Dlaczego piję herbatę, a nie kawę?

Każdy nosi w sercu jakąś traumę z dzieciństwa.

Dziś krótko i osobiście, ale co jakiś czas ktoś mi proponuje kawę, a wtedy rozmowa wygląda tak:

– Nie piję kawy.

– Jak to, tak zupełnie?

– Zupełnie.

– A kiedy przestałeś?

– Nigdy nie zacząłem.

– Łomatko, nie umiem sobie tego wyobrazić! Ale dlaczego?

No więc pokrótce: dlaczego?

W dawnych, mrocznych czasach, gdy w telewizji były tylko dwa kanały, a MTV puszczało muzykę, chodziłem do przedszkola. Ten etap mojej edukacji, poza pochłonięciem tony przydatnych umiejętności (klejenie łańcuchów na choinkę, samodzielne wiązanie butów, rysowanie szlaczków) oraz kompletną impregnacją na inne równie przydatne cechy (umiejętność kolorowania bez wyjeżdżania za linie, leżakowanie), charakteryzował się pewnymi rytuałami. W przedszkolu paru rzeczy można było być pewnym:

  • na podwieczorek do picia będzie słodka herbata,
  • do obiadu podany zostanie kompot,
  • jeśli na obiad będzie gulasz, to obowiązkowo z kaszą jaglaną i krojonym ogórkiem kiszonym z cebulką (i niech się pan Amaro i jego gwiazdy miszelena schowają),
  • napojem obowiązkowym podczas śniadania jest kawa zbożowa – inka.

Z tych czterech rzeczy ta ostatnia wywoływała u mnie bunt. Nie potrafiłem pojąć, dlaczego na śniadanie nie można podać herbaty, jak cywilizowanym ludziom – zamiast tego torturując nas tym paskudztwem.

Ta trauma wyrobiła u mnie odruch Pawłowa: na hasło „kawa” reaguję stanowczym „nie”. Nic to, że zbożowa inka z prawdziwą kawą miała wtedy niewiele wspólnego. Dla mnie czarny płyn na „k” trafił do kategorii obrzydliwych rzeczy, które pijają tylko dorośli (razem z alkoholem).

Lata mijały, a jakoś nikt mi nie wytłumaczył, że picie kawy może być przyjemne. Owszem, pachniała ładnie. Ale wypić ją? Wykluczone! Przecież to jest to paskudztwo z przedszkolnego śniadania!

Zjem tiramisu. Zjem lody kawowe. Kawy nie wypiję za żadne skarby świata. Dla bezpieczeństwa nie pijam niczego, co w jakikolwiek sposób łączy się z kawą – jest produkowane przez firmy kawowe albo przygotowuje się w ekspresach z kawą (wyjątek robię tylko dla kakałka w pracy, no ale to chyba zrozumiałe).

Zazwyczaj, gdy opowiem komuś tę historię, spotykam się z pełnym współczuciem. O ja biedny, nie znam smaku tak wspaniałego napoju, jakim jest kawa…* No nie znam. Znam za to smaki wszystkich kolorów herbaty. Mam swoje ulubione i takie, których unikam za wszelką cenę (nie spotkałem jeszcze nikogo, kto pokazałby mi zastosowanie Yellow Label). Dla prawdziwej, japońskiej zielonej herbaty zrobiłbym wiele. Mój poranny napój występuje w tylu odmianach, że nigdy mi się nie znudzi.

A przy tym jest jeszcze jeden plus. Obserwując ludzi rankiem – w kolejnych firmach, na studiach – widziałem całe stada zombie. Powłóczących nogami, z jedną myślą w głowie – jak najszybciej napić się z czarnego źródła kofeiny. Zamiast „brains” te żywe trupy krzyczały „kawy”. Ja w tym czasie sączę spokojnie zieloną lub czarną herbatę i wiem, że nigdy taki stopień uzależnienia mi nie grozi.

A wszystko to przez to, że przedszkolną zbożówkę z uporem nazywano kawą…

Też macie podobne utrwalone zachowania z dzieciństwa, których trzymacie się, choć nie są racjonalne? Powiedzcie, że tak. Jakieś kółko wsparcia sobie założymy.

