Splendor

Nobliwe damy, szlachetni panowie, diamenty, złoto, intryga, słodycz sukcesu, gorycz porażki. Przez pół godziny możesz znaleźć to wszystko. Jedyne, czego nie znajdziesz, to nuda.

Są takie planszówki, które mają rozbudowane zasady, masę skomplikowanych modyfikatorów, wiele kości do rzucania, karty, zagmatwaną historię i tłumaczenie zasad trwa dłużej niż zajmie przeczytanie tego wpisu (na ciebie patrzę, „Horrorze w Arkham”). I są gry zasadzające się na niesamowicie prostym założeniu, kilku ciekawych rozwiązaniach, dające masę frajdy (na przykład „List miłosny”).

Dziś będzie o grze z tego drugiego gatunku.

O „Splendorze” wspominałem już w relacji z zimowego See Bloggers. Gra ujęła mnie swoją prostotą i poziomem zaangażowania szarych komórek, niezbędnym do wygrania. Dość powiedzieć, że po dwóch partyjkach na See Bloggers wróciłem do domu i kupiłem od ręki.

No dobrze – promocja była, to kupiłem. Ale i tak bym nabył.

O co chodzi? Podobno w grze wcielamy się w bogatych kupców, którzy handlują drogimi kamieniami, otwierają kopalnie, usprawniają szlaki transportowe i w ten sposób dorabiają się fortuny.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Czasem w ciężkich warunkach ten transport…

Ale tak naprawdę to chodzi o to, żeby zdobyć piętnaście punktów, rywalizując o ograniczone zasoby z innymi graczami. I jeszcze mając w każdej swojej turze tylko jedną możliwość ruchu. Trzeba więc decydować, czy kupujemy kartę (która może nas przybliżyć do punktów i da nam zniżkę w przyszłości), czy zarezerwować jakąś na przyszłość (i pokazać pośrednio naszą strategię), czy dobrać żetony drogich kamieni.

Ciężki wybór. A każdy tylko czeka na chwilę potknięcia.

Jeśli powyższy opis wydaje się Wam dość lakoniczny – spokojnie. Zasady są autentycznie proste, a kombinowanie jak tu wygrać wciąga jak diabli. Po kilku rozgrywkach będziecie mieli już wypracowane strategie. Po kolejnych kilku – zobaczycie, że nie działają. Grunt, że będzie powód, aby sobie jeszcze raz zagrać.

I jeszcze raz.

No i może jeszcze…

Już chciałem napisać, że gorąco polecam, ale jest jeszcze wykonanie! Och, wykonanie – to mógłby być jedyny powód, aby kupić tę grę. Karty są wykonane bardzo poprawnie, a rysunki na nich – miłe dla oka. Ale tym, co kradnie serce, są żetony. Jak w kasynie. Przyjemnie ciężkie. Fajnie brzęczące. Po prostu żetony kupiły mnie w całości.

A teraz mogę spokojnie napisać – gorąco polecam!

Plusy:

  • Łatwe zasady.
  • Ciekawa mechanika.
  • Wykonanie!
  • Możliwość rywalizacji.
  • Nie, serio – po tych wszystkich grach kooperacyjnych rywalizacja jest bardzo spoko.
  • Pobudza szare komórki.

Minusy:

  • Eeee…
  • Nic mi nie przychodzi do głowy.
  • Serio, tu wszystko jest w sam raz.

Ocena: na Twoim miejscu już bym zamawiał.

Cena: Rebel proponuje „Splendor” za niecałe 110 PLN i to jest uczciwa cena. Za same żetony bym tyle dał.