie zwinni, co on.

Przy czym z kurierami i powyższym opisem jest jak podbiciem całej Galii przez Rzym. Kluczowe jest słowo „prawie”.

Zapewne każdy z Was zna jakąś historię o roztargnionym bądź nierzetelnym kurierze. Zaśmiewacie się z niej przy każdej firmowej imprezie albo imieninach ciotki, a po odpowiednim ubarwieniu zapewne przekazujecie ją dalej. A czy zadaliście kiedyś sobie trud, aby sprawdzić, w jakiej firmie pracował ów legendarny kurier?

Bo ja takich historyjek mam kilka, a ich wspólną cechą jest właśnie pracodawca wszystkich tych kurierów. Nazwy nie będę wymieniał.

Zacznijmy spokojnie. Od nieobecności w domu podczas próby doręczenia. Na szczęście na paczce był numer telefonu, więc dzielny kurier mógł skontaktować się z adresatem. Rozmowa, której świadkiem nie byłem, ale znam ją z pierwszej ręki, wyglądała mniej więcej tak:

– Dzień dobry – kurier nigdy nie zapomina o manierach. – Czy będzie ktoś teraz w domu? Bo ja tu paczkę mam.

– Niestety nie, obecnie jesteśmy w pracy. A czy byłoby możliwe przekierowanie tej paczki na mój adres służbowy?

Znam przynajmniej dwie międzynarodowe firmy kurierskie, których pracownicy w takiej sytuacji sięgają po długopis i pytają o adres, a rozmowa kończy się przyjemnym „paczka będzie jutro”. Jak łatwo się domyślić – to nie był ten przypadek. Nie dało się przekierować i już. Paczka pozostała tymczasowo niedoręczona – a to, jak wiadomo, może oznaczać konieczność wybrania się w zakazane rejony centrum dystrybucyjnego i osobisty odbiór paczki.

Aby uniknąć takich niespodzianek, jak kurier stawiający się nagle u drzwi (powinien jeszcze łomotać w nie kolbą, może być kukurydzy), wiele firm wprowadza możliwość monitorowania paczki w sieci. W ten sposób wiadomo, że doręczenie nastąpi na przykład jutro i można wziąć urlop, wynająć kogoś do odebrania paczki, zorganizować sąsiedzkie dyżury albo wytresować świnki morskie, aby grzecznie otworzyły kurierowi drzwi i pokwitowały odbiór przesyłki.

Jakie było nasze zdziwienie, gdy pewnego razu w systemie przy naszej przesyłce pojawiła się złowroga adnotacja „brak adresata – doręczenie nieskuteczne”. Byłoby to nawet prawdą, bo tego dnia mieliśmy dziką fanaberię być w pracy, zamiast grzecznie czekać w domu, ale… poprzedni wpis przy naszej przesyłce to „wydanie paczki doręczycielowi”. Między tymi dwoma wpisami minęły trzy minuty.

To wydaje się oczywiste, ale wolę podkreślić – nie, nie mieszkamy w odległości trzech minut jazdy od centrum dystrybucyjnego tej firmy kurierskiej.

Na szczęście przedsiębiorstwa uczą się od konkurencji i firma będąca bohaterem tego wpisu umożliwiła przekierowywanie paczek w przypadku nieobecności. Zapytacie – cóż może pójść źle? Przesyłka może pozostać niedoręczona, bo okaże się, że dany adres nie istnieje. Tak przynajmniej twierdził kurier albo dyspozytor, spytany o to, dlaczego przy przesyłce pojawił się status „doręczenie nieskuteczne”. I ponownie byłoby to zgodne z prawdą, gdyby nie było kłamstwem. Adres jak najbardziej istnieje, a mieści się pod nim państwowa instytucja. W gmachu o dość sporych rozmiarach.

No, ale nie będę się kłócił z kurierem.

Na szczęście postęp dociera nawet tam, gdzie nikt się go nie spodziewa. Nasza firma postanowiła wprowadzić małą rewolucję i nie tylko pozwala już na przekierowanie paczki, ale też doręcza ją pod właściwy adres, podany przez telefon kurierowi. Cudo, prawda? Aby nie trzymać Was w napięciu – to autentycznie działa. Blogerskie #darylosu musiały niedawno nieco za mną pojeździć po Trójmieście, ale trafiły w moje ręce całe i w ciągu dwóch dni.

To co tym razem?

Widzicie – nadawca musi wypełnić dla firmy przewozowej takie kwitki, na których umieszcza adres odbiorcy i inne takie. W tym wypadku te kwitki stanowiły pierwotnie jeden bloczek. I zostały zapewne zbiorczo dołączone do wszystkich paczek, wysłanych do Trójmiasta. Tak się złożyło, że przyklejono je do mojej paczki. Razem więc z #daramilosu otrzymałem zestaw adresów domowych pewnej grupy trójmiejskich blogerów. Tak po prostu.

20150409_011228

Co ciekawe – patrząc na te kwity myślałem, że to jakaś inna firma. Ale jedno krótkie pytanie w sekretariacie rozwiało moje wątpliwości. Kurier był z tej samej firmy, z której byli jego koledzy po fachu w poprzednich historiach.

Przyznam się, że z niecierpliwością czekam, aż kolejny raz przyjdzie mi skorzystać z usług tej firmy – jako odbiorca. Bo na bycie nadawcą chyba nieprędko się odważę.

Aha, byłbym zapomniał – zdjęcie u góry nie jest jedynie ilustracją do tekstu.

Jeśli podobał Ci się ten tekst, polub mnie na Facebooku!