* Są też tacy, którzy chcą, abym jednak spróbował. To ci sami ludzie, którzy maja ochotę częstować wegetarian mięsem. I gdyby mogli, wpychaliby zapalone papierosy w usta niepalących.

  • Osobiście nie miałam kawowej traumy z dzieciństwa. Zbożową inkę zawsze lubiłam. Mało tego, będąc dzieckiem wyjadałam dziadkowi ziarna kawy, które miał do mielenia. Jadłam je jak chipsy. Nie mam pojęcia skąd mi się to wzięło. Kawy nie piłam nigdy przez całe 32 lata życia, nie smakowały mi kawowe słodkości, etc.Aż do tego roku. Jakiś miesiąc temu napiłam się kawy. Miłości z tego raczej nie będzie, ale już nie reaguję dzikim NIE, jak mi ją ktoś proponuje. Za to zieloną i biała herbatę kocham miłością bezgraniczną. 🙂

    • O właśnie – ziarenko kawy też umiem zjeść. Ale pić? Wykluczone 🙂

  • JAKMOŻNANIEPIĆKAWY?!!?!!?!?!?!?!?!?? Borze, o Borze szumiący.
    Nie no, a już tak zupełnie serio, to przecież żaden to problem 😀

  • Olo

    Przez ostatnie kilka lat nie piłem herbaty i kawy. Śmiesznie ludzie reagowali, kiedy pytali co chcę do picia – Nie pijesz kawy ani herbaty?! to co Ty pijesz – pytali z niedowierzaniem zupełnie zapominając, że do picia jest coś tak naturalnego jak woda (pomijam soki, kompoty i inne egzotyczne napary).

    Swoją drogą, ostatnio zapisałem sobie w notatniku, że muszę napisać o moim niepiciu kawy, herbaty, alkoholu i podejściu ludzi do mojego aspołecznego zachowania 😉 Ale jakiś nie miałem do tego weny.

    • Tylko wodę? Jak zwierzę? 😉

      A co do alkoholu – jak często słyszysz: ze mną się nie napijesz?

      • Olo

        Wbrew pozorom rzadko, raczej w żartach. Raz na poważnie usłyszałem to pytanie na jednym z wesel.

    • verónica

      próbowałam pić samą wodę, ale mi zupełnie nie szło- muszę mieć smakową.
      chyba, że gazowana mineralna.

      ale np. aktualnie najmłodsze dziecko mojego brata- od małego jest uczone picia właśnie przegotowanej wody. nie żadnych soczków.
      wiadomix jakieś soczki pija, ale zwyczajowo dziecko dostaje do picia w butelce po prostu wodę.

  • verónica

    inkę darzę miłością wielką.
    za to- nic mnie nie przekona do napicia się zwykłej kawy zbożowej- no to jest fujoza jakich mało.

    kawy normalnej kofeinowej długo nie piłam, potem zaczęłam pracować w obecnym #korpo i tu kawa jest na porządku dziennym.
    i dałam się wciągnąć- i był jakiś okres, że faktycznie piłam kawę namiętnie w każdych ilościach.
    obecnie to jest tak: że sporadycznie piję kawę dla przyjemności, jak mam ochotę na ten smak itp.

    część słodyczy kawowych lubię, ale nie wszystkie.

    i też u nas w domu rządzi herbata – no nie ukrywajmy- mleko do kawy samo na #3piętrobezwindy się nie przyniesie ;-)))

    ale podobnie jak z kawą- mam z alkoholem- piję bardzo rzadko i w zasadzie tylko wtedy, kiedy nastąpi konfiguracja wielu czynników.
    czyli właściwie w 9 przypadkach na 10, albo nawet 15 na 10 ;-)- odmawiam alkoholu.

    myślę, że to też kwestia kultury osobistej ludzi z którymi (obecnie) utrzymuję relacje i się spotykam- nigdy nie byłam przez nich namawiana hasłem „ze mną się nie napijesz??!!”

    aczkolwiek nie zawsze było tak idealnie.
    jednak są zdania- klucze, po których ludzie z przestają namawiać.
    choćby:
    1. jestem anonimowym alkoholikiem
    2. prowadzę

    no ale znajomości, gdy ludzie nie rozumieją: „NIE, dziękuję”, nie rokują na przyszłość, więc z części trzeba było zrezygnować.
    a potem na studiach w grupie miałam genialnych chłopaków, co nawet jak wychodziliśmy razem na imprezę- nowo poznanym ludziom zastrzegali, że mnie się np. papierosami nawet nie częstuje 😉

    traumy z dzieciństwa rozumiem idealnie- NIGDY więcej nie zjem wątróbki (odrzuca mnie sam zapach), oraz mam to samo z miodem.
    miód jest trujący, koniec, kropka.

