Retrogranie: GTA (1 & 2)

Normalnie nie pamiętam nawet, co jadłem wczoraj na obiad, ale jakimś cudem zapamiętałem jedną sytuację z ósmej klasy (tak, kiedyś były ósme klasy – #gimbynieznajo).

Staliśmy we trzech na szkolnym korytarzu, a kolega zaczął mówić, że ma demo nowej gry (tak, kiedyś grało się w dema):

– W tej grze jesteś gangsterem, wykonujesz zlecenia dla mafii…

– O, ciekawe – zainteresowaliśmy się razem z drugim kolegą. – A jak ta gra się nazywa?

Tu kolega rzucił nazwą, której za chińskiego boga nie moglibyśmy powtórzyć. Jakaś taka dziwna była. Długa.

– No i co dalej?

– No więc pracujesz dla mafii: kradniesz samochody, czasem kogoś zabijesz, uciekasz przed policją – podjął przerwany wątek kolega. – A jak ci się to znudzi, to zawsze możesz wziąć kałacha i rozwalić przypadkowych przechodniów.

– Łeee, kałasznikowa – wyraziłem rozczarowanie. – Czyli jesteś współczesnym gangsterem?

– Łeee, współczesnym – podchwycił drugi kolega. – Ja myślałem, że strzelasz do ludzi z tommy guna…

Rok później, w liceum, zagrywałem się już w tę grę do upadłego. Nie trzeba być orłem, aby domyślić się, że chodzi o pierwszą część Grand Theft Auto.

gta2

Tak zaczynała się moja historia.

Nic to, że gra oferowała tylko dziwny widok z góry. Nic to, że najdrobniejszy kontakt z wodą zabijał. Że nie było możliwości zapisu. Ale jaki to był czad, gdy pędziłem skradzionym samochodem przez Liberty City, miałem na karku kilka radiowozów, a z głośników leciało „Money For Nothing” Dire Straits (grałem z własną muzyką).

Tak, żyło się wtedy poza granicami prawa. Było się wolnym człowiekiem. Nic mnie nie ograniczało. Byłem królem życia.

Gdy więc pojawiła się część druga – rzuciłem się na nią i… srogo się zawiodłem. Niby znowu wolność i śmianie się władzy w twarz, ale szału nie było. Jakieś takie brzydkie to było. Ciemne. Kanciaste. Wozy powoli jeździły. Wszystko jakieś takie jakby w smole. No porażka.

Nie skojarzyłem, że po prostu mój ówczesny komputer nie radził sobie z tą zaawansowaną grafiką. Na szczęście teraz mam potwora, na którym największe tabelki w Excelu śmigają jak rosyjski myśliwiec nad Bałtykiem – to i z wygórowanymi wymaganiami obu pierwszych części GTA sobie poradzi.

Z tą myślą odpaliłem po kolei najpierw pierwszą, potem drugą odsłonę GTA. Niestety, wizualnie obie części bronią się tylko jako gry mocno retro – płaski widok z góry mocno się zestarzał i straszy pikselami. Historia – jakaś jest, ale trudno się identyfikować z tą plamką, będącą głównym bohaterem.

Ale to nadal ta sama dawka wolności co kiedyś. Nadal można pędzić przez miasto na złamanie karku. Rozjeżdżać niewinnych przechodniów. Wysadzać, strzelać, kraść, zabijać i parkować na przejściu dla pieszych. Może przemawia przeze mnie sentyment, ale w to nadal się miło gra. Może nie ma fajerwerków, może staroć nad starocie – ale mając szybki wózek i stado glin na ogonie, muszę tylko odpalić to:

…i wszyscy mogą mi nadmuchać.

Świat jara się teraz GTA V, ale może warto zobaczyć, jak to się wszystko zaczęło? Uświadomiłem sobie, że jedynka i dwójka to do tej pory były moje jedyne przygody z serią GTA. Pora to nadrobić, więc na dysku już jest trójka i Vice City, a w kolejce czeka San Andreas, czwórka i co tam jeszcze mi się udało na Steamie kupić. Będzie się działo!

Aha, grając od młodości w tak brutalną grę powinienem wyrosnąć na socjopatę. Nic bardziej mylnego. Przechodzę przez ulicę tylko na zielonym, nigdy nikomu nie ukradłem samochodu, tylko raz uciekłem z miejsca wypadku, nie strzelam do przypadkowych przechodniów, nie wysadzam budynków i przeprowadzam staruszki przez jezdnię.

Czy tego chcą, czy nie. Kałasznikow namówi każdą.

  • MG

    Uwierz mi – warto skoczyć od razu do GTA V, bo jest zajebiste. Od grudnia prawie codziennie godzinne sesje i ani mi się nie znudziło ani jej nie skończyłem (58% gry za mną) i story jest tak zajebiste ze nadaje się do filmu 🙂

    P.S. Nie odpalam gier retro, bo mam świetne wspomnienia z ich przechodzenia, a wspomnień nie warto niszczyć… do dzisiaj żałuję odpalenia kilka lat temu ponownie Transport Tycoon…

    • Mój demon szybkości raczej GTA V nie uciągnie – a konsoli nie mam. Zresztą – nie po to kupiłem kilkaset gier w ciągu mojego życia, aby w nie teraz nie zagrać 🙂

      A ja z grami retro właśnie nie mam takich problemów. Gram, żeby je czasem odczarować. A czasem właśnie chcę zobaczyć, że nic a nic się nie zestarzały.

      • MG

        To zazdroszcze, bo dla mnie odpalenie starych gier to rozczarowanie 🙁 ehhh, ja też pożyczyłem PS3 zeby pograć, wiec don’t worry 🙂 jakby co to wpadaj, udostępnie pada i telewizor za browara 😛

  • Pingback: Dobre gry: Hotline Miami | MrCichy()