    • Kiedyś byliśmy na jakimś weselu, oboje postanowiliśmy nie pić (wracaliśmy autem, ale nie wiedzieliśmy, które z nas będzie prowadzić). Obok siedział taki człowiek w stylu „ze mną się nie napijesz” – i coraz trudniej było tłumaczyć mu, że jednak nie.

      Ale sam się wyłożył. W pewnym momencie zirytowany kolejną odmową spytał „co wy, jehowi jesteście?” – na co moja żona błyskawicznie zareagowała „a jeśli tak – to co?”. Gość wybąkał coś pod nosem, że on naszą religię szanuje i tak dalej – i mieliśmy spokój! 🙂

      • verónica

        to już wolałabym twierdzić, że jestem mormonką 🙂
        jakoś mormoni mi się intencjonalnie bardziej podobają.

        dawno się nie spotkałam z aż tak nachalnym namawianiem jak to opisujesz, parę razy ktoś próbował mnie namawiać, ale szybko odpuszczał.

        nie znoszę też skrajności w drugą stronę- mam znajomych totalnie zupełnie (takich neva eva) niepijących, i ja ich nie namawiam.
        jednak nie znoszę w ich towarzystwie takiego prawie wytykania palcami, że ktoś pije.
        no sorry, jestem dorosła, dowód osobisty mam, nie upijam się tak, że zataczam się na ulicy, ale czasami zwyczajnie mam ochotę/smak/nastrój na coś mocniejszego i tyle. i absolutnie nie powinno to nikogo NIC obchodzić.

        • Żyj i daj żyć innym. Złota zasada, o której wielu zapomina.

          • verónica

            hm, wiesz ja po prostu wychodzę z założenia, że skoro mam już tyle lat, mam dowód osobisty 😉 i generalnie duża jestem i radzę sobie w życiu,
            to absolutnie NIE potrzebuję jakiegokolwiek pouczania.

            można spokojnie założyć, że już wiem, że jak nie pójdę odpowiednio wcześnie spać, to się nie wyśpię, że wiem, że naczynia same się nie pozmywają, czy, że pranie samo się nie uprasuje.
            mam bardzo niski próg tolerancji na ludzi, którzy próbują mnie w jakiejkolwiek takiej sferze życiowej pouczać.

            tak samo nie znoszę namawiania.
            ja tam wegetarian nie namawiam na jedzenie mięsa itp- ktoś nie je- to totalnie nie moja sprawa i tyle.

  • verónica

    w pewnym momencie zaprzestałam używania argumentu:
    – jestem anonimowym alkoholikiem, bo się ludzie dziwnie patrzyli, ale działało 😉

    to z prowadzeniem też jest takim kruczkiem, bo nie mam prawka 😉

    ale oba działają 😉

  • Eur

    Ha, zgadzam się w całości z Yellow L. Obrzydlistwo.

    • Interesuje mnie proces produkcji tego czegoś. Wymiatają resztki z kątów – to jasne. Ale czego do nich dodają?

      • Eur

        Otóż barwnika. Serio. Bo zrobili kiedyś badania, że Polacy chcą, żeby herbata była brunatna – dlatego nie da się tego cholerstwa domyć.

        • No co Ty?! To teraz jestem w szoku – ale jednocześnie wszystko rozumiem…

          A domyć się da. Cifem. Smacznego.

      • nieobiektywniej

        Pomyśleć, że to była kiedyś naprawdę dobra marka, Dopóki nie przyszła do Polski… Ale tak samo sie dzieje z innymi – proszkami do prania, kawami.

        • Nigdy nie piłem proszku do prania…
          YL to była dobra marka? Czy Lipton? Bo Earl Greya mają całkiem znośnego.

          • nieobiektywniej

            Hehe 🙂
            Mówię o Liptonie, a Ty o czym?

          • No to mówimy o tym samym 🙂

  • Ja mam tak na 80% owoców z Polskiego sadu.
    Wiśnie, czereśnie, śliwki, winogrona, brzoskwinie.
    Moja babcia (bardzo kochana) sądziła, że zmuszając mnie do jedzenia owoców pomaga mi zrozumieć jak są pyszne, a skończyło się na awersji smakowej. Nie, że nie lubię. ja mam wręcz odruch powracania ze tak to ładnie powiem, jak coś z tego grona owocowego zjem..

    Co zaś do kawy. Co ciekawe jak miałam lat 4 to postanowiłam sprawdzić co jest na tacce na stole. A były tak cztery filiżanki kawy. I wszystko byłoby ok gdyby nie to, że byłam niewyrośnięta, więc ściągnęłan nie tylko tackę ale również kawę.. na siebie. Bliznę z oparzeń miałam do 17 roku zycia ;))

    • Kolejny dowód na to, że kawa to zło.

      • Raczej dziecięca ciekawość i przekora „ze chce to zrobie’ 🙂 Ale ok, ponieważ Ty nie lubisz kawy to uznajmy że to kawa jest antagonistą 😉

        • verónica

          śliwki uwielbiam! potrafię jeść je dosłownie do bólu.
          czereśnie i brzoskwinie w każdej ilości <3 😉

    • nieobiektywniej

      Tak Taaaakk!!! Mam to samo!
      Zęby mnie bolą na widok porzeczek i wiśni. W domu zawsze było ‚nie będziemy kupować dżemu np. truskawkowego, bo mamy przecież od babci porzeczkowy’. I zrywanie porzeczek w upale, a potem ich oporządzanie, yyyyy….

  • gulasz, kasza i ogórek z cebulką i od razu wszystkie wspomnienia wróciły 🙂 Kawy nie pamiętam, chyba u nas jej nie podawano, za to miałam i do dzisiaj mam wstręt do mleka z kożuchem na wierzchu lub kakao z tego samego powodu 😉

    • Kożuch na mleku – fuj. Kożuch na kakałku – pycha. Przecież to logiczne! 🙂

      • dla mnie nie ma wyjątków, kożuch to kożuch, sam wygląd mną wstrząsa 😉

  • nieobiektywniej

    A widzisz, ja z kolei bardzo lubię kawę zbożową z mlekiem, solidnie osłodzoną, bo kojarzy mi się z wczasami w FWP 🙂

    Ale rozumiem, że nie pijesz kawy, sama bardzo długo nie piłam, nawet na studiach, który jest niby takim kawowo-piwnym okresem. Zaczęłam pić (kawę) późno i nadal pijam sporadycznie, wyłącznie dla smaku, nie muszę pić kilka razy dziennie. Raczej bez herbaty byłoby mi trudno się obyć.

    Osobiście mam podobny problem z niektórymi płodami działkowymi ( co napisałam pod jedną z wypowiedzi komentujących). Poza tym bardzo rzadko piję alkohol, kompletnie nie mam potrzeby jego picia w celu wprawienia się w dobry nastrój, ani mi też po prostu niezbyt smakuje. I podobne pytania ‚czemu nie pijesz, oj to jak Ty się będziesz bawić, co Ty taka smutna siedzieć, może chora jesteś, / w ciąży’. Bleee 😉 Nawet kiedyś o tym tekst dłuższy stworzyłam, o: https://prawierobiroznice.wordpress.com/2013/06/22/nie-piles-nie-baw-sie/

  • Pingback: Dobre gry: Papers, please | MrCichy()

  • Zapach lubię, smaku nie znoszę więc znakomicie Cię rozumiem. Zdziwienie ludzi natomiast zawsze jest tak samo ogromne jakby dzisiejszy świat podlegał kawie i kofeinie. Może i tak jest, ale ja pozostaję wierna herbatce! Szczególnie zielonej. ;>

  • Pingback: Słowo na niedzielę: user experience | MrCichy()